Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 18-11-2017, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Nad rzeką Nad rzeką

Archeologia mizernego grosza

Polscy archeolodzy są znani na świecie ze swoich osiągnięć, jednak od lat, także w naszym regionie, borykają się z brakiem pieniędzy na badania. Często aż do dnia rozpoczęcia wykopalisk nie ma pewności, czy w tym sezonie będzie za co kopać.

Magdalena Natuniewicz-Sekuła z Warszawy bada cmentarzysko ludu Gotów w Weklicach pod Elblągiem i nie jest jedynym archeologiem, któremu problemy finansowe spędzają sen z powiek.
     - Przy porządnej, dwudziestoosobowej ekipie spenetrowanie stanowiska trwałoby trzy, cztery lata – wylicza. – Tymczasem w obecnych warunkach potrwa to dziesięć, piętnaście lat.
     Środków na ten cel nie ma Komitet Badań Naukowych, a możliwości Urzędu Ochrony Zabytków są znikome. Archeolodzy pukają więc do różnego rodzaju fundacji, sponsorów i samorządów. Przynajmniej na naszym terenie doświadczenie pokazuje jednak, że gdy brakuje np. na pomoc najuboższym, trudno jest przekonać do wspierania nauki.
     W Elblągu sytuacja jest niemal komfortowa. Władze finansują wykopaliska na Starym Mieście i w podlebląskim Janowie. Ale by mieć na coś więcej niż tylko podstawowy zakres prac, muzeum musi zabiegać o pomoc z zewnątrz.
     - Powoli zmieniamy się w urzędników, którzy muszą się znać na wszystkim – przyznaje Grzegorz Stasiełowicz, elblążanin, wiceprezes olsztyńskiego oddziału Stowarzyszenia Archeologów Polskich. – Zabiera to dużo czasu, który z dużo lepszym skutkiem mógłby być wykorzystany na opracowywanie znalezisk.
     Walka o pieniądze to problem dla wielu, zarówno starszych, jak i młodych naukowców, bo nie każdy przedsiębiorczość ma we krwi.
     - My chyba rzeczywiście nie wpisaliśmy się jeszcze w nową rzeczywistość - potwierdza Mirosław Jonakowski, szef elbląskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków, archeolog. - Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jak są jakieś potrzeby, to udaje się je sfinansować w normalny sposób i nie trzeba się o nic specjalnie ubiegać. Jest co prawda sporo osób, które potrafią zdobywać pieniądze, ale, o ile wiem, studia do tego nie przygotowują.
     Sytuację ratują wielkie inwestycje drogowe, bo wtedy za badania płaci inwestor. Są jednak rejony, w których inwestycji brakuje lub jest ich niewiele.
     - To wymusza zmiany w planowaniu wykopalisk - mówi Mirosław Jonakowski. – Rozwiązaniem może być ograniczenie się do rzeczy absolutnie niezbędnych, czyli praca tam, gdzie stanowisko jest zagrożone.
     Archeolog powinien dziś być nie tylko naukowcem, ale i menedżerem. Powinien wiedzieć, jak zdobyć pieniądze, przekonać do swojego pomysłu potencjalnych darczyńców i sprawnie przeprowadzić wykopaliska. Jeszcze do niedawna specjalistom od zamierzchłej przeszłości nie było to potrzebne. Taki wizerunek naukowca odchodzi jednak do lamusa i przynajmniej niektóre uczelnie starają się tego uczyć swoich studentów.
     - U nas powstała nawet odpowiednia specjalizacja - mówi dr Adam Waluś z Uniwersytetu Warszawskiego. - Na czele zespołu dydaktycznego stoi prof. Aleksander Bursze, który wymyślił festyny w Biskupinie.
     Pod jego kierunkiem studenci uczą się, jak organizować takie przedsięwzięcia i do kogo się zwrócić o sponsoring. - Bez tej wiedzy naprawdę trudno jest dzisiaj żyć, nie tylko w archeologii, ale i w każdej innej dyscyplinie – podkreśla doktor Waluś.
     
     

Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama