Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 08-12-2016, imieniny Marii, Wirgiliusza
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Krytyka regat żeglarskich na Zalewie Wiślanym

Organizatorzy nie wywiązali się zupełnie z obowiązku informowania publiczności o przebiegu regat. Nie wykorzystali oni również doskonałej okazji do propagowania sportów wodnych, informował Dziennik Bałtycki z 14 października 1962 r.

Od jednego z obserwatorów regat żeglarskich, które odbyły się przy końcu sezonu o Błękitną Wstęgę Zalewu Wiślanego, otrzymaliśmy następujące uwagi, które podajemy dlatego, że nie są odosobnione i pochodzą od znanego działacza, który w swoim czasie zdobył kilkanaście mistrzostw krajowych i zagranicznych.
     Na marginesie tradycyjnych regat żeglarskich w Krynicy Morskiej należy zwrócić uwagę na dwie zasadnicze bolączki, które z całą pewnością występują także na innych imprezach żeglarskich.
     Organizatorzy nie wywiązali się zupełnie z obowiązku informowania publiczności o przebiegu regat. Nie wykorzystali oni również doskonałej okazji do propagowania sportów wodnych.
     A przecież można było bez żadnych dodatkowych kosztów podawać przez nadajnik na molo w Krynicy Morskiej bieżące szczegóły o klasach i ożeglowaniu jachtów, wypływających z portu na start, o trasie poszczególnych biegów i o ich przebiegu, o warunkach atmosferycznych, które szczególnie w pierwszym dniu regat były trudne, tym samym uatrakcyjnić imprezę, a zarazem zmobilizować zawodników i publiczność.
     Drugie zagadnienie – to zawodnicy. Zwracał uwagę młody wiek wszystkich załóg, którym powierzono bardzo drogi sprzęt jachtowy dużych jednostek oraz zupełny brak opieki nad tymi przeważnie niepełnoletnimi zawodnikami. Ci młodzi żeglarze zdają się nie wiedzieć, że żeglarstwo wymaga od nich nie tylko hartu i brawury, lecz bardzo dużej wiedzy teoretycznej, ciągłego dokształcania się i dużej finezji technicznej. Jest to sport wysoce techniczny. A poziom na regatach był niestety, słaby.
     Poza tym nie można żadną miarą tolerować rażących braków zachowania i dyscypliny treningowej, która zdaje się jest w żeglarstwie dotąd nieznana.
     Notoryczne nocne awantury, wywracanie kiosku, spóźnianie się na start, niesłuchanie, nonszalanckie traktowanie drogiego sprzętu i posługiwanie się odrażająco rubasznym językiem – to braki, które trzeba wyplenić.
     Nie widziałem żadnego kompetentnego delegata, który by ukrócił ten stan. Przykro stwierdzić, że celowały w tym załogi dwóch klubów gdyńskich. Trzeba wymagać, ażeby imprezy żeglarskie kształciły zarówno zawodników jak i publiczność.
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama