Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

Z życia przedszkola

Wzruszający jest obraz bezradności 4-letniego malucha wobec np. sznurowadła lub spinki do pończoszek, a już całkiem źle jest z lewą czy prawą stroną fartuszka, informował Dziennik Bałtycki z 6 października 1963 r.

Ładnie położony przy ul. Rypińskiej budynek lśni czystością i świeżością, trwające jeszcze w części tylko roboty malarskie nie przeszkadzają w normalnym trybie życia naszych milusińskich.
     Życie w tym państwie maluchów toczy się regularnie i spokojnie. Nie ma tu zdarzeń szczególnych, rano o 5.40 rodzice spieszący się do pracy na godz. 6, pukają już do drzwi przedszkola. Zaczyna się wtedy dzień w przedszkolu. O godzinie 7 będzie pierwsze śniadanie, a o 10 drugie, po którym grupa młodszych tzn. 3 i 4-latki idą spać. Śpią sobie smacznie do obiadu, a w tym czasie starsze dzieci w wieku od 4 do 6 lat bawią się we wszelakie zabawy mieszczące się naturalnie w programie. Na przedobiednim myciu rączek spotykają się wszyscy i z apetytem zjadają obiad. Po obiedzie starsza grupa ma ciszę, a znowu młodsza używa zabawy. Czuwają nad nimi kwalifikowani opiekunowie, pracujący w tym przedszkolu wiele lat, jak np. kierowniczka Julia Magerska (10 lat pracy), wychowawczyni Urszula Szaniawska (11 lat pracy), a czuwa nad smacznym jedzeniem kucharka Stanisława Jóźwik, która jest już 11 lat. Liczby te mówią za siebie.
     Raduje oczy rozbiegany jak kolorowa kuleczka, toczący się po ścieżce ogrodu, maluch, lub jak kwiatuszek w zielonej trawie przyczajony, by za chwilę popędzić dalej do innej zabawy. Są tu na pewno szczęśliwe, ale mają i troski, a największym ich zmartwieniem to rozbieranie się do snu i później ubieranie. Wzruszający jest obraz bezradności 4-letniego malucha wobec np. sznurowadła lub spinki do pończoszek, a już całkiem źle jest z lewą czy prawą stroną fartuszka.
     Ileż to wymaga zabiegów ile trudu, ile zmartwienia, no bo skąd tu wiedzieć o co tym dorosłym właściwie chodzi i na jakiej zasadzie trzyma się w spince pończoszka? Na szczęście nad prawidłowością działania garderoby dziecięcej czuwają przecież dorośli, którzy to wszystko dla utrapienia maluchów wymyślili. Niezawodna to pomoc, zadowoleni z niej są rodzice i chętnie współpracują z przedszkolem. Nie ma tu dysonansów, zawsze chętnie służą pomocą czy radą. Punktualnie też regulują zobowiązanie swoje wobec przedszkola i z kierownictwem są w ciągłym kontakcie. Wiedzą przecież, że to dla dobra ich dzieci.
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama