Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 17-01-2018, imieniny Antoniego, Jana
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Każdy robi to, co lubi, a ja sobie śpiewam...

 
Elbląg, Każdy robi to, co lubi, a ja sobie śpiewam... Śpiewanie towarzyszyło mi od małego, miłość do śpiewania wyniosłam z domu. Mam wiele rodzeństwa i to od niego przejęłam tę pasję - mówi Agnieszka Klimeczko (fot. Anna Dembińska)
Rek

Dziewczyna do tańca i do różańca. Śpiewa w chórze, gra na gitarze, przygotowuje dzieci do pierwszej Komunii św. Agnieszka Klimeczko to kobieta pełna optymizmu i energii i kolejna osoba z Cantaty, która bez muzyki nie mogłaby żyć.

Dominika Kiejdo: - Śpiewa Pani, tańczy, gra na gitarze. Muzyka to chyba Pani drugie imię?
     
Agnieszka Klimeczko: - Śpiewanie towarzyszyło mi od małego, miłość do śpiewania wyniosłam z domu. Mam wiele rodzeństwa i to od niego przejęłam tę pasję. Dzięki braciom nauczyłam się grać na gitarze. Mój tata także był bardzo rozśpiewany, więc on też zaszczepił we mnie miłość do muzyki. Z czasem zaczęłam śpiewać w scholi parafialnej przy kościele św. Wojciecha, potem w scholi młodzieżowej, a na studiach w chórze akademickim. Szczególnie mocno zapamiętałam ten ostatni chór. Prowadził go dyrygent z Gdańska, który dał mi taką szkołę, że czerpię z jego wiedzy i doświadczenia do dzisiaj. Do tej pory pamiętam rady, które nam dawał.
     
     - Na tyle, że przejęła Pani pałeczkę i została opiekunem scholi dziecięcej przy Pani parafii.
     
- I to na własne życzenie (śmiech). Zgłosiłam się na ochotnika. Proboszcz bardzo się ucieszył, a ja dalej spełniałam się w tym, co lubię.
     
     - Ta przygoda trwała dwa lata...
     
- Musiałam niestety zrezygnować z prowadzenia scholi. Nie pozwoliły mi na to obowiązki domowe. Mam dwójkę małych dzieci. Często zabierałam je ze sobą wraz z gitarą na próby w soboty i niedziele na mszę. Niestety, nie wchodziło to w grę. Do tej pory jednak pomagam koleżankom w przygotowaniu dzieci do pierwszej Komunii św. w tamtejszej parafii.
     
     - Zamknęła Pani ten rozdział i tym razem postanowiła zrobić coś dla siebie...
     
- Dokładnie. Wzięłam udział w warsztatach muzyki liturgicznej w Pasłęku. Sporo się tam nauczyłam, a potem stwierdziłam, że chcę teraz zrobić coś dla siebie. Do tej pory to ja dawałam coś z siebie, a teraz przyszedł czas, bym to ja mogła się rozwijać. Po chwili przemyśleń zgłosiłam się do chóru Cantata i tak od września tam śpiewam.
     
     - Jednak początki nie były łatwe...
     
- Przyznaję, że łatwo nie było. Nie lubię poznawać nowych nut, a nowych utworów do nauczenia było co niemiara i różne miałam myśli, ale jednak przetrwałam i jestem tu nadal.
     
     - Jest Pani nauczycielem w przedszkolu. Domyślam się, że wykorzystuje Pani śpiew w swojej pracy...
     
- Bardzo często. Mam dwie gitary, jedną noszę ze sobą do kościoła na próby, a drugą mam cały czas w pracy. Dzieci uwielbiają tę gitarę. Ostatnio kupiłam sobie też keyboard.
     
     - Można powiedzieć, że jest Pani i do tańca, i do różańca.
     
- I z gitarą, i bez gitary śpiewam i tańczę, i wszystko (śmiech). Uwielbiam wszystko, co jest związane z muzyką! Każdy robi to, co lubi, a ja sobie śpiewam...
     
     - Pani dzieci też są uzdolnione muzycznie?
     
- Tak. Gdy chcę sobie poćwiczyć i pośpiewać, często zamykam się w pokoju i przygrywam na keyboardzie. Chcąc nie chcąc dzieci to słyszą i sobie potem podśpiewują. Gdy był okres śpiewania pieśni niepodległościowych, moje dzieci stawały na baczność w przedpokoju i śpiewały: „Marsz, marsz Polonia...” (śmiech).
     
     - Świetnie, że przy dwójce dzieci może sobie Pani pozwolić na częste wyjścia.
     
- Mogę sobie na to pozwolić ponieważ mam bardzo wyrozumiałego męża, który mnie w tym wszystkim wspiera i zostaje z dziećmi, kiedy mnie nie ma. Staram się wypełniać obowiązki domowe ale nie chcę też zostać „kurą domową”. Śpiewanie z chórze to dla mnie odskocznia, czasem relaks. Taka odskocznia jest bardzo potrzebna w codziennym życiu.
     
     - Jako mama dwójki maluchów w stu procentach się z Panią zgadzam. A w jakim repertuarze odnajduje się Pani najbardziej?
     
- Na pewno bliższe są mi pieśni o podniosłym charakterze, a najbardziej lubię chyba pieśni sakralne.
     
     - Gdyby zaproponowano Pani zaśpiewanie solówki, to...
     
- Nie odmówiłabym, ale musiałabym dostać sygnał, że dam radę, że mam silny głos i podołam. Jestem na tyle odważna, ale nie wiem, co by było dalej, bo podczas występów umarłabym z nerwów (śmiech). Zobaczymy, co tam los przyniesie.
     
     - Śpiewa Pani dzieciom do poduszki?
     
- A śpiewam... A żeby było śmiesznie, moi synowie tak się do tego przyzwyczaili, że codziennie tego ode mnie wymagają. A ja się już tak wycwaniłam, że włączam im teraz kołysanki, bo codziennie się pytają, czy im zaśpiewam. Z jednej strony to śpiewanie to był fajny pomysł, ale proszę sobie wyobrazić, że muszę codziennie dawać półgodzinny koncert (śmiech)... a czasem nawet dłużej.
     
     - Tak sobie myślę, że to chyba ważne, by dzieci miały kontakt z muzyką, były wrażliwe na muzykę...
     
- Na pewno kontakt z muzyką dodaje im odwagi, pewności siebie. Obserwuję to po moim starszym synku, jak sobie czasami gwiżdże pod nosem i podśpiewuje. Bardzo lubi muzykę, często przychodzi do mnie i mówi: „Mamo, włącz jakąś muzę...”.
     
     - A jaką muzykę Pani włącza najczęściej?
     
- Słucham tylko muzyki latynoamerykańskiej.
     
     - Ma Pani czas na inne pasje?
     
- Lubię robić różnego rodzaju cuda z papieru (kwiatki, motylki, aniołki, itp.).
     
     - Z pewnością ta umiejętność przydaje się Pani w pracy w przedszkolu. Ma Pani jakieś wyjątkowe wspomnienia z występów w Cantacie?
     
- Niesamowite wrażenie zrobił na mnie wyjazd do radia w celu nagrania płyty z kolędami. Nikt z nas nie wiedział, co tam się będzie działo, czego możemy się spodziewać. Jedni drugim co chwila przekazywali jakieś domysły, ploteczki, pomysły, ale do końca trwaliśmy w napięciu. Niektórzy pewnie myślą: „wielka mi rzecz – śpiewać bez publiczności („jak w domu przy lustrze”). To było nowe doświadczenie: niby w grupie a jednak sam na sam przy mikrofonie (na podsłuchu), jak ktoś był nieczysto – dostawałyśmy informacje przez słuchawki. Coś było źle – poprawka, ktoś za szybko wszedł – poprawka. Z jednej strony śmieszne, a z drugiej bardzo męczące. Mimo wszystko było to dla mnie ogromne przeżycie, być może dlatego, że przez chwilę poczułam się jak prawdziwa artystka (śmiech).

Rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama