Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 22-05-2018, imieniny Wiesława, Heleny
 
Rek

UWAGA!

K jak Każdy

 
Elbląg, K jak Każdy Krzysztof Grabowski w Mjazzdze. "Patryk K." (fot. AD)
Rek

Oooo, proszę Państwa. Ooooo, Panie, Panowie, oooo zadziało się w Mjazzdze teatralnie. Krzysztof Grabowski zaprezentował kompilację tekstów Jerzego Pilcha w monodramie „Patryk K.” Publiczność towarzyszyła bohaterowi, gdy chciał być papieżem, obserwowała jego relacje z rodzicami - zwłaszcza ojcem, fanem futbolu i żółtych (?) butów, a także jego wejście w dorosłość i ambitny plan, jak spotkać, poznać i uwieść najpiękniejszą kobietę świata. Było warto.

Młodziutki Klub Mjazzga (roczniak) od początku wpisywał w swoją działalność projekty teatralne. Właściciel Wojtek Minkiewicz zapowiadał, że oprócz koncertów, wystaw, z przyjemnością widziałby u siebie także małe formy teatralne. I ziściło się. W niedzielny (17 czerwca) wieczór w Mjazzdze wystąpił Krzysztof Grabowski.
     - Zaczęliśmy z grubej rury monodramem aktora, laureata Nagrody Artystycznej Prezydenta Elbląga, nagle zwolnionego z teatru – mówił Wojtek Minkiewicz.
     Grabowski, do niedawna aktor Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu, zaprezentował teksty Jerzego Pilcha skompilowane w spektaklu „Patryk K.” Jego bohater obnażył się przed publicznością, ale spokojnie, tylko emocjonalnie. Opowiedział o swoim wyborze życiowym – chciał zostać papieżem, choć rodzic – patrz: Ojciec – skrytykował ten pomysł, bo przecież w Jego rodzinie nie ma takich tradycji. Dalej było o żółtych butach, scyzoryku na urodziny, aż do dorosłości i ekscytacji seksualnych. Spotkać, poznać i uwieść najpiękniejszą kobietę świata. Czy się udało? – tego dowiedzieli się ci, którzy w niedzielny wieczór odwiedzili Mjazzgę. Dość dodać, że Patryk wygłasza monolog, w którym padają słowa-klucze: seryjny morderca kobiet.
     Grabowski był w swoim żywiole. Przed spektaklem nawiązał kontakt z publicznością przechadzając się pomiędzy fotelami. Rozmawiał, dowcipkował i nie wiadomo kiedy, płynnie stawał się Patrykiem.
     Podczas spektaklu raz po raz na sali rozlegały się salwy śmiechu, choć były też chwile wyciszenia, zastanowienia, zaskoczenia może (?). Całość ciekawa, warta polecenia. Teksty z książek „Miasto utrapienia”, „Moje pierwsze samobójstwo” oraz „Marsz Polonia” plus muzyka plus gra aktorska. Wyborny wybór na wieczór w klubie.
     
      Sam na sam z aktorem
     Krzysztof Grabowski: - Patryk K. nie tyle odnosi się do nazwiska, co do K jak Każdy. Everyman. Każdy widz może utożsamiać się z tym tekstem. Ja się bardzo utożsamiam. [tu część dla tych, co znają temat – red.] Pamiętam z dzieciństwa mecze, gdy Polacy wygrywali i były to rewelacyjne spotkania. Dodatkowo wychowywałem się, gdy papieżem był Polak (Polska jest potęgą piłkarską i papież zawsze był Polakiem) – to było dla mnie naturalne. I za tym poszedłem. Pokazałem rzeczy, które dotyczą mnie. I każdego faceta.
     
     Pokazujesz to, co widz chce zobaczyć?
     Nie chciałbym schlebiać widzom. Aktorzy, jako twórcy są po to kształceni, po zdobywają wiedzę artystyczną, by coś twórczego, a nie odtwórczego robić. Warto próbować nawet za cenę, że nam coś nie wyjdzie. Trzeba mieć ambicję, aby być chu… wym, jak wyśpiewał Spięty z Lao Che. Ja mam ambicję i nie boję się tego. To jest cenniejsze, bo jeśli coś wyjdzie to będzie ciekawiej niż coś, co jest poprawnością. Coś, co widz chciałby zobaczyć, bo już widział. Teatr nie jest od tego, żeby pokazywać tylko i wyłącznie rzeczy, które już były.
     
     A pokazuje?
     Niekoniecznie. Popatrzmy na Wałbrzych, Legnicę, Wrocław, Bydgoszcz. To sceny, które cały czas kreują. Dzieje się. W Elblągu pojawił się spektakl, który był świetny – to „Ruski miesiąc”, który został stłamszony i po premierze był rzadko grany. Pokazaliśmy jednak, że Elbląg też potrafi i może. Tu jest świetny zespół, który chciałby pracować nad świetnymi rzeczami.
     
     Wróćmy do Patryka K. To świeży monodram, ale już nagradzany.
     To najświeższy monodram i najmniej pokazywany [aktor ma na swoim koncie także utytułowaną „Miłkę” według „Piaskownicy” Michała Walczaka – red.]. Jednak tam, gdzie pojadę są propozycje dalsze. Nie zabiegam o aplauz widza, ale on się pojawia, co mnie cieszy. Widz jest bowiem dla mnie bardzo ważny, ale jako partner do rozmowy, a nie jako klient. Prezentuję to, co chcę i patrzę na odbiór. Problem dla mnie byłoby to, gdyby mój przekaz był nieczytelny, gdyby widz przychodził po spektaklu i pytał, o co chodzi. Póki co tak się nie dzieje. Na II Ogólnopolskim Festiwalu Monodramu w Gdańsku zdobyłem honorowe wyróżnienie. Wręczył mi je Paweł Łysak, co mnie bardzo ucieszyło. Ponadto główna nagroda na najstarszym na świecie Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora (OFTJA) we Wrocławiu. Po pierwsze to rekomendacja na inne festiwale w Polsce, m.in. zaproszenie na 27. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Jednego Aktora w Toruniu . Tam zagram support przed Andrzejem Sewerynem (śmiech). To festiwal festiwali.
     Teraz także Warszawa bardzo nabrała na znaczeniu. Festiwal Monodramu Współczesnego organizowany przez Teatr Konsekwentny. Tam też zostałem zakwalifikowany z „Patrykiem K.” To mój sukces, bo było ponad 40 zgłoszeń z rewelacyjnych teatrów, świetnych aktorów, których znam, cenię, lubię, a którym się nie udało. Selekcja była ogromna. Ostatecznie zakwalifikowano 11 spektakli. Odbiór „Patryka K.” był bardzo dobry.

 


     Jesteś monodramistą?
     Nie czuję się. Jestem przede wszystkim aktorem. Po monodram sięgam, gdy brakuje mi wyzwań stawianych w zespole artystycznym. W momencie, gdy byłem w Elblągu trochę mi tego brakowało. Monodram mnie męczy, ale przyjemnie. Daje wolność wyboru, jestem aktorem, reżyserem, sam dobieram teksty. Jednak konsultuję się. Nie jestem aż tak zadufany w sobie (śmiech). Przykład - Andrzej Szubski, aktor, który przygotował mnie do egzaminów do szkoły aktorskiej. Cenię jego zdanie, uwagi, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Konsultacje więc były i przed „Miłką”, i przed „Patrykiem K.” Ponadto każdy pokaz jest dla mnie cenną uwagą i konfrontacją z widzem. Po każdym spektaklu coś zmieniam, w zależności od przestrzeni, od osób, z którymi się spotykam.

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Fototapety z motoryzacją
Fototapeta lateksowa 150x260 cm - Paryż
Fototapety z dmuchawcami
Obrazy na alupanelu