Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 08-12-2016, imieniny Marii, Wirgiliusza
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Mała rzecz a duży kłopot

Obszedłem wszystkie-dosłownie wszystkie sklepy i kioski łącznie ze spożywczymi, jako że nigdy nie wiadomo, gdzie można kupić szpilki krawieckie, informował Elbląski Głos Wybrzeża z 10 marca 1955 r.

W dzień moich imienin żona z tajemniczą i uroczystą miną wręczyła mi dużą, starannie opakowaną i przewiązaną różową wstążeczką paczkę. Po rozwinięciu znalazłem w niej kupon pięknego, szarego materiału na ubranie.
     Spojrzałem na nią z wdzięcznością i ze zdziwieniem.
     - Widzisz najdroższy, udało mi się zaoszczędzić w domowym budżecie trochę pieniędzy, więc...
     Ucałowałem ją serdecznie i następnego dnia udaliśmy się do krawca. Po dokładnym wymierzeniu mojej szczupłej figury mistrz igły zadał zasadnicze pytanie.
     - A dodatki, jak guziki, podszewka, włosianka ma pan?
     Niestety, nie miałem. Obiecałem jednak, że następnego dnia przyniosę. I rzeczywiście, po krajoznawczej wycieczce wzdłuż i wszerz Elbląga udało mi się kupić niezbędne dodatki, które z dumną miną zaniosłem do znajomego już krawca.
     Po dokonaniu miary krawiec odezwał się.
     - Do pierwszej przymiarki przyjdzie pan... przyjdzie pan... no, za półtora miesiąca...
     Usiadłem ze zdziwienia.
     ... Nic... nic nie rozumiem... wyjąkałem. Dlaczego tak późno?
     - No bo widzi pan, zakład nasz nie ma szpilek krawieckich. To znaczy mamy kilka, ale są one w ciągłym użyciu, o pan przecież nie jest jedynym klientem. Na skutek braku szpilek, musimy każdy drobiazg fastrygować, co zabiera bardzo dużo czasu i dlatego klienci muszą czekać. Jeśli ma pan w domu szpilki i może je przynieść, to będzie prędzej.
     Szpilek nie miałem, ale ponieważ w Elblągu wielu znajomych, wydawało mi się, że zdobędę je bez większego trudu. Jak bardzo byłem naiwny.
     Obszedłem wszystkie-dosłownie wszystkie sklepy i kioski łącznie ze spożywczymi, jako że nigdy nie wiadomo, gdzie może szczęście spotkać człowieka.
     Odwiedziłem znajomych ku ich wielkiemu zdziwieniu, z którymi od kilku lat nie utrzymywałem żadnego kontaktu towarzyskiego. Każdemu spotkanemu koledze zaglądałem bezceremonialnie pod klapę marynarki, dzięki czemu zdobyłem sobie opinię maniaka.
     Niestety nie otrzymałem ani jednej szpilki.
     Kiedy w oznaczonym terminie zgłosiłem się do pierwszej przymiarki byłem tak wychudzony, że garnitur trzeba było odpowiednio przerobić.
     Krawiec spojrzał na mnie ze współczuciem i rzekł.
     - A co, nie mówiłem?
     Spuściłem ze wstydem głowę.
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama