Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 04-12-2016, imieniny Barbary, Jana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Ekologia po Elbląsku Ekologia po Elbląsku

Posterunek MO

Gdzieś tam na wiosnę z domu wczasowego „Bałtyk” w Krynicy Morskiej ktoś ukradł rower, informował Dziennik Bałtycki z 28 czerwca 1956 r.

Złodziej, uciekając, wpadł na paliki, zagradzające alejkę, idącą w dół do Łysicy i na skutek wypadku stracił na chwilę przytomność.
     Przechodzący obok żołnierz WOP chciał mu przyjść z pomocą. Przytomniejący złodziej, sądząc, iż chcą go zatrzymać, rzucił się na żołnierza z... nożem... zawiadomiony komendant posterunku MO w Tolkmicku (Łysica własnego posterunku nie posiada i każda interwencja milicji, to tutaj sprawa bardzo problematyczna) sprawę raczej zbagatelizował, twierdząc, iż nic się przecież nie stało, rower odzyskano, a żołnierz się obronił...
     Dlaczego o tym piszę?
     Wypadek sam w sobie zasługuje na pewno na krytykę, ale problem tkwi gdzie indziej: Łysica-Krynica Morska, licznie nie tylko w sezonie zamieszkane osiedle, musi mieć – i to szybko – własny posterunek MO.
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama