Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 02-12-2016, imieniny Pauliny, Piotra
 
Rek

UWAGA!

Statki pod specjalnym nadzorem

Elbląg, Statki pod specjalnym nadzorem Henryk Jankowski

Rozmowa z Henrykiem Jankowskim, prezesem Stoczni Elbląskiej z Grupy Stoczni Gdynia SA.

Joanna Ułanowska-Horn: Czy pracowniczy protest przeciwko restrukturyzacji firmy w Gdyni odbił się jakimś echem w elbląskim zakładzie?
     Henryk Jankowski: Jesteśmy osobnym zakładem, pracujemy na własny rachunek. Łączy nas z Gdynią jedynie to, że stocznia jest naszym akcjonariuszem. Wszystkie zyski i straty natomiast pozostają u nas.
     
     J.U.: Stocznia w Elblągu pracuje od ponad pół roku. Zapowiadaliście państwo zatrudnienie 500 osób do końca tego roku, ale z tego co wiem, chyba te prognozy się nie sprawdzą, bo póki co brakuje fachowców...
     H.J.: Rzeczywiście, tak zakładaliśmy na początku. Były to dosyć optymistyczne prognozy, ale życie koryguje plany. Plany te - z pewnym opóźnieniem - ale wejdą. Jeżeli chodzi o docelową wielkość zatrudnienia, to nadal nie rezygnujemy. W tej chwili zatrudniamy prawie 150 osób w bezpośredniej produkcji i 24 osoby pracujące w administracji i obsłudze.
     
     J.U.: A dlaczego te wcześniejsze prognozy się nie sprawdziły? Co to znaczy, że brakuje fachowców?
     H.J.: Produkcja, którą wykonujemy, jest dosyć odpowiedzialna. Statki są budowane pod specjalnym nadzorem, musi być stuprocentowa gwarancja, że jakiś element po spawaniu czy montażu nie "rozklei się". Szczególny nadzór towarzystw klasyfikacyjnych nad technologią wykonywania i jakością wyrobów sprawia, że danego elementu nie można poprawiać kilkakrotnie. Trzeba bardzo uważać, żeby ludzie, którzy wykonują daną pracę, wykonali ją od razu dobrze. To jest dosyć duży problem. Niewielu jest tych, którzy zdobyli praktykę w zawodzie. Więcej jest świeżo upieczonych adeptów sztuki. I tak jak w każdym zawodzie wymaga to doświadczenia i nabrania wprawy.
     
     J.U.: Przecież wcześniej przyszli pracownicy odbyli szkolenia. Czy te szkolenia były niewystarczające?
     H.J.: Tak jak w każdym zawodzie w ciągu krótkiego czasu można tylko przysposobić się do zawodu, natomiast trudno nauczyć zawodu. W normalnym systemie szkoleniowym to są np. 3 lata.
     
     J.U.: A czy spośród tych przeszkolonych osób, które znalazły pracę w stoczni są już fachowcy?
     H.J.: Oczywiście, część z tych ludzi, którzy zostali przeszkoleni, mieli już styczność z podobną technologią. Bardzo szybko się zaadoptowali i są wśród nich już mistrzowie. Natomiast gorzej jest tym, którzy podjęli się nauki nie mając wcześniej nic wspólnego z tym zawodem.
     
     J.U.: Słyszałam, że pracownicy zatrudniani w stoczni nie za dużo zarabiają. Czy to prawda?
     H.J.: Mówimy o przeciętnym zarobku, który rzeczywiście nie jest w tej chwili jeszcze tak wysoki, jak niektórzy sobie wyobrażali. Pracownicy, którzy są wyszkoleni, zarabiają dobrze. Pracujemy w systemie wydajnościowym, więc wielkość zarobku zależy od jakości i ilości pracy. Natomiast siłą rzeczy ci, którzy dopiero podejmują pracę w zawodzie, nie są w stanie natychmiast wejść na wyższą jakość i wydajność.
     
     J.U.: Czy duża jest rotacja tych, którzy ukończyli kursy, przyszli do pracy, zostali zwolnieni, zwolnili się sami, nie przeszli kursów kwalifikacyjnych..?
     H.J.: Rotacja ta, przyznam, jest dość duża. Z różnych powodów. Najważniejsza tego przyczyna to ta, że niektórzy wyobrażali sobie tę pracę inaczej. Są też czasami zwykłe problemy z dyscypliną.
     
     J.U.: Jak wiedzie się na dzisiaj stoczni? Czy są zamówienia, jest praca?
     H.J.: Z pakietem zamówień nie ma problemu. Pracy jest wystarczająco dużo, czasem nawet nie jesteśmy w stanie wykonać wszystkich zleceń.
     
     J.U.: Wymagania stawiane przy budowie statków są bardzo wysokie. Czy te wymagania nie przerosły wszystkich: tych, którzy prowadzili szkolenia, czy samych pracowników tu na elbląskim rynku.
     H.J.: Wymagania są wysokie, ale nie aż takie, by nie móc im sprostać. Problemy były do przewidzenia i nie są aż tak duże. Załoga, która już pracuje, zdaje sobie z tego sprawę i nieźle sobie z tym radzi. Jestem pełen optymizmu.
     
     
     Wywiady Studia El prezentowane są we wtorki i piątki na antenie Telewizji Elbląskiej, zawsze na około 15 minut przed każdą, pełną godziną

przyg. Joanna Ułanowska-Horn (Radio Olsztyn)
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama