Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 20-01-2018, imieniny Fabiana, Sebastiana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Niechciane choinki Niechciane choinki

Dorota Miśkiewicz: Sypnęło nam jubileuszami

Elbląg, Dorota Miśkiewicz: Sypnęło nam jubileuszami Dorota Miśkiewicz (fot. nadesłane)

Niedawno w Elblągu wystąpiła Dorota Miśkiewicz, wokalistka jazzowa, skrzypaczka, kompozytorka i autorka tekstów, artystka nie stroniącą także od innych klimatów muzycznych. Zaśpiewała w Teatrze im. Aleksandra Sewruka razem z Grzegorzem Turnauem i Elbląską Orkiestrą Kameralną. - Wszyscy jazzmani doceniają Grzegorza Turnaua, właśnie za to jakie w jego muzyce są połączenia harmoniczne, melodyczne, że to nie są po prostu popowe piosenki, to są piosenki na wysokim poziomie, więc jazzmani z przyjemnością zawsze biorą w takich projektach udział - mówi wokalistka w wywiadzie z Januszem Salmonowiczem.

Janusz Salmonowicz: - Pani Doroto, Grzegorz Turnau zdradził w rozmowie ze mną, że nie tylko współpracujecie na niwie artystycznej, ale także towarzyskiej. Pani ze swoim towarzyszem życia, Markiem Napiórkowskim i państwo Turnau spędzacie ze sobą dużo czasu, razem wyjeżdżacie, ale ponieważ nie jesteśmy portalem plotkarskim, to państwa kontakty pozasceniczne zostawmy w spokoju. Porozmawiajmy o muzyce. Pani jest raczej kojarzona z muzyką jazzową, a chyba mniej z obszarami łagodności, jak to zwykł określać Piotr Bałtroczyk. Czy muzyka Grzegorza Turnaua to także Pani muzyka?
     

     Dorota Miśkiewicz: - Z Grzegorzem znamy się równo dziesięć lat. Zawarliśmy znajomość w podwarszawskim klubie jazzowym w Łomiankach i to była właśnie jesień 2004 roku. Właściwie można powiedzieć, że świętujemy taki mały, prywatny jubileusz. I faktycznie przez te dziesięć lat Grzegorz bierze udział w moich projektach, a ja biorę udział w jego projektach. Czy to jest moja muzyka? To jest zdecydowanie muzyka Grzegorza Turnaua, te „Siedem widoków w drodze do Krakowa”, co jest zresztą absolutnie genialne, że można mieć „swoją” muzykę i Grzegorz właśnie taką ma. Na bazie muzyki kojarzonej często z muzyką, można tak powiedzieć, krakowską, stworzył coś własnego, własny język i ja bardzo chętnie biorę w tym udział, bo to jest po prostu coś na bardzo wysokim poziomie. Więc teraz jeżeli pan mówi, że ja zaczynałam od jazzu i jaki to ma związek, to wszyscy jazzmani doceniają Grzegorza Turnaua, właśnie za to jakie tam są połączenia harmoniczne, melodyczne, że to nie są po prostu popowe piosenki, to są piosenki na wysokim poziomie, więc jazzmani z przyjemnością zawsze biorą w nich udział.
     
     - Co nie zmienia faktu, że piosenki Grzegorza Turnaua i w jego wykonaniu, lokują się niejednokrotnie na szczytach list przebojów, często skutecznie konkurując z utworami właśnie popowymi.
     
     
- I to jest właśnie niebywałe, myślę, że to jest charyzma Grzegorza, że on z tymi piosenkami, które nie są proste ani w warstwie muzycznej, ani w warstwie tekstowej, potrafi się znaleźć na liście przebojów i jest bardzo popularny i ludzie go kochają.
     
     - No dobrze, pani Doroto. Kończymy pisać laurkę panu Grzegorzowi, a teraz coś o pani. Co pani aktualnie robi, co i gdzie pani śpiewa, jakie pomysły na najbliższą przyszłość?
     
     
- Z przyjemnością gram koncerty promujące płytę „ale”, ostatnią moją płytę wydaną dla dorosłych, a także płytę z piosenkami dla dzieci, która wyszła w zeszłym roku i to jest projekt nagrany z zespołem „Kwadrofonik”, grającym na co dzień muzykę poważną i piosenki też są właśnie z tego kręgu. Dla ludzi zainteresowanych muzyką poważną, ale nie tylko, ponieważ muzyka jest Witolda Lutosławskiego, a teksty Juliana Tuwima. My to nazwaliśmy „piosenki nie tylko dla dzieci”, bo one są tak urokliwe, że nie tylko dzieci chcą ich słuchać, a to są wiersze, które wszyscy znamy: „Pan Tralaliński”, jest „Kotek”, „Idzie Grześ przez wieś”, to są przepiękne piosenki, zaaranżowane na dwa fortepiany i dwa zestawy instrumentów perkusyjnych, ale nie z kręgu muzyki rozrywkowej, czyli wibrafon, marimba, dzwonki, jakieś cymbały. Naprawdę tych instrumentów jest dużo i pokazujemy je dzieciom. Chcemy uwrażliwić je na to, jak różne może być brzmienie, żeby były już świadome, kiedy słuchają piosenki, że te dzwonki, które przed chwilą oglądaliśmy, to one teraz grają w tej piosence.
     
     - Taki trochę trudny do ogarnięcia duet, Witold Lutosławski, światowej sławy kompozytor muzyki współczesnej i Julian Tuwim, autor m.in. cudownych ciepłych rymów dla dzieci. Brzmi trochę jak zderzenie dwóch różnych światów.
     
     
- Czy Lutosławski pasuje do Tuwima? Oczywiście, że pasuje. Witold Lutosławski pisywał piosenki dla dorosłych i podpisywał się Derwid, co sugeruje, że prawdopodobnie robił to za chlebem i chciał oddzielić te dwa światy, ale te piosenki dla dzieci podpisane są już Witold Lutosławski. Możemy się w pewnym momencie przestraszyć, że to będzie za trudne, że dzieci tego nie zrozumieją, Lutosławskiemu przyświecała jednak taka myśl, że to mają być piosenki dla dzieci, że mają edukować, czyli sprawić, że te dzieci będą chciały w przyszłości słuchać może bardziej ambitnej muzyki, więc ta muzyka musi pasować do wiersza, musi w jakiś sposób dzieci zainspirować, zafrapować. Itakie są te piosenki, taka jest muzyka Lutosławskiego. Jest intrygująca, nie jest łatwa, chociaż są też łatwe piosenki, jak np. „Kotek” . Jak ją śpiewam na koncertach, to widzę, że publiczność ją śpiewa, dzieci znają i śpiewają, czyli da się to powtórzyć i o to chodziło Lutosławskiemu, żeby dzieci mogły te piosenki zaśpiewać, a czasem nawet zagrać te proste akordy na pianinie.
     
     - Gdy byłem dzieckiem, grałem na takich cymbałkach…
     
     
- Tak, tak. Można na cymbałkach, na fleciku picolo...
     
     - Czy w Pani najbliższych planach artystycznych są koncerty z tatą? (Henrykiem Miśkiewiczem, wybitnym saksofonistą jazzowym – red.)
     

     - Koncerty z tatą zawsze bardzo lubię i raz na jakiś czas koncertujemy, ale nie często. To jest taki projekt wyjątkowy, ekskluzywny i tata robi swoje rzeczy, ja robię swoje, jeszcze jest mój brat (Michał Miśkiewicz, perkusista jazzowy – red.), który także robi swoje rzeczy i gdy spotykamy się, to jest sytuacja wyjątkowa, ale spotykamy się raz na jakiś czas. I wtedy jest bardzo miło, tak jak spotkaliśmy się jakiś czas temu w Elblągu, teraz niebawem spotkamy się w Rzeszowie, także raz na jakiś czas spotykamy się nie tylko na gruncie prywatnym, ale i artystycznym.
     
     - Dziękuje bardzo za rozmowę. Gratuluję tego cichego jubileuszu dziesięciu lat współpracy z Grzegorzem Turnauem. To same jubileusze, bo przecież i trzydziestolecie działalności artystycznej pana Grzegorza…
     

     - To właściwie mamy trzy jubileusze. Bo jakbym sobie policzyła, to mam dwudziestolecie od mojego debiutu. Więc dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści - sypnęło jubileuszami...

Rozmawiał Janusz Salmonowicz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama