Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Jaja z amerykańskiego mitu

Elbląg, Jaja z amerykańskiego mitu Tadeusz Sokołowski w monodramie "Sex, prochy i rock and roll"

Po wakacyjnej przerwie nowy sezon teatralny elbląski "Dramatyczny" rozpoczyna premierą "Sex, prochy i rock and roll" według tekstów Erica Bogosiana. Sztukę reżyseruje Henryk Rozen.

Henryk Rozen jest aktorem, reżyserem teatralnym, wieloletnim uznanym twórcą słuchowisk radiowych. 30 lat temu był związany z Teatrem im. S. Jaracza, sceną Olsztyn-Elbląg.
     
     Po latach reżyseruje Pan w Elblągu "Sex, prochy i rock and roll" Erica Bogosiana - dlaczego wybrał Pan akurat ten tekst?
     Tak się kiedyś złożyło, że podczas rozmowy z dyrektorem Dariuszem Bartonem, padła propozycja współpracy. Wtedy nawet nie myślałem, że kiedykolwiek z niej skorzystam, gdyż miałem inne zajęcia. Ale dyrektor Barton powiedział, że jeżeli chciałbym tu - w Elblągu - coś zrobić to powinienem wybrać sztukę niezbyt trudną, małoobsadową, która pozwoliłaby wykorzystać aktorów, o których dyrektor myśli, że mogliby więcej grać i mogliby być lepiej wykorzystani. Aktorów elbląskich nie znałem. Po pół roku okazało się, że może byłoby dobrze, gdyby była to sztuka, w której występują kobiety. Z uwagi na to, że w Elblągu aktorki grają mniej niż mężczyźni. Więc przygotowałem repertuar kobiecy, który został zaakceptowany. Wtedy przypadkowo przyznałem się, że próbowałem zrealizować na Słowacji z młodym aktorem, którego uważałem za godnego zabiegów, właśnie "Sex, prochy i rock and roll" Erica Bogosiana. Uważałem, że ten repertuar mu się przyda. Bogosian, który był autorem wielu słuchowisk, sam robił radio, był zainteresowany problemami społecznymi i prezentuje coś, co nie jest rzadkie w Ameryce - może nie jest komunistą, ale jest człowiekiem lewicującym. On dostrzega minusy Ameryki. Żyje tam i obserwuje życie ludzi, a to, co wydaje mu się interesujące, zapisuje. Z tych zapisków powstało kilka cyklów miniatur dramatycznych, które on traktuje jako scenariusze spektakli - zbiorami. Tzn. każdy zbiór dotyczy konkretnej, jednej tematyki. I taki zbiór składa się z ośmiu, dziewięciu miniaturek, takich monodramików, które można robić razem, a można także osobno. Można robić pojedynczo, a można w kilka osób. Autor zostawia tu dowolność. Poza jednym - wolałby, aby realizacje obejmowały miniaturki z jednego zbioru.
     
     "Sex, prochy i rock and roll" był już w Polsce kilkakrotnie realizowany...
     Najbardziej jest znany w wykonaniu Bronisława Wrocławskiego. Widziałem tę realizację i bardzo mi się podobała. Widziałem ją kilkakrotnie, wtedy, gdy już ewoluowała. Widziałem także przedstawienie w wykonaniu kilku osób i to z kolei mi się nie podobało. Uważam, że Bogosian myślał jednak o monodramie. Jeśli nawet chciał, aby jego tekst wykonywało kilku aktorów, to na pewno myślał, że każdy z nich będzie miał swój monodram. Dobrze jest także, gdy jeden aktor wykonuje wszystkie miniatury ze zbioru, natomiast nie dobrze, gdy dzieli się monodramy po dwa, trzy na osobę. Całość robi się niespójna. I autor ma rację.
     
     Jak więc realizuje pan swój spektakl?
     Dla swoich potrzeb związanych z pracą na Słowacji przygotowałem własny scenariusz z dwóch zbiorków Bogosiana. Pierwszy nosi tytuł "Sex, prochy i rock and roll", drugi zaś "Pijąc w Ameryce." Ze względu na temat słusznym okazał się wspólny tytuł "Sex, prochy i rock and roll". W obydwu tych zbiorach występuje ta sama postać. Jest to Riche. Młody człowiek, który prawdopodobnie pracuje w warsztacie samochodowym. Jest robolem bez żadnych perspektyw życiowych. Zarabia tyle ile może, pochodzi ze środowiska biedoty tzn. otoczony jest narkomanami, pijakami, bezrobotnymi, no, po prostu upadłymi ludźmi. I z tej perspektywy opowiada o amerykańskim życiu. Rolę tę powierzyłem Tadeuszowi Sokołowskiemu.
     
     Czy "Sex, prochy i rock and roll" to historia jednego amerykańskiego chłopaka?
     Jest to historia Richiego, ale nie tylko. Są to także historie ludzi, których chłopak ogląda w telewizji. Problemy, które się tam pojawiają, to te, które pojawiły się u nas w momencie przekształcenia ustrojowego. To znaczy: nagle się okazało, że za wszelkimi programami, które mają prowadzić do powszechnej szczęśliwości kryją się dramaty i ofiary. I niezależnie od tego, czy zasadą, która ma konstruować życie społeczne, jest niewidzialna ręka rynku czy tzw. sprawiedliwość społeczna, to okazuje się, że pewne zjawiska i prawdy o nich są ponadczasowe. Nie dadzą się łatwo pokonać. Jest to coś, co tkwi w konstrukcji społeczeństwa. To może zdziwi, ale ta sztuka ma wyraźny podtekst chrześcijański. Mówiąc o miłosierdziu często cytuje się słowa Chrystusa: "Ubogich zawsze macie". Te słowa tłumaczono na różne sposoby. Ale jest to głęboka myśl o społeczeństwie. Zawsze w społeczeństwie są dwie grupy ludzi - tych, którzy sobie radzą lepiej i tych, co radzą sobie gorzej. Ci drudzy zawsze będą ograniczeni przez swoją biedę. Stąd też sądzę, że tekst, nad którym tu pracujemy może przemówić do polskiego widza.
     Mało tego. Jestem głęboko przekonany, że ten tekst jeszcze długo będzie w Polsce aktualny. Z jednej strony jest przedstawiony mit życia w Ameryce, z którego Bogosian sobie drwi. Nawet mocniej - robi sobie jaja, bo takiego trzeba użyć tu języka. Sztuka opowiada o świecie, o wielkim bogatym kraju z perspektywy i używając języka biednych ludzi - bezrobotnych, nie mających perspektyw na pracę, nie posiadających wykształcenia, bezdomnych, kryminalistów, degeneratów. Przy okazji rodzi się też pytanie: No, dobrze, ten Bogosian jest pisarzem, aktorem występuje w filmach, więc jakieś pieniądze ma, dlaczego więc się upomina o tych biednych ludzi? Upomina się o nich, dlatego, że drażnią go w Ameryce dwie rzeczy. Po pierwsze amerykański protekcjonalizm. Nie znając osobiście Bogosiana myślę, że jest on przeciwny na przykład atakowi na Irak. Uważa, że Sadam Husain jest dla Ameryki niewygodny, ale Amerykanie nie mogą mieć pewności czy on w Iraku naprawdę nie jest potrzeby. Bogosian uważa, że jest to zarozumialstwo Ameryki, uzurpowanie sobie praw boskich. I z tego sobie też "robi jaja". Druga rzecz, która mu się nie podoba w tym amerykańskim micie, to nieograniczona wolność, która właściwie w większości przypadkach nie potrafi być wykorzystana do niczego. Może ewentualnie zostać wykorzystana do autodestrukcji. Zamyka perspektywy. Okazuje się, że w niektórych sytuacjach człowiek nie potrafi inaczej myśleć tylko kategoriami złodziejstwa, krętactwa czy nałogu. Wszystko to może być rozumiane jako sposób na przeżycie. I o tym opowiada cały tekst, który został wybrany do spektaklu "Sex, prochy i rock and roll".
     
     Kto powinien obejrzeć ten spektakl?
     Jest to spektakl dla tych wszystkich młodych i starych, którzy widzą Amerykę jako raj bez skazy. Jest to sztuka również dla tych ludzi, którzy w cywilizacji amerykańskiej, która wchodzi do Europy, dostrzegają także zagrożenie.

przyg. A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama