Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 21-11-2017, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Jesienne spacery. Jesienne spacery.

Jestem niespokojnym duchem

 
Elbląg, Jestem niespokojnym duchem Stanisława Celińska: - Staram się być równą babką (fot. Anna Dembińska)
Rek

Pamiętamy ją w roli młodziutkiej Agnieszki z „Nocy i dni”. Dziś gra dziarskie babki, matki, ciocie, teściowie i babcie, ale i.. tancerki peep show. Nie boi się rozebrać na scenie, jest skromna, zwyczajna, ludzka. O trudnym dzieciństwie, wierze w Boga i dawnych błędach rozmawiamy ze Stanisławą Celińską, która wczoraj (10 września) w Bibliotece Elbląskiej wystąpiła przed elbląską publicznością.

Dominika Kiejdo: - Koncert pierwsza klasa! Dziękuję Pani, bo przez to, że musiałam tak długo czekać na naszą rozmowę, mogłam być na Pani występie. Co zadecydowało o doborze tekstów dzisiejszego recitalu?
     Stanisława Celińska: - Recital ten przekształca się od lat, przybiera różne formy. Od momentu, gdy do programu weszła Szymborska, jeszcze bardziej ewoluował. Niektóre piosenki śpiewam od dawna. Musi to być po prostu dobra piosenka - i literacko, i muzycznie. I musi pasować do czytanych wierszy.
     
     - Dawkowała Pani emocje. Najpierw było spokojnie, potem wybuchowo. Myślę, że każdy odbiorca znalazł w tym repertuarze coś dla siebie. Poruszyła Pani nawet młodszą część publiczności. Wzruszała Pani, rozśmieszała. Chapeau bas. Proszę zdradzić, w którym wcieleniu czuje się Pani najlepiej - jako aktorka teatralna, serialowa, filmowa, a może jednak śpiewaczka?
     
- Bardzo lubię jeździć z moimi recitalami. Choć trzeba przyznać, że jest to ogromny wysiłek. Bardzo cenię sobie spotkania z ludźmi takie, jak to dzisiejsze w Elblągu w murach tej wspaniałej, prężnie działającej biblioteki. Przyjemne jest to, że ludzie tu pracujący tak bardzo na mnie czekali. Bardzo cenię sobie to, że po koncercie, kiedy rozdaję autografy, mogę poznać takich normalnych, zwykłych ludzi i patrzeć, jak reagują. Jest to dla mnie wielką szkołą. Jestem niespokojnym duchem i lubię zmiany. Jeżeli gram za długo role dramatyczne, to chcę zagrać coś komediowego. Jak komedie mi się znudzą, to szukam odmiany. Działam na wielu polach i to jest dobre, bo to jest jak płodozmian w rolnictwie, to że danego roku sieje się coś innego, następnego roku znowu coś innego. I w ten sposób ziemia się nie wyjaławia, a rodzi wciąż inne owoce.
     
     - Koniecznie muszę Panią zapytać o „Noce i dnie”, najukochańszy film mojej mamy. Jak trafiła Pani na plan? Jak wspomina Pani grę w tym filmie?
     - „Noce i dnie” to szczególny rozdział w moim życiu. Ja ten film również uwielbiam. Uwielbiam go oglądać, niezależnie od tego, czy gram w danym odcinku czy nie. Najbardziej lubię te odcinki, kiedy z ziemią są problemy. Antczak bardzo chciał, bym zagrała w tym filmie. Zrobił mi najpierw ze dwa czy trzy zdjęcia. Chciał, by córki Niechciców były do siebie podobne. I tak zagrałam ja i Ilonka Kuśmierska. Musiałyśmy być podobne do mamy, czyli Jadzi Barańskiej. W związku z tym trzeba było być blondynką. Dużo było niesamowitych historii, ogromnej pasji Antczaka. Kiedyś filmy kręcono bardzo szybko, ale ten powstawał dość długo, bo jednocześnie kręciliśmy odcinki do telewizji i fabułę. To była niesamowita praca i niesamowity okres w moim życiu. W tym czasie rodziły się nasze dzieci, ludzie umierali, a myśmy kręcili ten film dalej. W ogóle bardzo lubię Agnieszkę. Jest bardzo fajną postacią. Bardzo mi bliską.
     
     - A jaka jest tak naprawdę Stanisława Celińska? Obserwując Pani role, czytając Pani wywiady, myślę sobie, że równa z Pani babka. Taka zwykła, normalna, mająca ogromy dystans do siebie…
     - No, staram się być równą babką, normalną osobą, niczego nie udawać. Bo ważne jest, żeby być człowiekiem. W ten sposób można też poznać prawdę, bo jak człowiek nie unosi się ponad tłum, ma wtedy szansę poznać ludzi, poznać siebie przy okazji w tych relacjach. Staram się być człowiekiem, mało tego staram się być dobrym człowiekiem. Nie zawsze mi to oczywiście wychodzi.
     
     - Wiem, że jest Pani osobą wierzącą i wiara wiele dla Pani znaczy.
     - Jestem osobą wierzącą.
     
     - Z pewnością to pomaga w życiu…
     - Bardzo. Wysoki adres to i w sztuce, i w życiu, bo jak człowiek adresuje swoją sztukę do ludzi, to każdemu się co innego podoba. Różnie to bywa. A jeśli myśli, że śpiewa dla Pana Boga, to stara się jak najlepiej, bo to jest dosyć wysoki adres. Jedna z biografek Jana Sebastiana Bacha zauważyła, że dlatego, że tworzył on dla Pana Boga, jego kompozycje były tak wspaniałe.
     
     - Zawsze z tą wiarą tak było? Czy były po drodze także i upadki?

     - Oczywiście, że miałam i upadki. Były takie momenty, kiedy wydawało mi się, że sama sobie świetnie poradzę. A potem się okazywało, że wcale nie. Bez Boga to ni do proga, jak mówi nasze polskie przysłowie. Posiadanie Boga, otwarcie się na Boga, wiara w to, że Bóg jest dobry, że opiekuje się człowiekiem, tzw. Jezu ufam Tobie, daje taką niesamowitą siłę i coś nowego otwiera w życiu. Od momentu, gdy zdałam sobie sprawę, że tak trzeba i tak jest dobrze, zaczęło mi się układać. Przedtem miałam jednak więcej problemów.
     
     - Mówi Pani otwarcie o swoim alkoholizmie. Ludzie nie potrafią przyznawać się do swoich życiowych porażek. Pani znalazła w sobie tę odwagę. Zastanawiam się czasami, dlaczego boimy się mówić otwarcie o naszych życiowych błędach. Przecież one w istocie nas wzmacniają.
     - Ja mówię o tym dlatego, by ludziom pomóc, by pokazać im drogę. W moim przypadku była to droga wiary, cudu, który mnie ocalił. Dzięki temu, że o tym mówię, ktoś może znaleźć odpowiedź na swoje pytania, myśląc – „O, taka Celińska sobie pomogła, to ja też sobie pomogę!”. Chcę, by ludzie zobaczyli, że się nie wywyższam, że jestem takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Poradziłam sobie. Chcę dać ludziom nadzieję. To jest bardzo ważne.
     
     - Ma Pani artystyczne korzenie.
     - Moi rodzice byli muzykami.
     
     - Ale Pani dzieciństwo nie było zbyt szczęśliwe… Była Pani niechcianym dzieckiem. Miało to jakieś przełożenie na Pani późniejsze życie?
     - Pierwsze trzy lata życia, kiedy młody człowiek się kształtuje, są bardzo ważne. Dzieciństwo jest bardzo ważne. Z drugiej strony nie możemy się ciągle usprawiedliwiać, gdy jesteśmy już dojrzali, że wszystkie nasze niepowodzenia czy porażki tylko i wyłącznie wynikają z nieudanego dzieciństwa, ale trzeba mieć to dzieciństwo na uwadze.
     
     - Jest Pani wobec siebie bardzo surowa i od komplementów woli krytykę. Lubi Pani być maglowana przez reżyserów.
     - No, bo fajnie jest, jak człowieka tak wymaglują i chcą coraz lepiej. Czasami człowiek jest leniwy i nie chce mu się. I wtedy jak go tak przypilą i mu każą, kiedy człowiek musi się i psychicznie, i fizycznie starać, żeby to jakoś wyszło, to jest fajne. Jak ktoś mi mówi, ze jestem taka dobra i wspaniała, to coś się we mnie kurczy i buntuje - może ze względu na te kompleksy z dzieciństwa. A jak mi mówią, że czegoś mi brakuje, to wtedy pobudza to moje ambicje i chcę, żeby było lepiej. Gdy byłam dzieckiem, mówiono mi ciągle, że jestem nieznośna i nie do wytrzymania. I wtedy albo chciałam im pokazać, że rzeczywiście tak jest, albo udowodnić, że jednak dam sobie radę i coś ze mnie będzie.
     
     - Mówili o Pani diabeł, dzikie dziecko i potwór...
     - No tak. Bo byłam takim dzieciakiem. Jak nie ma się za dużo czasu dla dziecka, gdy to dziecko trochę się samo chowa, to chce zwrócić na siebie uwagę. Potrzebuje miłości, więc na różne sposoby zaczyna pokazywać, że jest i jeżeli nikt nie zwraca nie niego uwagi, rozrabia, rzuca się, jest dzikie. Żeby być kochanym, żeby zwrócić uwagę. By pokazać, że nie jest jakimś tam przedmiotem.
     
     - Podobno świnki morskie uratowały Panią przed samobójstwem? To prawda czy może jakiś żart?
     - Nie, to nie był żart! Ponieważ alkohol robi spustoszenie w mózgu. Może był to wynik depresji? Jakoś nie mogłam sobie z sobą poradzić. I miałam takie nieciekawe myśli, że skoro nie potrafię sobie poradzić, to powinnam powiedzieć „do widzenia” światu. I miałam wtedy świneczki morskie, które były Bogu ducha winne. Co odkręcę gaz i zabiję świnki? Bez sensu. W związku z tym nie mogłam tego zrobić. Żal mi się tych świnek zrobiło i pomyślałam sobie – „Ja to ja, mnie może szlag trafić, ale świnki?” Ja kocham zwierzątka, więc…
     
      - To niesamowite, straszne i smutne, że depresja może aż tak stłamsić człowieka, że nie ma w ogóle ochoty żyć.
     - No właśnie. Ostatnio grałam w HBO w takim serialu osobę chorą na depresję. U mnie nie była to typowa depresja. Myśli samobójcze wynikały z problemów z alkoholem, z tego, że nie mogłam sobie z tym poradzić. A może to też była depresja? Kiedy człowiek trochę zalega w łóżku i nie chce z niego wyjść. Dziwne to jest.
     
      - Jakiś czas temu zagrała Pani ciekawą rolę...
     - Cały czas jeszcze to gram.
     
     - Gra Pani tam tancerkę peep show. Z pokazaniem nagości nie było chyba łatwo?
     - Tak napisała autorka w scenariuszu i ja stwierdziłam, że to może mieć sens, tzw. naga prawda, że kobieta w każdym wieku ma prawo do miłości. I to się obroniło. Dostałam za tę rolę ileś tam nagród. Ale największym komplementem było dla mnie to, gdy podeszła do mnie pani mniej więcej w moim wieku i powiedziała, że cieszy się, że pokazałam, że kobieta w każdym wieku ma prawo do miłości. Miałam też szalone obiekcje, ale zrozumiałam sens tego. Bo co innego, gdyby zagrała to młoda laska, a co innego kobieta w moim wieku. Ma to wtedy inny wymiar. Wymiar bardziej ludzki.
     
     - Jest Pani gwiazdą przez wielkie G. Muszę przyznać, że niewielu ludzi z tzw. wielkiego świata, z podobnymi, jak Pani dokonaniami, jest tak spontanicznych i zwyczajnych, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, jak Pani.
     - Przyjęcie mojej osoby, ta biblioteka i to miasto jest tak piękne (kiedyś nawet kręciliśmy scenę do filmu w Bażantarni), że człowiek z tego korzysta. Ale niektórzy są tak zadufani w sobie i nie potrafią z tego korzystać, nie widzą nikogo wokół tylko siebie.

Rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • Krajobraz po bitwie - film z Olbrychskim i Celińską kręcony w naszej Bażantarni ( 1970 ? ) + Anna German - warto zobaczyć.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    5 0
    ccr(2014-09-11)
Reklama