Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Żywienie zbiorowe

W pierwszych dniach stołowania się byłem nawet zadowolony. Obiady – z małymi wyjątkami – były smaczne i niedrogie, informował Elbląski Głos Wybrzeża z 1 czerwca 1956 r.

Nie ma to jak żywienie zbiorowe. Nie potrzeba gotować, obierać kartofli, dusić mięsa, zachęcony takimi perspektywami oraz po wzięciu pod uwagę smutnego faktu, że żona wyjechała na urlop, a ja, niestety, poza herbatą nie potrafię niczego ugotować, wykupiłem abonament na obiady wydawane w hotelu robotniczym Zakładów Mechanicznych przy pl. Słowiańskim.
     W pierwszych dniach stołowania się byłem nawet zadowolony. Obiady – z małymi wyjątkami – były smaczne i niedrogie.
     Pewnego popołudnia jednak zauważyłem jak kilka kawałków mięsa zleciało z półmiska na brudną podłogę.
     Pracownica stołówki Maria W. Po obejrzeniu się na wszystkie strony, szybko podniosła mięso i położyła je z powrotem na dawne miejsce w tym momencie poczułem, że z moim żołądkiem dzieje się coś niewyraźnego.
     - Przepraszam – wyjąkałem z trudem. – Dlaczego brudne mięso przeznaczacie konsumentom?
     - A co to pana obchodzi? – odpowiedziała mi arogancko, chociaż na twarzy jej pojawił się wyraźny rumieniec zażenowania. Po tych słowach na przygotowanym uprzednio talerzu pojawił się brudny kawałek mięsa, który polany sosem przybrał normalny wygląd.
     Obiady podanego mi nie zjadłem, zaś na ulicy dałem sobie słowo, że w tej stołówce więcej nie stanie moja noga i skierowałem swe kroki do „Słowiańskiej”. Nie wykorzystany abonament wrzuciłem do kosza.
     Przecież i tak już na nic się nie przyda.
     

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama