Poniedziałek 17-12-2018, imieniny Łazarza, Floriana
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Utracone szczęście

Kelnerka pojawiła się po kilkunastu minutach oczekiwania, mimo iż w kawiarni znajdowało się kilka zaledwie osób, informował Głos Wybrzeża z 18 sierpnia 1954 r.

W moje ciche, starokawalerskie życie wtargnęła nagle „ona”. Przystojna i wesoła Zosia zawładnęła mym sercem. Zosia przyjechała do cioci mieszkającej w sąsiedztwie. Po kilku dniach ku mej wielkiej radości obdarzać mnie zaczęła wyraźną sympatią. Po tygodniu snuliśmy już marzenie o wspólnym szczęściu.
     Nad szczęściem tym jednak zawisły groźne chmury. Zosia posiadała bowiem dwie „wielkie słabości”: lubiła kawiarnię i lody. I one właśnie stały się przyczyną naszego rozstania.
     A było to tak.
     Gdy wreszcie po kilkudniowych deszczach, słońce wyjrzało zza chmur i promieniami swoimi ogrzało ziemię. Zosia rzekła. Kochany – chodźmy do cukierni na lody. I poszliśmy.
     - Dwie porcje lodów tylko podwójne – zwróciłem się do kelnerki, która zjawiła się wreszcie po kilkunastu minutach oczekiwania, mimo iż znajdowało się kilka zaledwie osób . Nie ma lodów – padła odpowiedź. Jak to nie ma? – zapytałem zdziwiony. U nas w ogóle nigdy lodów nie ma, nie opłaca się trzymać – oświadczyła kelnerka. Spojrzałem na Zosię i zrobiło mi się słabo. Wody, wody sodowej, lub lemoniady proszę – wyszeptałem. – Nie ma – odparowała Kelnerka. Może w takim razie wodę mineralną – spróbowałem. Też nie ma – usłyszałem, a siedzący obok jakiś pan spojrzawszy na mnie z wyraźnym politowaniem poradził mi iść do cukierni „Elblążanka” gdzie lody niewątpliwie będą.
     Niestety i tu lodów nie otrzymaliśmy. Nie było także wody sodowej, lemoniady, ani też wody mineralnej. Było za to „wesoło”. Przy kilku stolikach czciciele Bachusa po lekkim zaprawianiu się na dole w barze „urzędowali” z buteleczkami w cukierni.
     Wyszliśmy – Zosia milczała jak zaklęta aż wreszcie syknęła. Dziura, dziura – prowincjonalna – jutro wracam do Warszawy. I wyjechała.
     Przeklęte lody i cukiernie – przez nie utraciłem szczęście. Kto mi je wróci? Czy może dyrekcja EZG?
     
oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Kuchnia inna niż inne
Kuchnia nowoczesna II
RTV + SZAFA
Kuchnia klasyczna