Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 11-12-2016, imieniny Damazego, Daniela
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Czas zapuszczać korzenie

Rozmowa z Moniką Jastrzębską, współautorką książki „Baśnie i legendy Żuław i Mierzei Wiślanej”.

Nie pochodzi Pani z Żuław. Jak doszło do tego, że zaczęła Pani pracę nad tym wydawnictwem?
     Trafiłam tu za namową Marka Opitza (pomysłodawcy i wydawcy książki – red.), bo zapowiadała się wspaniała przygoda. Pierwsze prace rozpoczęły się już kilka lat temu, ale najintensywniejszym okresem było ostatnie półtora roku. Byliśmy np. w Niemczech, gdzie zbieraliśmy materiały od prywatnych osób. Szukaliśmy ich przy okazji zbierania historii osadników żulawskich. Liczyliśmy, że przekażą nam oni jakieś ciekawe historie, które usłyszeli od dawnych mieszkańców Żuław. Niestety, okazało się, że kiedy przybyli tutaj, teren wymagał dużego wkładu pracy i nie w głowach im było zbieranie dawnych historii – tak mówili. Mówili, że byli zajęci, że nie mieli czasu, a „historie” przywozili ze swoich terenów.
     
     Czym było dla Pani spotkanie z legendami?
     Dla mnie, osoby nie związanej z tym regionem, znajdowanie kolejnej historii było wspaniałym doświadczeniem. Czasem przez długi okres nic nie znajdowaliśmy i wydawało się, że już nic nie ma, ale nagle znowu pojawiała się kolejna opowieść. Legend o Gdańsku czy Elblągu jest mnóstwo, a Żuławy były dotąd pogrążone w gęstej mgle. W końcu jednak zebraliśmy ponad 30 legend. Nie jest to mało jak na region, który pod względem składu ludności tak często się zmieniał. Żuławy nawiedzały powodzie, były masowe wysiedlenia, ale mimo to te historie przetrwały.
     
     Z legend i baśni wyłania się magiczny obraz Żuław. Taki sam, jak z albumu Marka Opitza „Żuławy - czas przełomu”.
     Przyznam, że myślałam, iż znajdziemy więcej historii związanych z wierzbami, które są przecież charakterystycznym elementem krajobrazu Żuław, ale nie. Okazało się, że postaci z baśni ukrywają się przy żuławskiej drodze – tzw. tryfcie. Żuławy zawsze mi się wydawały magiczne. Przez to, że poznałam ich legendową historię i bohaterów wydają mi się one jeszcze bardziej magiczne. Kto wie np., przy której grobli jest zakopany biedaczyna, którego pochłonęła woda? Świat rodem z tych opowieści nie różni się niczym od tego, który widzimy na co dzień. Zależy jeszcze, kto jak patrzy - można przejechać przez Żuławy i nic nie zauważyć, ale czasem warto spojrzeć inaczej. Czasem niebo jest tak nisko zawieszone, jakby Żuławy, mimo depresji, były dużo wyżej położone. Obsadzone wierzbami drogi wywierają niesamowite wrażenie i myślę, że to nie legendy tworzą krajobraz, a krajobraz jest jakby ilustracją, naturalną przestrzenią tych legend.
     
     Bogaty jest świat postaci, które zaludniają żuławskie legendy. Jest księżniczka Tuga…
     …są bogaci żuławscy chłopi, zwani gburami, są strażnicy wałowi – bardzo ważni, są diabły. Jak się okazało, na Mierzei Wiślanej znaleźliśmy dwa dziwne diabły… Myślę jednak, że najważniejsi są ludzie z krwi i kości, którzy tutaj żyli i których czyny zmieniły się w legendy.
     
     To ważna książka. Szczególnie, jeśli pamięta się, że wielu z tych, którzy przybyli tu po wojnie, wciąż jeszcze nie zapuściło tutaj korzeni. Dla nich Żuławy to obcy świat.
     Dla wielu osób, szczególnie przedstawicieli najstarszego pokolenia, Żuławy są wciąż „ziemią niepewną”, co do której nigdy nie mieli pewności, że na niej pozostaną. Wydaje mi się, że czas już zapuszczać korzenie, czas nie bać się tego. Dzięki legendom Żuławy stały się mi bliższe i mogę wyobrazić sobie, że książka stanie się tak samo ważna dla rodziców, którzy będą mogli przeczytać ją swoim dzieciom. Wydaje mi się, że odkrywane teraz bogactwo niematerialne regionu jest bardzo ważne, zwłaszcza dla młodych, którzy - być może - teraz jeszcze tego nie docenią, tak jak jeszcze kilka lat temu było i ze mną.

rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama