Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 21-11-2017, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Obrazki dnia elbląskiego

Zawód „taksówkarza” nie jest wcale łatwy i nie jest złotym interesem, jakby się wydawało, informował Dziennik Bałtycki z 1 lipca 1958 r.

- Wolny?
     - Naturalnie!
     No to chwilę pogadamy – powiedziałem – Kilka pytań i odpowiedzi dla „Dziennika”. Dobrze? Jak z zarobkami?
     - Krucho.
     - Może mi pan powiedzieć dlaczego?
     Ob. Bolesław Ż. właściciel taksówki nr 1 – dużego, czarnego „Pontiaka”, mieszka stale w Tolkmicku i codziennie dojeżdża do Elbląga. Z lekka westchnąwszy, mówi:
     - Zawód „taksówkarza” nie jest wcale łatwy i nie jest złotym interesem, jakby się wydawało. Samochód „wlazł mi w krew” i bez kierownicy żyć nie mogę. Zarobki kształtują się bardzo nieregularnie. Na utrzymanie rodziny, składającej się z żony i dwojga dzieci, wystarczy, ale na eksploatację wozu to już nie. Dam panu przykład wiezie pan klienta na kolonie Metalowców i bierze pan za kurs zgodnie z taryfą 14 zł. Wraca pan z powrotem. W sumie przejechał pan 10 km co wynosi w przeliczeniu na mój wóz 2 litry benzyny, a więc 9 zł 80 gr. Pozostało więc 4 zł i 20 groszy z tego trzeba żyć opłacić podatek i eksploatować wóz. A jak zdarzy się jakieś poważniejsze uszkodzenie motoru, to już klapa, bo za części do „Pontiaka” płaci się bardzo drogo.
     - Ma pan jakieś kłopoty z pasażerami?
     - Zdarzają się. Są tacy, co telefonicznie wzywają wóz pod jakiś adres, a tam nikt o niczym nie wie. Inni znów wysiadają, idą do domu po pieniądze i… szukaj wiatru w polu. Np. niedawno jeden z gospodarzy z Jazowa kazał się zawieść do domu i nie zapłacił 67 zł. Czysta strata, bo co robić, sądzić się?
     - Można było pójść do chałupy – zauważyłem.
     - Żeby dostać kłonicą w łeb? Dziękuję!
     - Tak – pomyślałem, żegnając się z kierowcą – Nie wszystko złoto co się świeci. O wspaniałych zarobkach taksówkarzy wszędzie się słyszy. A rzeczywistości różnie bywa…

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • gdyby niezarabiali to by nie istnieli a tak miewamy auta za 40 tys i droższe na taksówce. nikt nic nie zarabia i nikt tym nie jeździ prawda??
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2008-07-04)
Reklama