Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 05-12-2016, imieniny Sabiny, Krystyny
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

28 listopada godz. 5.2o - Wreszcie zima 28 listopada godz. 5.2o - Wreszcie zima

Jestem głodny!

Piątek, 1 czerwca 1951 r. Dziennik Bałtycki nr 149

Elbląg nie ma szczęścia do zakładów zbiorowego żywienia.
     Na gospodę, którą prowadzi ESS przy ul. Grunwaldzkiej konsumenci stale narzekają. To też wiadomość o tym, że Elbląskie Zakłady Gastronomiczne uruchomiły nareszcie restaurację przy ul. 1-go Maja, przyjęto z zrozumiałym zadowoleniem.
     Wydawałoby się, że tu zadowolą klienta, a tymczasem oto jeden z licznych obrazków:
     Restauracja przy ul. 1-go Maja wydaje tak zwane obiady „domowe”. Cena takiego obiadu wynosi zł 3. Karta ponętnie głosi „żurek z kartoflami” i „kiełbasa z kartoflami i surówką”.
     Zadowolony klient zamawia obiad. Za chwilę kelnerka przynosi talerz jakiegoś płynu, a na drugim talerzu kawałek słoniny z dosłownie jednym kartoflem.
     - Przecież miała być kiełbasa – dopomina się nieszczęsny konsument.
     - Tak, ale już zabrakło, więc jest boczek.
     - już zabrakło? Jest dopiero dwadzieścia minut po 13-tej!
     Kelnerka wzrusza ramionami i odchodzi.
     Konsument na próżno szuka w żurku zapowiedzianych w karcie kartofli i surówki przy „boczku”. Następnie „boczek”, ów kawałek słoniny niejadalnej dla osób chorych na wątrobę, wraca do kuchni, a konsument odchodzi głodny pożywiwszy się żurkiem, do którego włożył ów jedyny kartofel z drugiego dania.
     Czyż naprawdę ludzie pracy nie znajdą w Elblągu zakładu zbiorowego żywienia, w którym mogliby zjeść prawdziwy „domowy” obiad, za który każdy zapłaciłby chętnie i trochę drożej, aby tylko było co zjeść?
     Bo dotychczas ludzie pracy zmuszeni do stołowania się poza domem, zarówno w gospodzie ESS jak i restauracjach Elbląskich Zakładów Gastronomicznych, chodzą stale głodni!
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama