Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 19-01-2018, imieniny Henryka, Mariusza
 
Rek

UWAGA!

Kto kocha wielbłądy?

Elbląg, Kto kocha wielbłądy? Znakomity gość Stanisław Szwarc - Bronikowski (fot. Agnieszka Jarzębska)

- Przypuszczam, że grób znajduje się między Doliną Królów a Deir El-Bahari. Na pewno jest to grobowiec królewski, być może Horyzont Wieczności, czyli grób Amenhotepa I, patrona tebańskiej nekropoli. Prawdopodobnie jesteśmy na tropie wielkiego odkrycia - mówi znany egiptolog prof. Andrzej Niwiński, który był gościem I Wieczorów Podróży i Przygody (14 i 15 września) w Elblągu.

Elbląski festiwal podróży i przygody otworzył w piątkowy wieczór filmowy esej Stanisława Szwarc - Bronikowskiego "Spotkanie na Łysej Górze. Jego bohater ks. prof. Włodzimierz Sedlak, uczony, który uprawiał wiele dyscyplin, twórca polskiej szkoły bioelektroniki i elektromagnetycznej teorii życia, dał porywający wykład na temat fizyki i stworzonej przez siebie koncepcji powstania życia przy udziale związków krzemu.
     Ksiądz i profesor był obdarzony prawdziwie aktorskim talentem dramatycznym. Jego ekspresyjna opowieść przeplatała się z obrazami przyrody Łysej Góry i poetycko - filozoficznym komentarzem, który czytał Jan Englert.
     Dokument powstał szereg lat temu, ale dzięki postaci bohatera, prostocie i skromnym środkom wyrazu przetrwał próbę czasu.
     
     Śladami Herhora
     Po filmie egiptolog prof. Andrzej Niwiński opowiedział o poszukiwaniach pewnego grobowca w egipskim Deir El-Bahari, w skałach, które wyrastają ponad świątynią królowej Hatszepsut.
     Niewykluczone, że już w listopadzie archeolog - a wraz z nim ekipa elbląskiego filmowca Sławomira Malinowskiego powrócą do Egiptu, by dotrzeć do grobowca.
     Możliwe, że znajdą w nim szczątki znanego z książki Bolesława Prusa potężnego arcykapłana Herhora.
     - Archeologia egipska jest dziś rodzajem "archeologii śmietnikowej". Prawie zawsze bada się bowiem coś, co miał w swoim ręku ktoś przed nami. Ważny jest każdy drobiazg. Na tle tej codziennej archeologii od czasu do czasu pojawia się jednak możliwość znalezienia czegoś niesłychanie cennego - mówił profesor w czasie dwugodzinnego, ilustrowanego slajdami, pasjonującego wystąpienia. - Moja przygoda związana z poszukiwaniem grobu Herhora rozpoczęła się 30 lat temu i ma w sobie tajemnicę. To przygoda, w którą nie wszyscy wierzą, ale grobowca Herhora nigdy nie znaleziono...
     Prof. Niwiński uważa, że Egipcjanie wynaleźli "sztuczną skałę", rodzaj betonu z mieszanki rozdrobnionej skały wapiennej i spoiwa.
     Egipski "beton" można było dowolnie kształtować, ale po wyschnięciu robił się twardy i był praktycznie nie do odróżnienia od naturalnej skały.
     Archeologiczno - detektywistyczna odyseja rozpoczęła się w osiem lat temu. Okazało się, że w skale nad świątynią Hatszepsut jest nisza wykuta przez człowieka. Ekspedycja pracowała w trudnych warunkach, na wysokości około 100 metrów nad świątynią, w upale, który w cieniu sięgał nawet 59 stopni.
     Już w pierwszym sezonie badacze natrafili na zabytki, np. rysunki naskalne, których znaleziono łącznie ponad 200!
     - Najcenniejsze okazały się napisy wykonane pismem hieratycznym przez pewnego wysokiego urzędnika. Przychodził on do miejsca, w którym prowadziliśmy poszukiwania i coś kontrolował. W nekropolii tebańskiej wszystkie notatki wysokiego urzędnika znajdowały się w pobliżu ważnych zabytków - podkreślał egiptolog.
     Wkrótce znaleziono też tzw. wkopy złodziejskie, które kończyły się po dwóch, trzech metrach.
     
     Rabusie i uczeni
     Tego rodzaju śladów penetracji terenu, oczywiście w poszukiwaniu grobowca, zanotowano dotąd ponad dziesięć. Wskazują one, że złodzieje szukali intensywnie, a nawet pracowali w grupach i przy pomocy rysunków na skale zdawali kolegom relację ze swoich działań.
     Kolejny sezon przyniósł, według określenia profesora, prawdziwą bombę: brązową rękojeść sztyletu i paciorki. Takie sztylety znajdowano na mumiach, szczególnie królewskich.
     - Pojawił się jednak problem z ogromnymi kamieniami, które gdyby spadły, zniszczyłyby część świątyni Hatszepsut. Znaleźliśmy dowody, że kamienie zostały celowo zrzucone przez człowieka na miejsce, w którym je znaleźliśmy. Zrzucono w sumie ponad 5 tysięcy ton kamieni. Połowa z tego została wniesiona na plecach ludzi. Chodziło oczywiście o to, by to miejsce było niedostępne - mówił Andrzej Niwiński.
     
     Dwie szczeliny
     Badacze odkryli też wydrążony w skale system drenów chroniących przed wodą deszczową. To pierwsze tego rodzaju odkrycie w Egipcie. Okazało się, że dreny chroniły dwie szczeliny o szerokości kilku centymetrów, zaś ubiegłoroczne prace wykazały puste przestrzenie we wnętrzu skały.
     - Przypuszczamy, że grób znajduje się właśnie tam, między Doliną Królów a Deir El-Bahari. Na pewno jest to grobowiec królewski, być może Horyzont Wieczności, czyli grób Amenhotepa I, patrona tebańskiej nekropoli. Tę lokalizację potwierdza tzw. Papirus Abbota - snuł swoją detektywistyczną opowieść prof. Niwiński. - A może to grób Totmesa I? Prawdopodobnie jesteśmy na tropie wielkiego odkrycia. Jeśli dostaniemy zgodę na dalsze badania, może już w listopadzie poznamy prawdę.
     O swoich poszukiwaniach Andrzej Niwiński napisał w książkach: „Czekając na Herhora” oraz „Mity i symbole starożytnego Egiptu”, które można było kupić w czasie I Wieczorów Podróży i Przygody.
     
     91 lat, ponad 100 filmów
     Drugi znakomity gość wieczoru Stanisław Szwarc - Bronikowski ma już 91 lat, a na swoim koncie ponad 100 filmów zrealizowanych na całym świecie; w czasie wojny wydawał podziemną gazetę, trzy razy był aresztowany przez służbę bezpieczeństwa. Do Elbląga przyjechał z żoną Joanną, która montowała wiele produkcji męża.
     Krótkie spotkanie z wiekowym artystą było poruszające.
     Trudy dalekich wypraw i zdobywania na nie pieniędzy dotykają pewnie wielu filmowców. Swego czasu Szwarc - Bronikowski za 200 dolarów, na których zakup wydawała zgodę Telewizja Polska (za walutę podróżnik oczywiście zapłacił sam), odbył podróż trwającą rok. Bywało, że zapożyczał się i wracał do kraju niemal jako bankrut.
     Pani Joanna wspominała, że z każdej wyprawy mąż przywoził ogromne ilości nagrań.
     
     Niezłe pytanko
     I tak, plonem 12-miesięcznego pobytu w Ameryce Południowej było - choć trudno w to uwierzyć 25... tysięcy kilometrów taśmy, z której powstało osiem filmów.
     Co jest najważniejsze w życiu?
     - To niezłe pytanko - odparł filmowiec. - Chyba, to żeby zachować wewnętrzny spokój, nie dać się nikomu i niczemu pogrążyć w chaosie, nie angażować się w coś, co nie pociąga...
     Jako miejsce, do którego chciał dotrzeć, ale to się nie udało, Stanisław Szwarc - Bronikowski wymienił wyspy Indonezji.
     - Mąż chciał też jechać do Buthanu, ale za dzień filmowania trzeba było wówczas zapłacić 1000 dolarów. To były dla nas niewyobrażalne pieniądze - wspominała pani Joanna.
     Niestety, do Elbląga nie dotarł red. Michał Sumiński, gospodarz kultowego programu telewizyjnego „Zwierzyniec”, żołnierz armii podziemnej w czasie II wojny światowej i więzień Oświęcimia.
     
     Pan Zwierzyniec
      93-letni dziennikarz zaniemógł w Warszawie. Widzowie Wieczorów... obejrzeli jednak film Sławomira Malinowskiego „Pan Zwierzyniec”. To pełna ciepła i dowcipna opowieść o niezwykłym człowieku, który jak nikt opowiadał o swoich spotkaniach ze zwierzętami i mistrzowsko naśladował odgłosy przyrody. Widzowie do dziś pamiętają np. głos jąkającego się jelenia w interpretacji pana Michała. Mniej znany jest fakt, iż przez wiele lat Michał Sumiński mieszkał w Warszawie i w Elblągu.
     Jeden z wielu, kolejny dokument Sławomira Malinowskiego, prezentuje Zbigniewa Stączka, Polaka, który od II wojny światowej mieszka w Anglii, więźnia Kołymy i jednego z uczestników bitwy pod Monte Cassino.
     
     Krawiec Diany
     Pan Zbigniew prowadził wraz z żoną dużą firmę krawiecką i mimo podeszłego wieku (ma prawie 90 lat) wciąż aktywnie działa w organizacjach polonijnych. Pomaga też Polakom, którzy przyjechali do Anglii i potrzebują wsparcia, np. z powodu problemów z pracą.
     W czasie spotkania w Muzeum sprawiał wrażenie osoby bardzo skromnej, która nie lubi o sobie opowiadać, ani się chwalić, mimo, że np. szył kostiumy dla samej księżnej Diany.
     - W Polsce jestem przynajmniej trzy razy w roku. Nie mam tu własnej rodziny, ale mam przybraną i z nią się spotykam - opowiadał pan Zbigniew.
     „Oaza Siwa” i „Birkash - targ wielbłądów”, zaprezentowane w sobotę reportaże Sławomira Malinowskiego, różni temat i stylistyka.
     Pierwszy pokazuje historię oraz dzień dzisiejszy oazy słynnej w starożytnym świecie z wyroczni Amona.
     
     Kto kocha wielbłądy?
     Drugi film, mocny, momentami brutalny, opowiada nie tylko o realiach arabskiego targu, ale przede wszystkim o mentalności ludzi i stosunku do zwierząt, z którymi przecież jest związane ich codzienne życie.
     Zdjęcia z targu zderzają się z wypowiedziami sudańskiego archeologa Mahmouda El-Tayeba o tym, jak traktują wielbłądy Beduini.
     
     To dwa różne światy
     Mahmoud El-Tayeb wykłada na Uniwersytecie Warszawskim i mówi po polsku. Chętnie odpowiadał na pytania uczestników elbląskiego festiwalu.
     Jak się dowiedzieliśmy, w styczniu ma zamiar - wspólnie ze Sławomirem Malinowskim - kręcić film o Sudanie.
     O muzyczną oprawę Wieczorów... zadbała grupa Afro Beat z Malborka. Młodzi ludzie grają na bębnach i instrumentach strunowych.
     Przez cały czas była czynna wystawa afrykańskich zdjęć operatora filmowego Krzysztofa Kowalskiego.
     
     ***
     W każdym z Wieczorów... wzięło udział po kilkadziesiąt osób. To sporo, jak na Elbląg. Za mało jednak, jak na tak interesujące przedsięwzięcie.
     Zapewne organizatorzy wezmą pod uwagę słabości pierwszej edycji (skromna promocja, zmiany w programie, który otrzymały media), ale mam nadzieję, że będą kolejne. Mam też nadzieję, że będą one znacznie dłuższe.
     Pomysł zorganizowania festiwalu podróżniczego jest znakomity i daje możliwości wykreowania imprezy, która będzie atrakcyjna dla widzów w różnym wieku.
     Tematów przecież nie brakuje, materiałów filmowych, radiowych i telewizyjnych oraz zdjęć także. Mamy wielu wspaniałych i zasłużonych podróżników, reportażystów, ale i np. pisarzy, którzy rzadko są obecni w mediach. Niektóre z tych osób, jak Stanisław Szwarc - Bronikowski, są w podeszłym wieku i festiwal daje niepowtarzalną, być może jedną z ostatnich okazji osobistego spotkania oraz rozmowy o pasjach, które stają się życiem.
     W przyszłym roku chętnie zobaczyłabym np. Elżbietę Dzikowską, filmy z Tonym Halikiem, ale również któregoś z wielkich żeglarzy, może kapitana Krzysztofa Baranowskiego...

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama