Poniedziałek 10-12-2018, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Malachit cienia: As We Speak… to przede wszystkim podejście do życia

Elbląg, Malachit cienia: As We Speak… to przede wszystkim podejście do życia (fot. orzeu)

Zapraszamy czytelników do studiowania naszego cyklu, który w całości poświęcamy rodzimej scenie muzycznej. W tej części przedstawiamy wam historię zespołu As We Speak. Znajdziecie tu również zdjęcia archiwalne grupy oraz link, pod którym będziecie mogli ściągnąć sobie jej najnowszy materiał - „Product Of A Sick World”. Zobacz zdjęcia.

Co tydzień oddajemy wam do dyspozycji materiał, potraktowany dawką historii lub swobodnych rozważań o wybrykach współczesnych piewców sceny. O tym, co utrzymuje ich w cieniu, a co czasem daje nadzieję na wyjście z niego.
     W tej części rozpoczynamy przegląd rodzimej, młodej sceny alternatywnej. Zespołów, które ją tworzą, nawożą, a coraz częściej stanowią jedyny dowód istnienia elbląskiego podziemia. Podczas gdy wielu zasłużonych metalowych wieszczy udało się na spoczynek, oni sięgnęli po instrumenty i zaczęli ustawiać pod ścianą…
     Powstali ponad dwa lata temu. Znani również jako Sapki. Młodzi, nie do końca przystojni i często niegrzeczni. Są pierwszą w naszym mieście formacją, która zaczęła uprawiać grządkę dosyć dobrze już przepieloną przez 1125, Schizmę, Sunrise czy Apatię. O początkach, pierwszych próbach, płytach, które inspirowały, rozczarowaniach i, po prostu, o nurcie Hard Core. O tym wszystkim rozmawialiśmy z gitarzystą i założycielem elbląskiej szajki As We Speak - Mjuzikiem.
     
     orzeu: Początki…
     Mjuzik: Początkiem było nagrywanie z Michem u mnie na chacie. Wpadł on któregoś razu z mikrofonem i powiedział, że zrobimy parę kawałków. Potem chcieliśmy zgrać to na żywca, ale z moją kapelką katowałem Toola i nie bardzo było jak. Po czasie mój projekt się posypał, wiec pomyślałem, że ten plan może ujrzeć światło dzienne. Brakowało nam perkusji. W klasie miałem kumpla, który wpadał czasami na próby, siadał za garkami, coś tam stukał w przerwach. I gdy zostałem bez kapeli, pomyślałem, że skoro mamy salkę i nigdzie nie gram, to lepiej z nim pograć niż siedzieć w domu i zamulać. To był Wazon.
     
     Pamiętasz datę?
     To był październik 2004. Dalej pograliśmy z miesiąc, Wazon poczaił podstawowe rytmy, no i we trójkę z Michem postanowiliśmy założyć kapelę. Na wejściu miał to być New School, coś jak Hatebreed czy Born From Pain. Ale ja jeszcze wtedy siedziałem bardziej w kapelkach typu Shadows Fall, więc nasze pierwsze kawałki były raczej karykaturą tej formacji.
     
     Właśnie, z tego, co pamiętam, słuchałeś Metalu. Skąd zajawka na HC?
     W sumie dzięki Michałowi. Słuchałem wtedy dużo Dream Theater, Pain Of Salvation - tego typu rzeczy. On wpadł do mnie na moje 18 urodziny i spytał:, „czego ty miszczu słuchasz?” No to mu odpowiadam, że metal powoli zaczyna mi się nudzić, to znaczy w takiej formie, jakiej wtedy słuchałem. Nazajutrz podrzucił mi bodajże Liara, Heaven Shall Burn i Hatebreed. Nie mogłem uwierzyć, jak mi mówił, że to jest Hard Core. Słuchałem z czystej ciekawości. Potem wgłębiłem się w teksty. Sczaiłem, o co tym kolesiom chodzi i uświadomiłem sobie, że mam podobny pogląd na wiele rzeczy. Tak się zaczęła moja przygoda z HC.
     
     Czym jest dla was Hard Core? Wiesz, że nie tylko o muzykę pytam...
     Dla mnie HC to przede wszystkim podejście do życia, inaczej pewien sposób myślenia. Wypowiadanie się w pewnych kwestiach z własnej perspektywy; nie silę się na to, co pomyślą kumple czy osoby postronne. To przede wszystkim poczucie jedności w grupie i nietracenie przy tym indywidualności
     
     Treści polityczne, religijne, dotyczące socjalnego bytowania… nie są wam obce.
     Tak, choć przyznam szczerze, że w zespole mamy odmienne poglądy, choćby w kwestii aborcji czy też konfliktów zbrojnych. Najbardziej interesują nas kwestie społeczne. Co nas najbardziej denerwuje, to przede wszystkim obłuda, jaka panuje obecnie w naszym kochanym kraju. Np. ogólnie przyjęte tłumaczenie się ludzi brakiem pracy, podczas gdy ta praca w sumie jest. Zwłaszcza po tym, jak 10 procent wyjechało za granicę. Podejście człowieka, słuchanie bzdur, statystyk, wiadomości, bazowanie na tych informacjach, zero własnych przemyśleń. Nikt nie chce już dochodzić do jakichkolwiek wniosków, woli czekać, aż zostanie mu to podane na tacy. Z drugiej strony - ale nie mówię tu w imieniu wszystkich w kapeli - nie widzimy szansy na postęp w tym kraju, dopóki w sprawy stricte polityczne będzie się angażował kościół. Jest to mur, który musimy przeskoczyć. Strasznie irytuje nas współpraca naszego rządu z rządem USA, wszystkie te konflikty, w które mieszamy się bez większego sensu, czekając, aż ten moloch pozwoli nam zlizać okruchy ze swojego stołu.
     
     To może powrócimy do czasów przeszłych... Dawaj o pierwszej próbie, pierwszym kawałku, koncercie... O tym, jak krystalizował się skład...
     No, więc na pierwszej próbie graliśmy kawałki głównie Hatebreeda, bo proste i kopią. Na początku był luzik, wiadomo, nikt zbytnio się nie silił, żeby to wszystko trzymało się kupy. Graliśmy próby dość często, ja z Wazonem byliśmy wtedy w szkole średniej, a Michu na studiach. Grał z nami wtedy też koleżka, nazywał się Gruby. My jaraliśmy się HC, a on grał z nami, bo nie miał innego składu. W pewnym momencie doszło do konfliktu, bo stwierdził, że wszystkie decyzje podejmujemy bez niego, nawet co do nazwy. Było jeszcze kilka innych kwestii, których nie będę teraz poruszał…
     
     As We Speak…
     Obejrzeliśmy z Michem film Michaela Moore „Fahrenheit 9/11”. Siedzieliśmy akurat u mnie na chacie, zaczęliśmy dyskusję o całej cholernej propagandzie, którą rozprzestrzenia rząd USA; o tym, jak tłumaczą się ze swoich zbrodni. Wiedzieliśmy, że ten film jest mocno tendencyjny, ale z większością treści w nim zawartych zgadzaliśmy się w stu procentach. W pewnym momencie w tym filmie pada kwestia” „rząd stanów zjednoczonych rozprzestrzenia swoją propagandę, nie patrząc na to, że jest głównym agresorem”, czy jakoś tak. Potem koleś dodał, że w momencie, w którym prowadzimy rozmowę, giną w Iraku niewinni ludzie. Kontekst, w jakim został użyty zwrot „as we sapek”, był po prostu niesamowity. Od razu powiedziałem do Micha: „tak się nazwiemy”. Po prostu to wiedziałem.
     
     Pierwszy kawałek…
     Graliśmy próby. Zostaliśmy we trójkę: ja, Michu, Wazon. Właśnie wtedy powstały pierwsze utwory AWS, które gramy do tej pory np. „GWB”. Zrobiliśmy go z improwizacji. Graliśmy przez 20 minut jakieś tam motywy, podczas gdy Michu siedział i słuchał. Potem wszedł jeden riff, Michu powiedział: „stop, zagraj to jeszcze raz”. Zagrałem i na bazie tego motywu zrobiliśmy utwór. Zajęło nam to 30 minut.
     
     GWP…
     George W. Bush. Jest to jeden z dwóch kawałków, które gramy do tej pory i który pozostał nam z tych new schoolowych inspiracji. Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że w naszej muzie brakuje drugiej gitary. Michu powiedział, że zna koleżkę, który grał z nim kiedyś w kapelce i który mógłby się nadawać. Niejaki Harry wpadł do nas na próbę i z miejsca stwierdziliśmy, że zostaje. Nie ze względu na umiejętności, ale ze względu na podejście. Wtedy byliśmy na etapie „mniej grania, więcej picia”, aczkolwiek Harry nauczył się grać te numery, które wtedy katowaliśmy.
     
     Więc mieliście już prawie cały skład…
     Po czasie pojawił się problem basisty. Objawienie, że tak powiem, przyszło w momencie, gdy na próbie pojawił się Samuraj. Wszedł i powiedział „mam wała, bo moja kapelka się posypała, a mamy ustawiony koncert. Już jesteśmy na plakatach. Może wy chcecie zagrać za nas, żeby nie było kichy…”
     
     I, jak się domyślam, zagraliście zamiast nich… Co to była za kapela?
     Insigne… My na to, że jasne, ale nie mamy basisty. No i Samuraj odpowiedział, że jest w stanie wpaść jutro na próbę i nauczyć się tych numerów. Przylazł, nauczył się kawałków i nazajutrz graliśmy koncert.
     
     Kiedy padł pierwszy publiczny strzał?
     3 czerwca 2005, pub Klepsydra. Graliśmy wtedy z Aporią, Dobrym Dniem i No Excuses. Było niesamowicie. My weszliśmy jako drudzy. Na pierwszej kapeli wszyscy stali, na nas zaczęła się totalna sieczka, mam to na wideo. Za każdym razem, kiedy to oglądam, nie mogę uwierzyć, że tylu ludzi kupiło wtedy nasza muzykę. Mimo, że graliśmy w większości same kowery.
     
     Może właśnie dlatego? Hatebreed to dobry materiał przetargowy...
     Możliwe… Wiesz, poczułem, że to jest to, że ludziom nie chodzi o smęty na scenie. Aczkolwiek graliśmy nasze kawałki i ludzie bawili się tak samo. Przyznam się bez bicia, że utwory były prymitywne, ale nigdy nie zapomnę motywu, jak padła mi struna, „d” bodajże i bez problemu zagrałem dwa ostatnie kawałki. To była moc.
     
     Morale poszło w górę, znaczy się...
     Wiesz, jasne. Do dzisiaj twierdzę, że to był jeden z naszych najlepszych koncertów.
     
     Na festynie For The Kids, Not For The Business w Edenie, trzy tygodnie później, zagraliście set, który w większej części też wypełniły kowery…
     To był ten sam set plus jeden nowy numer. Tez było bardzo fajnie, przyszło więcej ludzi. Wtedy na plakacie chłopaki popełnili minimalny błąd. Zapisali nas jako As We Sapek i teraz wszyscy mówią na nas Sapki. Kowerowaliśmy przede wszystkim Hatebreed, S.O.D, Schizmę. Również Killswitch Engage i Frontside, choć tego nigdy na żywo nie graliśmy.
     
     Wiara w siły, postanowienia pracy, nowe utwory...
     No, strasznie nas to, rzecz jasna, podbudowało. Słuchaliśmy wtedy dużo tego całego amerykańskiego Metal Core. Wcześniej byłem to głównie ja, a teraz juz wszyscy. No i taka muza zaczęła wkradać się w nasze kawałki. Więcej melodii, trochę bardziej skomplikowane utwory.
     
     Lamb Of god…
     Oczywiście. Podstawa.
     
     Też ich lubię. Widziałem ich, co prawda, w godzinach południowych, ale pomimo to już na jedno oko. Weszli na scenę dość wcześnie, wsadzili w me oczęta potężne zapały i wyjaśnili, kto w Detroit przez kilka kolejnych kapel, aż do Hatebreed, nosić będzie tego dnia berło
     Szkoda, że trasa Mastodon, Slayer, LOG ominęła Polskę. Trzy takie bandy za jednym razem. No, z tym berłem to się domyślam.
     
     LOG… Po pierwsze wokal, po drugie wokal, po trzecie wokal, po czwarte bałałajce…
     Wokal kolesia jest dla mnie jednym z lepszych na teraźniejszej scenie, o ile nie najlepszym! Może bije go tylko koleś z pierwszej płytki All Shall Perish, ale to już też co innego…
     
     A więc próby, kolejne kawałki, kolejne koncerty...
     Słuchaliśmy dużo tego metalkora całego, a to wymagało trochę większej inwestycji w technikę. Harry, niestety, wysiadał. Mieszkał 100 km od Elbląga, w Gniewie, my przestaliśmy chlać na próbach. Chcieliśmy, żeby to lepiej brzmiało. Siedzieliśmy po trzy godziny nad kawałkiem, a Harrego albo nie było, albo nie był w stanie grać itd. Więc stwierdziliśmy, że dalsza współpraca nie ma sensu. Dalej jest naszym dobrym kumplem. Widzimy się może niezbyt często, ale nie ma mowy o żadnym żalu i tego typu sprawach. Potem dowiedzieliśmy się od Włoczka, perkusisty Diastemy, a obecnie Dobrego Dnia z Trójmiasta, że ma koleżkę, który by czaił klimat i do tego całkiem sobie radził. Koleś nazywał się Psyho i od kiedy doszedł do kapelki, stwierdziliśmy, że nie ma sensu silić się za bardzo na to, żeby nasze kawałki miały tego Hatebreedowego ducha itp. Stwierdziliśmy, że nieważne, jak gramy, jeżeli przekaz będzie taki, jak do tej pory. Będzie to HC i nie ma innej opcji. Potem nowe kawałki posypały się jak z rękawa. Wyrzuciliśmy większość starego repertuaru i zaczęliśmy robić nowy pod kątem grania z Psyholem, choć zaznaczam, że kawałki robione są u nas głównie przez Micha, mnie i Wazona. Z Psyhem zaczęliśmy już inaczej myśleć o tym, żeby coś nagrać, żeby w jakiś sposób się promować. Pierwszy koncert z nim to była masakra. Nie znał jeszcze do końca materiału, ale i tak daliśmy jakoś radę.
     
     Najgorszy koncert…
     Koncert, o którym chciałbym jak najszybciej zapomnieć, a nie mogę. Wiesz, nigdy nie wylewaliśmy za kołnierz, ale wtedy to było po prostu przegięcie. Mamy dość specyficzne poczucie humoru. Śmiejemy się z tego, co nas drażni, w sposób dość głupi. Jesteśmy zespołem antyfaszystowskim, a wtedy na tym koncercie załapaliśmy jazdę, że będziemy do siebie „hajlować”. Mimo, że robiliśmy to w sposób szyderczy itp., to niektórzy ludzie odebrali to, jakbyśmy mieli coś wspólnego z tą ideologią. Był to wygłup, który, niestety, trochę nas kosztował
     
     Po miesiącach nabraliście scenicznego obycia. Pomogły wam pewnie częste gigi DTC...
     Jasne, żeby nie Grzesiu i Manife, pewnie dalej siedzielibyśmy w salce. Chłopakom udało się zbudować w Elblągu coś na kształt sceny.
     
     Z jednej strony było: „kurczę, znowu As We Speak” na gigu, z drugiej jednak dali wam szansę rozwijać się na scenie…
     To, że gramy na ich gigach tak często, wynika z tego, że w Elblągu nie ma młodych kapel.
     
     Właśnie, jak to być jedyną ostoją HC w Elblągu?
     Powiem tak: zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy jedyna kapelą w Elblągu, która ma taki przekaz i powiem ci szczerze, że jestem z tego dumny. Np. ostatnio jedna dziewczynka powiedziała mi, że nasze teksty są dobre. Że nie walimy bzdur o szatanie czy tego typu sprawach. Że jesteśmy autentyczni i to jest komplement największy chyba, jaki mogłem usłyszeć.
     To chyba to, czego każdy HC misiu szuka w tej muzyce, albo każdy w muzyce po prostu...
     Właśnie! Swoją drogą niesamowitą sprawą jest, że gramy w Elblągu tak często, a i tak jest pełno ludzi pod sceną. Na ostatnich gigach nawet co niektórzy zabierali Michowi mikrofon i darli z nim gardło.
     
     Jak, drogi muzyku, oceniasz kondycję elbląskiej sceny? Nie szczędź słów…
     Wiesz, scena u nas praktycznie nie istnieje w czystej postaci. Jest DTC, jest trochę hardkorowych dzieciaków i na tym polega nasza scena: na DTC i ludziach, którzy przychodzą na koncerty.
     
     Pytam o całą scenę alternatywną, drogi kolego...
     No więc, powiem w ten sposób: nasza scena obecnie leży i kwiczy. O ile kiedyś mieliśmy sporo dobrych bandów, grających głównie Death Metal, tak teraz po tym wszystkim zostały tylko zgliszcza. Jest Trauma, wiadomo. Ale pozostali? Wszystko albo się posypało, albo zeszło do podziemia. Można powiedzieć, że jeżeli chodzi o muzykę metalową w naszym kraju, to byliśmy jednym z przodujących miast. Teraz większość muzyków tych wielkich kapel albo powyjeżdżała na Zachód, zasmakowała raju i została, albo najzwyczajniej w świecie przestała grać. Ciężko mi się wypowiadać na ten temat, powiem ci szczerze, bo nie znam wszystkich faktów. Tylko jakieś tam opowieści zasłyszane i suche fakty. Aczkolwiek gdyby te kapelki grały dalej, scena byłaby naprawdę silna
     
     Najlepsza, twoim zdaniem, kapela elbląska…
     Bez dwóch zdań Enter Chaos.
     
     Co z koncertami poza Elblągiem?
     No, zagraliśmy kilka koncertów. Najmilej wspominam Olsztyn. Graliśmy tam dwa razy i za każdym razem było świetne przyjęcie. Za pierwszym razem było niesamowicie. Graliśmy z naszymi ziomkami z kapelki Monolit. Ogólnie większość ludzi przyszła dla nich, my graliśmy na końcu. Zaczęliśmy - pod sceną trzech ludzi. Po pierwszym kawałku - dziewięciu. Po trzech numerach ludzi było więcej niż na Monolicie. Najlepszy koncert, jaki zagraliśmy, bez dwóch zdań. Nikt nie czaił naszej muzy, a przyjęcie było niesamowite
     
     Ile miast ogółem zahaczyliście?
     Cztery: Ostróda, Malbork, Toruń, Olsztyn.
     
     Nie uważasz, że w jakimś stopniu ulegliście amerykanizacji muzyki? Że As We Speak jest swoistym dzieckiem mody na przyrostki core.... Wiesz, był okres na metal... Natomiast 2-3 lata temu wielu zaczęło sobie korować. Co o tym sądzisz? Doskonale pamiętam, jak muzycy dobrych Death Metalowych składów mówili: „stary, zakładamy cora…”
     Nie uważam, żeby tak było, z prostego względu. Spójrz na nasz przekaz. Bliżej nam do Old Schoola niż do jakichkolwiek kapel z Ameryki, których przekaz ma tyle wspólnego z core, co z pierogami mojej mamy.
     
     Gracie jednak metalkorowo.... Mówię o technice gry.
     No dobra, nie ma co się bronić… Jesteśmy zespołem metalcore. Hhe. Ale równie blisko nam do Nowego Jorku co do Skandynawii. Wiesz, mi się obecnie metalcore kojarzy z nadmiernym łagodzeniem muzyki. Ludzie, mówiąc metalcore, nie mają na myśli Liara, tylko As I Lay Dying czy tez Killswitch. Kojarzy im się to z mocnymi zwrotkami i ładnymi refrenami. U nas tego nie znajdziesz. W refrenach mamy zazwyczaj równy, a może i większy walec, co w zwrotkach. W naszej muzie znajdziesz melodie ze Szwecji, a’la At The Gates, Entombed z „Clandestine” czy Sick Of It All.
     
     Więcej w tym Metalu czy Core'u...?
     My zachowujemy równowagę, a przynajmniej staramy się, podczas gdy po kapelkach typu All That Remains (osobiście przepadam), z core został już tylko wrzask wokalisty. Reszta to Metal. Nie ma co tu kryć…
     
     Płyta wszechczasów…
     O kurczę, hhe, no, nie mogę inaczej odpowiedzieć. Slayer afkors, ale „Divine Intervention”.
     
     Zespół?
     Morbid Angel.
     
     Coś o tym, co będzie...
     No więc, jesteśmy w trakcie rejestracji demo. Mamy już nagraną perkę. Aczkolwiek nie robiliśmy tego w studio, wyszło w miarę. W najbliższych dniach będę rejestrował gitary i myślę, że z początkiem lutego płytka powinna być gotowa. Znajdzie się na niej prawdopodobnie siedem utworów - sześć znanych z koncertów i poprzedniego pseudo-dema, które możecie ściągnąć, plus jeden nowy, w trochę cięższym klimacie (blasty itp.).
     
     Co do waszego materiału. Brzmi on dość surowo... co powiesz na ten temat?
     Jest to zbiór moich pomysłów, które zgromadziłem podczas ostatniego miesiąca grania w domu. Stwierdziłem, że nie ma sensu tego marnować. Zgadałem się z Michem, wpadł do mnie i nagraliśmy to w jeden dzień. Co do surowości, to nie było zamysłem, żeby nagrać dobrą jakościowo płytę, tylko dograć wokal do moich pomysłów, żeby się nie zmarnowały po prostu. Kto wie, może za jakiś czas będziemy je grać z As We Speak.
     
     Wracasz z wojska i gracie dalej, rozumiem?
     Innej opcji po prostu nie ma.
     
     I na tym zakończymy… Hell!
     
     Materiał AsWe Speak „Product Of A Sick World” do ściągnięcia w tymże miejscu: http://www.sendspace.com/file/yr6lb7.
     
Orzeu
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Pomoc w przypadku szkody komunikacyjnej
Ubezpieczenia OC i AC
Serwis i oryginalne części Seat
Serwis i oryginalne części Audi