Czwartek 21-02-2019, imieniny Piotra, Eleonory
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Jestem totumfackim tego chóru!

 
Elbląg, Jestem totumfackim tego chóru!
- Cantata uczy perfekcji, myślenia „tu i teraz”, momentami nawet improwizacji. Ale właśnie dążenie do perfekcji wymusza dyscyplinę i poświęcenie - mówi Artur Matłach (fot. Anna Dembińska)
Rek

- Śpiewanie uczy dążenia do perfekcji. Nie można spocząć na laurach, gdy coś się zrobi tak, jak się chciało. Przychodzi moment: „okej, fajnie wyszło, ale teraz poprzeczka wyżej i od nowa” – mówi Artur Matłach, chórzysta Cantaty, który opowiada, dlaczego podczas koncertów nie ma przy sobie nut i jak oblany egzamin... utorował mu drogę do elbląskiego chóru.

Dominika Kiejdo: - Jak wspominasz swoje początki w Cantacie?
     Artur Matłach: -  Do chóru trafiłem, jak chyba nikt inny, przez Olsztyn. To właśnie tam, na egzaminach próbnych do szkoły aktorskiej, jeden z członków komisji przesłuchującej wytknął mi „brak pamięci muzycznej” (minęło dużo lat, a ja do dziś nie wiem, o co chodziło). I polecił właśnie chór. O tym rodzaju muzyki wiedziałem tyle, że mamy w Elblągu Cantatę. Do tej przełomowej chwili byłem ignorantem w kwestii muzyki klasycznej. Myślałem kategoriami typowymi dla laika: chór = schola, a moimi jedynymi doświadczeniami był garażowy zespół rockowy w okresie szkolnym, ognisko muzyczne, kolędy w grudniu i karaoke w weekendy. I przy jednej takiej weekendowej okazji koleżanka ze szkoły muzycznej zwróciła uwagę na moje śpiewanie – ja nie miałem świadomości swojego głosu i wtedy nic z tym nie zrobiłem. Dopiero po powrocie z tych nieszczęsnych egzaminów przemyślałem, czy się nadaję do czegoś tak ambitnego jak chór.
     
     - I zadzwoniłeś do Waszej dyrygentki…
     - Zadzwoniłem po dwóch dniach, ale na przesłuchanie poszedłem totalnie „zielony”. Dostałem się, a potem było już tylko lepiej. Co widziałem od samego początku? Świetni ludzie. Ludzie, ludzie, ludzie. I to, co powstaje, jak się spotkają. Tworzą coś niesamowitego i nagle ja jestem tego częścią Ówcześni znajomi spoza chóru powiedzieli, że marnuję czas. Dziś już nie są moimi znajomymi (śmiech). I w tym totalnie nowym świecie po miesiącu miał miejsce pierwszy zagraniczny wyjazd na konkurs. Zespoły z całego świata, a Cantata wygrywa srebro. Radość i wzruszenie. I tylko myśl „gdzie ja byłem tyle lat, że mnie tu nie było?”.
     
     - Mówisz o tym bardzo przekonująco i emocjonalnie. Czym w takim razie jest dla Ciebie śpiewanie w tym konkretnym chórze?
     - Nie wiem, czy zacząć od tego, czy Cantata to miejsce, czas, czy ludzie w moim życiu, bo to jest właściwie to wszystko naraz. Jako człowiek z dość dużym poczuciem estetyki, wrażliwości i dozą artyzmu trafiłem w miejsce, gdzie wypełniam pustkę braku tych wszystkich potrzeb. Cantata uczy perfekcji, myślenia „tu i teraz”, momentami nawet improwizacji. Ale właśnie dążenie do perfekcji wymusza dyscyplinę i poświęcenie. Cantata to miejsce, gdzie mogę się wykazać zaangażowaniem, jestem totumfackim [dawniej tak mówiono o osobie zaufanej] - red. tego chóru (śmiech). To także najlepiej zainwestowany wolny czas, to przyjaźnie na całe życie, które pojawiły się właśnie dzięki temu, że nie miałem „pamięci muzycznej”. Nigdzie indziej nie spotkałem takich zapaleńców jak ja (śmiech). Chyba muszę jechać do Olsztyna podziękować temu panu z komisji!
     
     - Czy jakaś szczególna chwila, szczególny moment wyrył Ci się mocno w pamięci, odkąd koncertujesz z Cantatą?
     - Każde nowe przedsięwzięcie kreuje nowe sytuacje i wyzwania. Pamiętam praktycznie wszystkie i każdy moment jest szczególny. Od tzw. „rozczytywania” nowego repertuaru przez nerwowe próby generalne po odbieranie nagród czy odsłuchiwanie nagrań koncertowych. Może to ostatnie jest nawet najbardziej energetyzujące. To moment, w którym mówimy sobie „okej, fajnie wyszło, a teraz poprzeczka wyżej i lecimy od nowa”.
     
     - A taki naprawdę szczególny moment w chórze?
     - Z tak naprawdę szczególnych momentów wspominam swój pierwszy koncert z Cantatą, śpiewanie solowe czy przejście z tenorów do basów. Z nietypowych wspomnień szczególne jest to, jak podczas pewnego konkursu, w trakcie naszego śpiewania przed komisją, zorientowałem się, że zamiast swojej teczki zabrałem jakąś bez nut. Dziś by to na mnie nie zrobiło już wrażenia, ale wtedy byłem przerażony.
     
     - Na ostatnim koncercie świątecznym jako jedyny wcale nie miałeś teczki z nutami, dlaczego?
     - To paradoksalnie wynika z mojej dyscypliny. Śpiewanie na głosy wymaga tego, by śpiewać równo. Punktem odniesienia jest pani dyrygent, która pokazuje nam, jak mamy śpiewać: tempo, wejścia, dynamika, artykulacja. Od pewnego czasu uczę się utworów na pamięć, by podczas śpiewania nie patrzeć w nuty tylko na jej rękę i na to, jakie informacje nam przekazuje. Teczka z nutami jest ważna, by się asekurować, ale to dyrygencka ręka jest na koncercie najważniejsza. Poza tym trzymanie teczki przez tak długi czas jest męczące (śmiech).
     
     - Wspomniałeś o występie solo, opowiedz nam o szczegółach.
     - Zdarzyło się raz dawno temu i byłem tak zestresowany, że nie pamiętam występu. Podobno wyszło całkiem, całkiem, ale myślę, że wtedy nie byłem jeszcze gotowy na tak duże wyróżnienie. Piosenka była spokojna i pozornie prosta, ale zaśpiewanie jej w prosty sposób było właśnie najtrudniejsze, szczególnie dla mnie, osoby o niespokojnym usposobieniu. W muzyce wolę okazywać ekspresję niż delikatność. Ckliwe ballady jeszcze do niedawna nie były moją bajką, chociaż bardzo powoli się do nich przekonuję.
     
     - Redagujesz i prowadzisz konto Cantaty na Facebooku. To bardzo ważne zadanie w dobie multimediów i elektronicznego kontaktu z ludźmi...
     - Pamiętam pierwsze koncerty, na które przychodziły tylko nasze rodziny i przyjaciele, a połowa krzeseł była pusta. Teraz publiczność jest tak liczna, że wyszukanie bliskich w tłumie zajmuje niemałą chwilę. Na ostatnim koncercie świątecznym w katedrze ludzie stali w nawach bocznych do samego ołtarza, na wcześniejszym koncercie w Galerii El też wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a ludzie stali na emporze. Koncert w marcu 2015 – też pełna katedra.
     
     - To strach czy duma?
     - Zdecydowanie duma. To jest piękne za każdym razem. Naszymi odbiorcami są głównie elblążanie. Nie przesadzę, jeśli powiem, że koncertujemy dla Elbląga właśnie. Chcemy mieć stały kontakt z naszymi odbiorcami, to drobna rzecz, którą możemy podziękować wszystkim za bycie z nami. Facebook pozwala na bieżąco informować o tym, co planujemy i kiedy koncertujemy, można także obejrzeć powtórki, jeśli się na koncercie nie było, choć muzyka chóralna daje najlepszy efekt na żywo. W naszym kontakcie z odbiorcami ważnym partnerem jest także Wasza gazeta, która odgrywa nieopisaną rolę w promowaniu chóru Cantata, a ja w imieniu zespołu i jako współorganizator promocji Cantaty – dziękuję za tę współpracę.
     
     - Muzyczne plany?
     - Nieprzerwanie Cantata. W tym roku obchodzimy trzydziestolecie działalności. Będzie się działo naprawdę dobrze i dużo…
     
     - Jakieś szczegóły?
     - Szczegóły elblążanie poznają wkrótce. Ale co do samych planów to jeszcze nie wszystko. Z przyjaciółmi mamy także w planach mały muzyczny projekt wokalny – póki co in spe. Ponadto w czerwcu podchodzę do egzaminów na wokalistykę na Akademii Muzycznej w Gdańsku. Najbardziej chciałbym się dowiedzieć, co tym razem usłyszę od komisji, choć dostanie się na uczelnię to tylko jedno z muzycznych marzeń. Od niedawna stawiam także pierwsze dźwięki w Chórze Sceny Muzycznej, także w Gdańsku. Na ten rok to chyba tyle, ale mamy dopiero styczeń, więc pewnie jeszcze coś wymyślę.
     
     - A inne muzyczne marzenia?
     - Wykonanie Requiem d-moll W. A. Mozarta przez połączone elbląskie chóry z towarzyszeniem wielkiej orkiestry symfonicznej dla elbląskiej publiczności. To najdoskonalsza kompozycja, jaką znam. Czekam na to, odkąd zakochałem się w muzyce klasycznej.
     
     Na portEl.pl co niedzielę prezentujemy wywiady z członkami chóru Cantata, nad którym nasza gazeta sprawuje medialny patronat.
     
     
Chór już dzisiaj zaprasza na powtórkę grudniowego koncertu, tym razem z o wiele lepszym nagłośnieniem. Odbędzie się on 17 stycznia w sali koncertowej szkoły muzycznej, dokładna godzina zostanie podana wkrótce. Będzie to koncert charytatywny dedykowany Paulinie Hebel, która walczy z guzem mózgu.
Rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

AMK-Zabudowa przedpokoju
AMK Kuchnia 4
AMK Kuchnia 1
AMK-Recepcja