Czwartek 21-06-2018, imieniny Alicji, Alojzego
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Dzień targowy już minął Dzień targowy już minął

Archeologia mizernego grosza

Polscy archeolodzy są znani na świecie ze swoich osiągnięć, jednak od lat, także w naszym regionie, borykają się z brakiem pieniędzy na badania. Często aż do dnia rozpoczęcia wykopalisk nie ma pewności, czy w tym sezonie będzie za co kopać.

Magdalena Natuniewicz-Sekuła z Warszawy bada cmentarzysko ludu Gotów w Weklicach pod Elblągiem i nie jest jedynym archeologiem, któremu problemy finansowe spędzają sen z powiek.
     - Przy porządnej, dwudziestoosobowej ekipie spenetrowanie stanowiska trwałoby trzy, cztery lata – wylicza. – Tymczasem w obecnych warunkach potrwa to dziesięć, piętnaście lat.
     Środków na ten cel nie ma Komitet Badań Naukowych, a możliwości Urzędu Ochrony Zabytków są znikome. Archeolodzy pukają więc do różnego rodzaju fundacji, sponsorów i samorządów. Przynajmniej na naszym terenie doświadczenie pokazuje jednak, że gdy brakuje np. na pomoc najuboższym, trudno jest przekonać do wspierania nauki.
     W Elblągu sytuacja jest niemal komfortowa. Władze finansują wykopaliska na Starym Mieście i w podlebląskim Janowie. Ale by mieć na coś więcej niż tylko podstawowy zakres prac, muzeum musi zabiegać o pomoc z zewnątrz.
     - Powoli zmieniamy się w urzędników, którzy muszą się znać na wszystkim – przyznaje Grzegorz Stasiełowicz, elblążanin, wiceprezes olsztyńskiego oddziału Stowarzyszenia Archeologów Polskich. – Zabiera to dużo czasu, który z dużo lepszym skutkiem mógłby być wykorzystany na opracowywanie znalezisk.
     Walka o pieniądze to problem dla wielu, zarówno starszych, jak i młodych naukowców, bo nie każdy przedsiębiorczość ma we krwi.
     - My chyba rzeczywiście nie wpisaliśmy się jeszcze w nową rzeczywistość - potwierdza Mirosław Jonakowski, szef elbląskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków, archeolog. - Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jak są jakieś potrzeby, to udaje się je sfinansować w normalny sposób i nie trzeba się o nic specjalnie ubiegać. Jest co prawda sporo osób, które potrafią zdobywać pieniądze, ale, o ile wiem, studia do tego nie przygotowują.
     Sytuację ratują wielkie inwestycje drogowe, bo wtedy za badania płaci inwestor. Są jednak rejony, w których inwestycji brakuje lub jest ich niewiele.
     - To wymusza zmiany w planowaniu wykopalisk - mówi Mirosław Jonakowski. – Rozwiązaniem może być ograniczenie się do rzeczy absolutnie niezbędnych, czyli praca tam, gdzie stanowisko jest zagrożone.
     Archeolog powinien dziś być nie tylko naukowcem, ale i menedżerem. Powinien wiedzieć, jak zdobyć pieniądze, przekonać do swojego pomysłu potencjalnych darczyńców i sprawnie przeprowadzić wykopaliska. Jeszcze do niedawna specjalistom od zamierzchłej przeszłości nie było to potrzebne. Taki wizerunek naukowca odchodzi jednak do lamusa i przynajmniej niektóre uczelnie starają się tego uczyć swoich studentów.
     - U nas powstała nawet odpowiednia specjalizacja - mówi dr Adam Waluś z Uniwersytetu Warszawskiego. - Na czele zespołu dydaktycznego stoi prof. Aleksander Bursze, który wymyślił festyny w Biskupinie.
     Pod jego kierunkiem studenci uczą się, jak organizować takie przedsięwzięcia i do kogo się zwrócić o sponsoring. - Bez tej wiedzy naprawdę trudno jest dzisiaj żyć, nie tylko w archeologii, ale i w każdej innej dyscyplinie – podkreśla doktor Waluś.
     
     

Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Wyprzedaż rocznika 2017 w salonie Skody HADM
Serwis i oryginalne części Seat
Oryginalne części Peugeot - HADM Gramatowski
Samochody używane HADM Gramatowski