Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Krynica Morska i obiad - jako problem

Sobota, 9 czerwca 1951 r. Dziennik Bałtycki nr 157

Krynica Morska to piękny ośrodek Funduszu Wczasów pracowniczych nad Bałtykiem. Wąska piaszczysta mierzeja gęsto porośnięta drzewami dzieli jak gdyby Zalew Wiślany od Bałtyku na długości kilkudziesięciu kilometrów.
     Wśród masy drzew, kryją się na wzgórzach domy wypoczynkowe "Mewa", "Rybitwa" i "Bałtyk". Cisza, zieleń, wspaniała kilkukilometrowa plaża nad Bałtykiem oraz doskonałe warunki klimatyczne sprawiają, że wczasowicze korzystający z dobrodziejstw wczasów, które umożliwia im troska o byt ludzi pracujących Polski Ludowej, kierująca ich tutaj na wypoczynek w ramach szeroko zakrojonej akcji socjalnej - są całkowicie zadowoleni.
     Ponieważ pisaliśmy już dużo na ten temat, dzisiaj chcemy wziąć w obronę tak zwanych wczasowiczów z najbliższych okolic.
     Otóż w każdą sobotę wieczorem i rano w niedzielę nadciągają, a raczej nadpływają statkami do Krynicy Morskiej mieszkańcy Elbląga i okolic, aby po całotygodniowej pracy spędzić dzień zdala od miasta. I tu się zaczyna właśnie cały ambaras! Okazuje się bowiem, że do całkowitego zadowolenia organizmu, konieczne jest jedzenie. Łatwo powiedzieć jeść - ale co jeść i gdzie jeść?
     Przezorniejsi (ci doświadczeni, którzy już byli niegdyś w Krynicy) "taszczą" ze sobą w pocie czoła walizy z tak zwaną "wałówką".
     Lekkomyślni natomiast mając w kieszeni parę groszy liczą na to, że w istniejącej w Krynicy Gospodzie Nr 1, jednej jedynej placówce zbiorowego żywienia dla przyjezdnych zaspokoją głód.
     Jakże grubo mylą się ci nieszczęśliwi. Dostać obiad w gospodzie to przysłowiowe wiechowskie "senne marzenia". Gdy się natomiast ktoś, dzięki lepszej kondycji fizycznej dociśnie do obiadu, to może się uraczyć porcją kiełbasy, której nazwa nie została ustalona jeszcze ze względu na jej zielony kolor, różniący ją od innych bratnich kiełbas i towarzyszący mu swoisty zapaszek.
     To byłaby strona tragikomiczna.
     A teraz coś poważniejszego!
     Gospoda Ludowa Nr 1 w Krynicy Morskiej należy do gminnej spółdzielni Samopomocy Chłopskiej Elbląg - Nowakowo, wskutek czego kierownik gospody, jeżeli mu się zwraca uwagę, zwala natychmiast winę na Zarząd Spółdzielni w Elblągu.
     Częściowo ma rację, gdyż Zarząd Spółdzielni winien skontrolować pracę Gospody w Krynicy (czego jak nam się wydaje, nie czyni wcale, ponieważ kierownictwo gospody nie prowadzi żadnej dokumentacji, a receptariusze na jedzenie pochodzą z października ubiegłego roku!). Obiad domowy przypominający "domowy" tylko z nazwy kosztuje do godz. 17 - 3 zł, a po tej godz. drugie danie z tego obiadu właśnie ta "wyśmienita" kiełbasa, o której wspominaliśmy, traktowana jest jako danie z karty (karty naturalnie nie ma ) i kosztuje też 3 zł.
     Krótko mówiąc, jeżeli który z kierowników Gospody Ludowej w woj. gdańskim chce źle pracować, może tego nauczyć się bardzo szybko w Gospodzie Nr 1 w Krynicy Morskiej. Nam jednak zależy na tym, aby Zarząd Gminnej Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej Elbląg - Nowakowo pouczył kierownictwo gospody w Krynicy, jak należy dobrze pracować, oraz będąc współodpowiedzialnym za obecny stan rzeczy, wspólnie z kierownictwem zlikwidował istniejący bałagan.
     Tego wymaga dobro robotnika , przyjeżdżającego na odpoczynek do Krynicy i to jest obowiązkiem spółdzielni, która istnieje po to, aby zaopatrzyć podległe sobie placówki w żywność. Gdyby nie ten obowiązek Gospoda w Krynicy Morskiej nie byłaby w ogóle potrzebna.
     
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama