Wtorek 13-11-2018, imieniny Benedykta, Stanisława, Arkadego
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Dzięki chórowi przełamuję nieśmiałość

 
Elbląg, Dzięki chórowi przełamuję nieśmiałość Andrzej Wasiak (fot. Anna Dembińska)
Rek

Jest człowiekiem spełnionym. Kocha swoją pracę. Spełnia się także w czasie wolnym, kiedy to oddaje się śpiewaniu i słucha, jak muzykują jego dzieci. Ma wysublimowany gust muzyczny, a śpiewanie przed publicznością pomaga mu przełamywać nieśmiałość. Rozmawiamy z chórzystą Cantaty Andrzejem Wasiakiem.

Dominika Kiejdo: - Podobno jest Pan szczęśliwym, spełnionym zawodowo człowiekiem…
     Andrzej Wasiak: - Mam 52 lata i ponad połowę swojego dorosłego życia związany jestem zawodowo z Galerią EL. Pracuję w tej instytucji od 1989 roku na stanowisku kierownika administracyjnego. Należę do tych szczęśliwców, którzy łączą samorealizację zawodową z pasją. Wcześniej planowałem produkcję w Zakładach Mechanicznych Zamech, ale śmiało rzec mogę, że zmiana miejsca pracy pozwoliła mi na udział we wspaniałych wydarzeniach kulturalnych. Miałem okazję uczestniczyć w niezapomnianych i ważnych dla kultury elbląskiej zjawiskach. Kontakt z twórcami, dyskusje, a także kontakt z dziełami sztuki i obecną zawsze w Galerii EL muzyką, która uwrażliwiła mnie i sprawiła, że moje wzrastanie jako człowieka było pełniejsze.
     
     - Jest Pan człowiekiem wielu pasji. Przez wiele lat był Pan członkiem zespołu Pieśni i Tańca Ziemia Elbląska.

     - Zgadza się. Od 1983 roku aż do rozwiązania zespołu. To było wyjątkowa grupa ludzi. Tam poznałem swoją przyszłą żonę, a z wieloma członkami grupy spotykamy się na gruncie towarzyskim do dzisiaj.
     
     - Czy tak właśnie zaczęła się Pana przygoda z muzyką?
     - W zasadzie tak. Choć pamiętam, jak w wieku 7 lat rodzice zabrali mnie na choinkę zakładową w Zakładzie Poprawczym w Kamienicy Elbląskiej. Kiedyś takie formy aktywności socjalnej zakładów pracy funkcjonowały. Wykonałem publicznie znaną dziecięcą piosenkę „Kundel Bury”. Okazało się, że najlepiej i... zdobyłem główną nagrodę. Byłem dzieckiem nieśmiałym, ale wtedy udowodniłem sobie, że potrafię wyjść do dużego audytorium i przełamać się, wydobyć z siebie głos. Chciałem później uczyć się w szkole muzycznej. Czułem, że to mnie pociąga, ale Szkoła Podstawowa nr 25 była za rogiem, a obowiązki rodziców rozliczne więc trafiłem do „zwykłej” szkoły podstawowej. Szkoła ponadpodstawowa, którą wybrałem, to zamechowskie Technikum Mechaniczne, niby daleko od moich późniejszych pasji, ale któregoś dnia pojawił się w szkole nieodżałowany, świętej pamięci Czesław Kujawski, poszukujący męskich głosów do chóru Ziemi Elbląskiej. Z naszej klasy poszło nas tam czterech.
     
     - Jak bardzo to wpłynęło na Pana późniejsze życie?
     - Szczerze? To urwaliśmy się dzięki temu z matematyki i nie chodziło nam o śpiewanie, a o zwolnienie z zajęć, ale tak zaczęła się moja życiowa przygoda. Czesław Kujawski wyciągnął mnie, dosłownie, z wiórów tokarki. Mam teraz taką refleksję, że w życiu każdego z nas, pojawiają się tacy ludzie, którzy może nawet czasami niezauważenie lub nie do końca w sposób uświadomiony nam, zmieniają nas, sprawiają, że zmieniamy swoje myślenie, zainteresowania, spojrzenie na świat. Tak było w moim przypadku. W Ziemi Elbląskiej narzucono nam, chórzystom, mordercze treningi. Musieliśmy naprawdę pracować i pokazać, że się rozwijamy, by w zespole zaistnieć. Konkurencja była duża.
     
     - Jakiej muzyki Pan słucha?
     - Ukształtowała mnie lista przebojów Programu 3, ale nie mam ulubionego stylu muzycznego. Robią na mnie wrażenie tak motety czy kantaty bachowskie, jak i muzyka rozrywkowa. Potrafię dostrzec piękno w temacie muzycznym, docenić wykonanie wokalne wielu gatunków muzyki. Podziwiam szamańską muzykę tuwańską, tzw. śpiew gardłowy, czy bas Bernarda Ładysza. Szczególną wartością dla mnie jest religijny chorał, polifonia męskich głosów.
     
     - Jak wspomina Pan swoje początki w chórze Cantata?
     - Moje początki śpiewu chóralnego związane były z chórem Redemptoris przy kościele Matki Bożej Królowej Polski, prowadzonym przez Leszka Goska. Ja tej współpracy nie zerwałem, śpiewam tam odkąd pamiętam, od początku lat 90. do dzisiaj. Do Cantaty trafiłem kilka lat temu dzięki Gabrielowi Bagińskiemu, który zaprosił mnie na próby, a prowadząca Marta Drózda-Kulkowska mnie przyjęła. Miałem inne przyzwyczajenia z chóru Redemptoris, program repertuarowy tych chórów jest różny, ale odnalazłem się w tematach ludowych i rozrywce. Głos mam basowy i tak byłem obsadzany w chórze Redemptoris. Początkowo podobnie było w Cantacie, ale po warsztatach z emisji głosu, zakwalifikowano mnie do barytonów. Można więc to porównać do funkcji obrotowego w piłce ręcznej – śpiewam i basem i barytonem.
     
     - Najprzyjemniejsze wspomnienie w Cantacie?

     - Ogromną satysfakcję czerpię z sukcesów chóru. Niedawno zdobyliśmy drugie miejsce na Międzynarodowym Konkursie Chóralnym w Gdańsku, ale to przełamanie własnego stresu, drżenia nóg, słabości i tej pustki w głowie, która pojawia się w momencie wyjścia na scenę, to dla mnie osobiście moment zwycięstwa nad sobą samym. Znowu czuję się jak ten siedmiolatek na choince w Zakładzie Poprawczym w Kamienicy. Boję się, ale daję z siebie wszystko.
     
     - Ma pan jakieś inne pasje?

     - Jestem zwierzęciem stadnym i bardzo rodzinnym. Uwielbiam słuchać moich muzykujących dzieci (Kasia jest absolwentką elbląskiej szkoły muzycznej i obecnie studentką Akademii Muzycznej w Warszawie. Gra na fagocie. Marcel jest uczniem szóstej klasy elbląskiej szkoły muzycznej i gra na puzonie). Tworzymy rodzinę muzykującą, bo i żona Małgorzata śpiewa w chórze Redemptoris. Naszą wspólną pasją jest działka i prace ogrodnicze.
     
     - A muzyczne marzenia?
     - Marzę o tym, by w końcu Cantata doczekała się wydawnictwa płytowego. Materiał już jest, wniosek o dofinansowanie złożony. Czekamy z niecierpliwością i nadzieją na dofinansowanie projektu przez władze miasta. Chciałbym doczekać też chwili, by w Elblągu powstał festiwal wokalistyki, promujący piękne głosy i eksperymentalne wykonania.      

     
     Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym chóru Cantata
rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Oryginalne części Peugeot - HADM Gramatowski
Samochody używane HADM Gramatowski
Serwis i oryginalne części Audi
Pomoc w przypadku szkody komunikacyjnej