Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 18-11-2017, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Nad rzeką Nad rzeką

Lord Vader mierzy się z Andersenem

Elbląg, Lord Vader mierzy się z Andersenem Cezary Żołyński reżyseruje w elbląskim teatrze już po raz trzeci (fot. Witold Sadowski, arch. portEl)

Już w najbliższą sobotę (13 maja) w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu kolejna premiera. Tym razem będzie to "Czarodziejskie krzesiwo”, adaptacja pięknej bajki Hansa Christiana Andersena. Scenariusz i reżyseria są autorstwa Cezarego Żołyńskiego - aktora, reżysera teatralnego, scenografa i pisarza. Z Cezarym Żołyńskim rozmawiał Janusz Salmonowicz.

Janusz Salmonowicz: - Jakiś czas temu wyreżyserował pan w elbląskim Teatrze „Dziewczynkę z zapałkami” według baśni Hansa Christiana Andersena, również „Koziołka Matołka” Kornela Makuszyńskiego, a obecnie realizuje pan „Czarodziejskie krzesiwo”, ponownie H.Ch. Andersena. Trudno to nazwać „wąską specjalizacją”, ale zdecydowanie lubi pan reżyserować w teatrze bajki i baśnie dla dzieci. Skąd to się wzięło?
     Cezary Żołyński: - A to taka moja przypadłość przedziwna, ponieważ kiedyś, jak mój syn był jeszcze bardzo, bardzo mały, a ja jako aktor grałem w teatrze, bo też grywałem jako aktor, jako że przede wszystkim jestem aktorem, a dopiero później gdzieś tam reżyserem…. była wtedy taka sugestia od żony, że mało zajmuję się dzieckiem. Postanowiłem, że może, jak będę reżyserował bajki, to będę go brał na próby, no i tak to się zaczęło. Syn rósł, rósł, rósł, aż wyrósł i teraz też jest aktorem, a mi to zostało, a poza tym chyba we mnie jest dużo dziecka, a więc to dlatego.
     
     – Chyba w każdym z nas, ale nie każdy ma odwagę przyznać się do tego. Ponownie Andersen, to kolejna realizacja jego baśni i nie pierwsza „Czarodziejskiego krzesiwa”?
– Trzecia. Ale ta trzecia jest zupełnie inna. Postanowiłem zrobić już zupełnie inną adaptację, bo jak reżyseruję bajki, to staram się robić non stop jakieś nowe bajki, nowe wyzwania, bo to też dla mnie jest fajne, żeby nie odgrzewać tzw. starych kotletów, a Andersen jest bardzo „wdzięczny”, bo na tym można rzeczywiście zrobić fajne adaptacje czy inspirować się Andersenem, to znaleźć zupełnie inne wyzwanie do takich bajek i inaczej je postrzegać, tak bym powiedział. I to rzeczywiście jest fajna zabawa wtedy.
     
      – Wiem, że, przepraszam za określenie, bawi się pan także w inne rzeczy – mówię o serii filmów SF „Gwiezdne wojny”. O tym już rozmawiałem z pana synem Michałem, natomiast pana chciałbym zapytać o pewien intrygujący szczegół życiorysu – jest pan członkiem ogólnopolskiego, elitarnego „Legionu 501”. O co tu chodzi?
 – Już mówię. Jest to międzynarodowa organizacja zrzeszająca fanów „Gwiezdnych wojen”, którzy skończyli 18 lat, taki jest warunek, i posiadają replikę kostiumu z filmu „Gwiezdne wojny”. Zazwyczaj replikę „imperialnego” kostiumu, czyli po tej ciemnej stronie mocy. Ja taką replikę posiadam, 18 lat skończyłem. Wiele państw ma swoje garnizony, czyli właśnie takie zrzeszone grupy fanów. I właśnie łączymy się w jeden taki fajny „Legion 501”. U nas w Polsce też jest garnizon, teraz były wybory i zostałem znów dowódcą „polish garrison”, więc wziąłem sobie na barki kolejną rzecz, z której muszę się wywiązać. A ja mam kilka kostiumów z „Gwiezdnych wojen”, m.in. bardzo istotny kostium Lorda Vadera z „Imperium kontratakuje”, bo wbrew pozorom w każdym filmie Lord Vader wyglądał inaczej.
     
      – Zostawmy bajki s-f na dużym ekranie i wróćmy do bajek na teatralnej scenie, a konkretnie do andersenowskiego „Krzesiwa”. Jak już mówiliśmy, to trzecia pana adaptacja tej bajki Andersena. Jak to jest? Czy pan jakoś przywiązuje się do jednej wersji, czy w każdej kolejnej szuka czegoś innego, czegoś więcej?
– Oczywiście szukam czegoś nowego. Natomiast w tym wypadku jest jeszcze taka sytuacja, że powstała zupełnie nowa adaptacja... zupełnie nowa adaptacja w związku
     z tym, że robiłem już kilkakrotnie, a nawet grałem w „Czarodziejskim krzesiwie” więc jakby pamięć była taka, a nie inna i pomyślałem, że to już by było dla mnie jako realizatora strasznie nudne, żeby po raz kolejny robić to samo i tak samo. Postanowiłem więc napisać zupełnie nową adaptację i zrobić to jak gdyby zupełnie od początku, bo zawsze jest to fajniejsze, fajna zabawa, inna energia do realizacji, inne pomysły, inne rozwiązania.
     
     – To co takiego innowacyjnego będzie w tej naszej, elbląskiej realizacji „Czarodziejskiego krzesiwa”?
 – Będzie odrobina magii, będą fajne psy, bo to zawsze jest z tym problem, jak pokazać te psy, z których jeden ma oczy jak filiżanki, drugi oczy jak okrągła wieża, trzeci zaś oczy jak młyńskie koła… Ciężko jest to pokazać, więc wpadłem na taki pomysł, że z pewnych takich form teatralnych, może troszeczkę z Teatru Ulicznego wzięty pomysł, więc myślę, że będzie to ciekawe. Nie chcę zdradzać, widzowie zobaczą to w czasie spektaklu. No i oczywiście magia, przedziwna sytuacja z Wiedźmą-wróżką, która namawia żołnierza do tego, żeby wszedł i odnalazł to krzesiwo, więc to też jest taki nowy element, no jedna postać będzie grała dwie postaci. I taka troszeczkę zabawa. Dwie panie „psiapsiółki”, które są wielkimi plotkarami, więc jest też element humorystyczny, król-pantoflarz marzący o tym, żeby gdzieś tam od czasu do czasu pokazać, że jest najprawdziwszym królem, też taki element się pojawi, odrobina magii i chyba dowcipu. Fajną muzykę napisał Krzysiek Jaszczak, naprawdę bardzo ciekawą „muzę”, troszeczkę pastiszu operowego, odrobina też takiej zabawy z formą z filmu „Kabaret”, gdzieś tam takie cytaty – to wszystko niewątpliwie wzmocni spektakl, więc wydaje mi się, że będzie ciekawie.
     
 – Ponieważ nie pierwsza to pana realizacja w Teatrze Sewruka, to teatr jest panu doskonale znany od strony technicznej, ale znany jest też zespół aktorski. Czy pisząc tę nową adaptację, przygotowując się do realizacji, widział pan konkretnych aktorów w konkretnych rolach?

– Tak, oczywiście. To jest taka łatwość w sumie. Jeżeli zna się ludzi, to można fajnie napisać pewne rzeczy pod kogoś, pod jego osobowość, bo zna się aktorkę czy aktora, zna się kolegów i tak można. Nie ukrywam, że rzeczywiście tak było, niektóre postacie rzeczywiście były tak robione, że pisane były specjalne pod pewnych aktorów, np. Leszek Ostaszkiewicz, który będzie grał właśnie Wiedźmo-wróżkę (śmiech). Z myślą o nim właśnie napisałem tę rolę. Panie Sorensen i pani Knudsen, czyli te dwie plotkary – też nie ukrywam, że miałem na myśli dwie koleżanki, które te role grają, więc wydaje mi się, że będą idealnie, charakterologicznie do tych ról pasować. Także tak, tak się pisze. Król np. Artur Hauke, z którym nigdy nie pracowałem, ale znam go z innych realizacji i cenię go jako aktora, więc pomyślałem sobie, że dla niego fajna by była rola Króla, takiego safanduły właśnie, takiego trochę prześmiesznego, dziwnego Króla. Wyszło to, moim zdaniem, świetnie.
     
     – Już w sobotę 13 maja zapraszamy do Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu na premierę „Czarodziejskiego krzesiwa”. Kogo zapraszamy, do kogo jest adresowany realizowany przez pana spektakl?
– Wie pan, ja zawsze wyznaję taką zasadę, bo sam jestem ojcem, co prawda, mój syn już jest dorosły, natomiast pamiętam, jak był dużo, dużo mniejszy i to jest zawsze problem tatusiów, co zrobić z dzieckiem, kiedy mama ich w niedzielę wyśle na spacer, więc mogą iść do teatru. No, ale na przykład w teatrze tatuś może się nudzić, więc mam taką zasadę, że bajka ma być i dla dzieciaków, i dla dorosłych. Dzieci będą się bawić na pewno, a dorośli znajdą coś dla siebie, co ich rozbawi, co odniosą do rzeczywistości. Zapraszamy i dzieci, i rodziców. To jest taka bajka wielopokoleniowa więc kto lubi bajki, kto lubi magię, kto lubi teatr – niech przyjdzie zobaczyć „Czarodziejskie krzesiwo”.
     
     Premiera „Czarodziejskiego Krzesiwa” w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w najbliższą sobotę, 13 maja o godzinie 17.

Janusz Salmonowicz, rzecznik prasowy Teatru im. Aleksandra Sewruka
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • Pan Janusz Salmonowicz to prawdziwy geniusz z Zuław. Facet mówi o wszystkim - teraz bierze na tapetę Teatr. W innym miejscu rozprawia o trudnej młodzieży. Gdzieś tam deliberuje o czystości miasta. .. .. Wszystko wskazuje na to, że obcujemy z krystalicznym talentem Politycznym. Partie polityczne w Elblągu - czas oszlifować ten Diament.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    1 0
    (2017-05-09)
  • No, to ciekawe, bo w Elblągu mieszkają panowie Adam i Marek Kuleszowie, u których znalazł schronienie mistrz Yoda, a i Sokół ma swój garaż. .. Może dlatego Vadera tak do naszego miasta ciągnie. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    1 0
    NiechMocbędzieznami!(2017-05-10)
  • Dobrze się znamy ????
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    0 0
    Rezyer(2017-05-12)
Reklama