Poniedziałek 17-12-2018, imieniny Łazarza, Floriana
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Cóż to jest 50 lat?! Zapraszam na stulecie!

 
Elbląg, Cóż to jest 50 lat?! Zapraszam na stulecie! Jerzy Przewłocki: - Role, o których marzyłem już zagrałem (fot. Anna Dembińska)
Rek

Niezmiennie od 50 lat z satysfakcją spędza czas w teatrze. Lubi proces, który towarzyszy tworzeniu roli, cieszy się z kolejnych wyzwań. Gdy potrzebuje oddechu, wsiada w autobus i jedzie do Paryża, gdy brakuje słońca - kierunek Egipt lub Jordania. Jeździ na rowerze i na ... motocyklu. Jerzy Przewłocki, aktor Teatru im. Aleksandra Sewruka obchodzi złoty jubileusz pracy artystycznej i z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru dodaje: Już zapraszam na moje 100-lecie!

- 50 lat minęło, jak jeden dzień?
     Jerzy Przewłocki: - Tak. Wydaje mi się, jakbym zaczynał pięć, a nie 50 lat temu.
     
     - Pamięta Pan swój debiut sceniczny?
     - W 1962 r., jako nastolatek, zagrałem na deskach tarnowskiego teatru murzynka w adaptacji powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". Połknąłem bakcyla i postanowiłem zostać aktorem. Zdałem egzamin eksternistyczny i gram.
     
     - Pierwszy teatr?
     - Oczywiście w Tarnowie. To moje rodzinne miasto. Następnie było Gniezno, Zielona Góra, Szczecin i powrót do Tarnowa. Z Tarnowa pojechałem do Teatru Rozrywki w Chorzowie, gdzie nagrałem dwa musicale. Potem kolejny powrót do Tarnowa, a dalej Legnica, Częstochowa i Elbląg.
     
     - Czyli lata podróżowania z walizką po Polsce
     - Tak, ale w Elblągu osiadłem i od 17 lat czuję się elblążaninem. To miasto podoba mi się, choć nie zawsze tak było. Gdy tu przyjechałem starówka była w ruinie, a za teatrem był plac z bazarem, na którym handlowali Rosjanie. Tam kupiłem sobie lornetkę i latarkę (śmiech).
     
     - Nigdy nie żałował Pan wyboru drogi zawodowej?

     - Nigdy. Gdybym miał powtórzyć swoje życie to też zostałbym aktorem.
     
     - Może zacznę przewrotnie – jakie są złe strony tego zawodu?
     - Według mnie? Dochodzenie do postaci, którą ma się odegrać. Aktor musi też mieć silną konstrukcję psychiczną, bo stresy spowodowane pracą nad rolą powodują czasami załamanie nerwowe. Ale jak się człowiek przełamie to jest dobrze (śmiech).
     
     - A blaski?
     - W każdym z nas jest chęć odgrywania kogoś innego, a ja mogę to realizować na co dzień. Raz mogę być królem, raz żebrakiem, a także prezydentem, rycerzem, bandytą. I mogę to pokazać innym.
     
     - Dużo było tych ról przez 50 lat...
     - To dużo czasu więc i mnóstwo ról. Nie liczę ich, ale był i Papkin w "Zemście", i Gucio w "Ślubach panieńskich", i Mackie Majcher w "Operze za trzy grosze", i Król w "Hamlecie", i wiele innych.
     
     - A te zagrane w elbląskim teatrze?

     - Najbardziej odpowiadała mi rola Gonzala w "Transatlantyku". O, i w "Ruskim miesiącu".
     
     - Czy zdarzyło się Panu zagrać w spektaklu młodszą, a po latach starszą postać?

     - Bardzo często. W "Zemście" najpierw zagrałem Wacława, potem Papkina, a potem starego Dyndalskiego. W "Ślubach panieńskich" zagrałem Gucia, Radosta i służącego Jana.
     
     - A była rola, która Pana zaskoczyła?
     - Gdy byłem młodym człowiekiem zagrałem Janosika w "Na szkle malowane". 20 lat później, w innym teatrze, dyrektor postanowił wystawić ten sam tytuł. Ja, z racji wieku, sądziłem, że zagram burmistrza lub jakiegoś dostojnika państwowego. Popatrzyłem na obsadę, a tam: Jerzy Przewłocki – Janosik. Złośliwie dopisałem na komunikacie "20 lat później".
     
     Od pięciu dekad obserwuje Pan zmiany, jakie zachodzą w teatrze. Jak Pan je ocenia?

     - Warunki pracy aktorów są w tej chwili dużo cięższe niż kiedyś. W tej chwili, by zadowolić publiczność musi być większa ilość premier. Poza tym, dyrektor ma bardzo ciężkie zadanie, by dopasować repertuar do środowiska, w którym teatr istnieje. Część widzów chce cięższych, filozoficznych tematów, ale większość oczekuje rozrywki. Proporcje muszą być więc takie, by i wilk był syty, i owca cała. W Elblągu nam się to udaje. Średnio w miesiącu gramy ok. 20 spektakli. To jest bardzo dużo, przy widowni jednej z największych w Polsce.

  Jerzy Przewłocki jako Poncjusz Piłat w "Mistrzu i Małgorzacie" (fot. arch. portEl) Jerzy Przewłocki jako Poncjusz Piłat w "Mistrzu i Małgorzacie" (fot. arch. portEl)


     - Ciało aktora jest jego narzędziem pracy. Jak Pan o nie dba? Sport?
     - Nie. Jeżdżę na rowerze i na motorze, a samochodem wozi mnie żona. 
     
     - Motocykl?
     - Suzuki od 7 lat. W tym roku jeszcze nie jeździłem, bo nie mam czasu, a jak już znajdzie się wolna chwila to ... deszcz pada.
     
     - Wiem, że lubi Pan podróże.
     - Latam w ciepłe kraje: Jordania, Cypr, Egipt, Turcja, Maroko. W weekendy czasami wsiadam w autobus Elbląg-Paryż i po czterech dniach wracam. To nie jest droga wyprawa.
     
     - Zawód aktora też daje możliwości podróżowania.
     - Dyrektor Mirosław Siedler zaproponował kilka projektów międzynarodowych. Pierwszym z nich była "Burza" Szekspira. Graliśmy w Portugalii, Wielkiej Brytanii i w Polsce. Ciekawostką, było to, że każdy z aktorów grał w swoim ojczystym języku. To była trudna praca, bo trzeba było się zastanawiać, kiedy partner kończy tekst.
     
     - Miał Pan w swoim życiu zawodowym także doświadczenia filmowe.
     - Wystąpiłem w kilku filmach: "Oko proroka", "Jan Amos Komeński", "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny" oraz w serialach: "Sąsiedzi" i "Lokatorzy".
     
     - Nie kusiło, by porzucić teatr dla filmu?
     - Nie wolno porównywać tych dwóch sztuk. Jednak ja jestem wierny teatrowi. Lubię powoli dochodzić do roli i widzieć rezultaty. Poza tym, praca w teatrze sprawia mi niezmiennie dużo satysfakcji. Już zapraszam za 50 lat na 100-lecie mojej pracy artystycznej (śmiech).
     
     - A czego życzyć Panu dziś? Zagrania wymarzonych ról?

     - Te, o których marzyłem już zagrałem, a tych, o których marzę, już nie zagram.
     
     Jerzy Przewłocki będzie świętował swój jubileusz jutro (23 maja) premierą "W 80 dni dookoła świata".

rozmawiała Agata Janik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Fototapety z Londynem
Fototapety z Paryżem
Fototapety industrial
Fototapeta samoprzylepna 400x260 cm - Jesień