Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 19-01-2018, imieniny Henryka, Mariusza
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Tu już nie wejdziesz... Tu już nie wejdziesz...

Cafe Sax w dwóch odsłonach. Recenzja

Tak, proszę Państwa, mamy teatralny serial. Teatr Dramatyczny w Elblągu, kontynuując cykl spotkań w Cafe Sax, przygotował kolejne przedstawienie, tym razem inspirowane piosenkami z kabaretów i filmów dwudziestolecia międzywojennego. Jest to spektakl w odcinkach, rozpisany na dwa wieczory, według scenariusza i w reżyserii Ewy Marcinkówny.

Oba widowiska łączy nić fabularna. Pierwsze - zatytułowane „Ach te baby... w Cafe Sax” - to wodewil oparty na epizodzie z życia aktorek, które, w oczekiwaniu na swój czas zdjęciowy, przesiadują w Cafe Sax, znajdującym się na zapleczu planu filmowego. Piją kawę, jedzą ciastka, piją herbatę - które mogą - alkohol; znikają, by odegrać swoją rolę w jakimś filmowym epizodzie, wracają i oczywiście gadają, plotkują, narzekają. Historia kończy się, gdy dziewczyny postanawiają wyprodukować własne przedstawienie, co staje się możliwe dzięki nieoczekiwanej propozycji pewnego tajemniczego sponsora.
     Drugie widowisko „Każdemu wolno kochać.. w Cafe Sax”, jest właśnie realizacją tego planu. Powstał zatem teatr w teatrze. Teatr nie wolny od problemów takich jak awarie nagłośnienia, światła, upadki, kłótnie między artystami, przerywanie i kontynuowanie przedstawienia. A wszystko to, jak w Cafe Sax, przy dźwiękach muzyki na żywo w wykonaniu zespołu (nie w całości męskiego), w składzie: pianino, saksofon, klarnet, kontrabas oraz instrumenty perkusyjne, i oczywiście piosenek, znanych szlagierów z lat międzywojennych, wyśpiewanych i wytańczonych przez bohaterki tego spektaklu, zagrane przez: Martę Masłowską, Ewę Tucholską, Teresę Suchodolską-Wojciechowską i Monikę Andrzejewską.
     Odcinki tego teatralnego serialu, niestety, nie są sobie równe. Farsowy charakter wodewilu „Ach te baby”, w którym i konflikt błahy, i postacie karykaturalne, i piosenki zniekształcone w zwierciadle groteski, sprawia, że postaci wykreowane przez aktorki to rzeczywiście baby, tanie fordanserki: niesubtelne, swarliwe, zbyt głośne. Więc przy niewątpliwym talencie wokalnym razi nadmierna ekspresja głosu, gestu i mimiki, zwłaszcza u Marty Masłowskiej i Ewy Tucholskiej, czy zbyt dosadnie poprowadzona postać, wykreowana przez Teresę Suchodolską-Wojciechowską, prezentującą w jednej z odsłon swą rolę tancerki flamenco. Szkoda, że tego wieczoru nic takiego wrażenia nie równoważy.
     Nie zawodzi jednak strona muzyczna i rytmiczna przedstawienia - świetnie zagrane znane szlagiery w aranżacji Krzysztofa Jaszczaka, ciekawa i utrzymana w stylu epoki choreografia, opracowana przez Dorotę Furman. Głosy aktorek czyste i harmonijnie brzmiące. Ten wodewil jako samodzielne widowisko, moim zdaniem, rozczarowuje.
     Tym bardziej drugi wieczór w Cafe Sax był miłą niespodzianką. Aktorki, wcielając się w role artystek kabaretu lat dwudziestych i trzydziestych, śpiewając nastrojowe, tęskne piosenki o miłości, z tytułowych bab przemieniły się w damy. Stonowały głosy, powściągnęły gesty. Stworzyły w Cafe Sax, przez większą część widowiska, prawdziwie liryczny klimat. Ich pieśni i głosy w towarzyszeniu zespołu przywodziły mi na myśl dramatyzm muzyki fado.
     Szczególnie w drugim przedstawieniu podobała mi się Monika Andrzejewska, której uroda i subtelny, stonowany głos zalśniły w otoczeniu kolorytu stylu retro.
     Cieszy mnie, że ta najnowsza produkcja Teatru Dramatycznego uratowała się dzięki drugiej części, w której elementy dramatyzmu tekstów, muzyki i interpretacji równoważą właściwy również temu spektaklowi kupletowy, ludyczny charakter.
     

Małgorzata Kardas
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama