Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 26-02-2018, imieniny Aleksandra, Mirosława
 
Rek

UWAGA!

Ciągnie mnie do kina…żona

Elbląg, Ciągnie mnie do kina…żona Krzysztof Bartoszewicz (fot. rp)

Krzysztof Bartoszewicz znany jest elbląskim teatromanom przede wszystkim ze znakomicie zagranych ról komediowych. Wspomnieć warto Tyzbe w „Śnie nocy letniej”, Chama w „Aktorze” czy Policjanta w „Policji”. Sam przyznaje, że lubi grać w komediach, choć nie uważa, że to najłatwiejsze zadanie. Na stronie Aktualności wybieramy najpopularniejszego aktora Teatru im. Sewruka.

Krzysztof Bartoszewicz nie jest elblążaninem, ale występował na deskach naszej sceny już w latach 80-tych ubiegłego wieku. Był także aktorem teatrów w Gdyni i w Częstochowie. Na scenie gości już ponad 30 lat. Czy zawsze myślał o zawodzie aktora?
     - Na początku pociągał mnie ten zawód ze względu na to, że się późno wstaje (śmiech) - mówi Krzysztof Bartoszewicz. - Żarty żartami, a tak poważnie, to miłość do aktorstwa zaczęła się od spotkania z aktorem Stanisławem Michalskim. To on zaszczepił mi impuls i potem już się jakoś tak potoczyło. Kiedyś chciałem być księdzem - kontynuuje. - Miałem już wtedy ciągoty, by poznawać, co kto może myśleć. Pociągała mnie sfera duchowa. I oczyszczenie. W teatrze robisz coś, co nie jest do końca tobą. Wcielanie się w jakąś postać to jednocześnie odkrywanie w sobie innych pokładów. Możesz zweryfikować myślenie, sposób patrzenia. Potem w konfrontacji z rzeczywistością dochodzi się do ciekawych porównań. I to mnie pociągało w aktorstwie najbardziej. To, że można być kimś innym niż na co dzień i szukać tego czegoś, co jest ukryte w człowieku.
     Czy jednak praca w teatrze tak wciąga, że nie myśli się czasem o porzuceniu tego zajęcia?
     - Myślałem, by to rzucić, ale na pewno oscylowałbym przy zawodach artystycznych - przyznaje Krzysztof Bartoszewicz. - Piszę sztuki teatralne. Mam ich już kilka na swoim koncie. Jeśli nie aktorstwo to właśnie pisanie mnie pociąga.
     A film?
     - Tak, do kina mnie ciągnie…czasami żona (śmiech) - mówi. - No pewnie, że mnie ciągnie do filmu, ale to w Warszawie trzeba siedzieć i chodzić na castingi. Choć na ciekawe propozycje jestem gotowy.
     Krzysztof Bartoszewicz znany jest elbląskim widzom głównie z ról komediowych. Znakomicie mu to wychodzi, ale czy lubi grać w komediach?
     - Bardzo lubię - przyznaje. - Nie uważam jednak, by były łatwiejsze do zagrania niż role dramatyczne. W ogóle w teatrze nie ma pojęcia „łatwiej”. Nie ma znaczenia, czy to dramat, czy komedia, sztuka dla dorosłych czy dla dzieci. O, a nawet dla dzieci gra się trudniej, bo dziecko, jak nie kupuje tego, co robisz, to całym sobą i odwrotnie. Mam wieloletnie doświadczenie w graniu dla młodego widza. Dla dzieci napisałem też sztuki. Dla nich prowadziłem i prowadzę nadal swój teatr.
     Zatrzymajmy się przy Mrożku. W elbląskim teatrze Krzysztof Bartoszewicz zagrał w jego „Policji”. Czy dobrze czuje się w tej konwencji, w grotesce?
     - Generalnie lubię Mrożka - mówi Krzysztof Bartoszewicz. - To jeden z naszych współczesnych, choć może już właściwie klasycznych, pisarzy dramaturgów, którzy mają coś do powiedzenia. Uważam, że jego opowiadania są genialne. Grałem też w kilku przedstawieniach Mrożka, m.in. w Testariadzie, która jest nieznana - kontynuuje. - Chciałbym też zagrać w „Tangu”, ale zostanie mi tylko dziadek. Na Edka jestem już za stary.
     Widzom na długo w pamięci pozostanie Tyzbe Krzysztofa Bartoszewicza w „Śnie nocy letniej”. Czy Szekspir należy do ulubionych pisarzy aktora?
     - Pewnie, że go cenię, ale i tak wszystko zależy od reżysera, od zespołu, od realizatorów - mówi Bartoszewicz. - Moim zdaniem, żeby coś wyszło w teatrze, musi być zespół, który się lubi, rozumie, jeden drugiego ciągnie, na przykład reżyser aktora, i podsuwa mu pomysły. Nie mówiąc o scenografii. Scenografia powinna powstawać przy okazji prób, bo później wtłaczają cię w gotowy projekt i musisz się w tym znaleźć. Spektakl powstaje przez ludzi, samo dochodzenie do punktu końcowego jest ciekawe i twórcze.
     Czy aktor Bartoszewicz czuje się spełniony zawodowo?
     - Broń Boże! Jak do tego dojdzie, to będzie oznaczać, że mogę już sobie pójść - twierdzi. - Póki co gram, a jak mnie coś zainteresuje, gram całym sobą.
     Aktor musi się relaksować, czasem odpocząć od sceny…
     - Lubię grać w brydża - wyznaje Bartoszewicz. - Mam swoje stolikowe, karciane towarzystwo. Lubię też podróżować. Nie zaglądam jednak wówczas do teatrów, chyba, że po to, by spotkać się z kolegami.
     
     Pozostałe rozmowy:
      Leszek Czerwiński
      Anna Gryszkiewicz
      Mariusz Michalski
      Marcin Tomasik
      Tomasz Muszyński

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama