Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 08-12-2016, imieniny Marii, Wirgiliusza
 
Rek

UWAGA!

Mam różne pomysły na siebie

Elbląg, Mam różne pomysły na siebie Hanna Banaszak zaśpiewała w Elblągu koncert przygotowany z okazji 30-lecia pracy artystycznej (fot. Damian Matwiejczyk)

Rozmowa z Hanną Banaszak.

W czasie 9. Elbląskich Nocy Teatru i Poezji prezentowała pani koncert przygotowany z okazji 30-lecia pracy artystycznej. Jak ocenia pani ten okres?
     Mogę powiedzieć, że pracowałam bardzo dużo i zamierzam nadal dużo pracować. To, że mogę robić to, co kocham, jest jakimś wyróżnieniem od losu. Bardzo to doceniam. Nie mogę się nadziwić, że publiczność wciąż przychodzi na moje koncerty i zaszczyca mnie swoją obecnością. Oczywiście, musiałam sobie na to jakoś tam zapracować, robiłam, co mogłam, przez te wszystkie lata, ale jednak tę publiczność mam, ogromnie ją lubię i
     szanuję.
     
     Niektórzy szacują, że w pani repertuarze jest około 200 piosenek. Być może jest ich zresztą jeszcze więcej. Pamięta je pani wszystkie?
     Są takie, które wykonywałam tylko raz czy dwa, ale większość oczywiście pamiętam. Takich specjalnie ulubionych jednak nie mam, ponieważ tak naprawdę zawsze mnie interesowało to, co jest jeszcze przede mną, co za chwilę zrobię i czego szukam. To jest dla mnie najciekawsze w życiu, dlatego tak często sięgam po różne muzyczne gatunki i tematy. W ubiegłym roku, razem z Mirkiem Czyżykiewiczem, śpiewałam w Elblągu bardzo poważny repertuar i aby się nie powtarzać, w tym roku postanowiliśmy z Piotrem Machalicą pokazać coś innego. Nie powiem, że lżejszego. To są bardzo dobre teksty z fantastyczną muzyką, perły piosenki, które pisywali dla mnie tacy kompozytorzy, jak Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski Wojciech Młynarski czy Jonasz Kofta, słowem, całe grono naprawdę wybitnych autorów. W tej chwili piosenek o takiej wartości literackiej i kompozytorskiej, powiem
     delikatnie, mało się pisze.
     
     Przygląda się pani młodym ludziom, którzy teraz próbują śpiewać piosenkę wartościową?
     Mówiąc szczerze, mam z nimi rzadki kontakt. W ubiegłym roku zauważyłam jednak np. Natalię Sikorę, którą bardzo cenię, uważam, że jest wybitnie utalentowana i mam nadzieję, że się pięknie rozwinie. Myślę, że mamy całą plejadę utalentowanych młodych ludzi, takich, którzy chcieliby wykonywać wartościowy repertuar, tylko niestety nastały takie czasy, że niespecjalnie się od nich tego oczekuje. Są w Polsce festiwale, ale np. medialnie niewiele z tego wynika. Ja miałam szczęście zaczynać w innym okresie, który przecież miał swoje złe, ale także i dobre strony, bo jednak w mediach było zdecydowanie więcej wartości, po prostu dobrych programów rozrywkowych, teatru, czyli wzorców. Prezentowali nam się w nich wybitni artyści, dlatego młodzi ludzie mogli od nich czerpać. Nie tyle naśladować, co właśnie czerpać, uczyć się, co to znaczy „osobowość”, czy „być innym niż wszyscy”. Dzisiaj młodzież nakłania się raczej do naśladowania. Jestem tym załamana, naprawdę, bo wokół są prawie same surogaty. Tymczasem w sztuce wzorowanie się na kimkolwiek nie ma sensu. Nie mówiąc o tym, że jeśli się ma trochę talentu, to jest znacznie łatwiej być takim samym, jak Włodzimierz Wysocki, Michael Jackson czy Pat Metheny. Jednak jeśli nawet uda się dorównać pierwowzorowi, zawsze będą to tylko surogaty. To zupełnie nie ma sensu. Ale takie są czasy, do tego się młodych ludzi nakłania. Mam nadzieję, że to minie.
     
     Jaki jest ten ostatni czas dla pani samej?
     Wielu artystów pewnie narzeka, że ma mało koncertów, że bardzo trudno się przebić. Ja jednak tego kompletnie nie odczuwam. Zawsze szłam własną, wymyśloną przez siebie ścieżką i u mnie się nic nie zmieniło. Nigdy nie grałam zbyt wielu koncertów, w związku z tym teraz, kiedy jest ich rzeczywiście mniej, dla mnie nadal jest ich tyle samo. Nigdy nie grałam za dużo, ponieważ nie chciałam, żeby moje życie sprowadzało się wyłącznie do uprawiania zawodu. Jest tyle innych ciekawych obszarów, że nie wyobrażam sobie, by jedynym sensem mojego istnienia było śpiewanie. To jest, w najlepszym wypadku, jeden z sensów, ale na pewno nie jedyny. Dlatego bardzo dobrze się czuję i cały czas robię coś nowego. Na przykład, razem ze Zbyszkiem Preisnerem w najbliższym czasie wydajemy płytę, a 11 września w Poznaniu będę śpiewała partię sopranową w „Requiem” Mozarta. Takie różne mam pomysły na siebie. Chcę, żeby ciągle działo się coś interesującego.
     
     Czego można pani życzyć z okazji jubileuszu?
     Wie pani, że ja specjalnie nie mam marzeń? To nie jest kokieteria. Może tego, żeby mi na długo wystarczyło tego nerwu twórczego, żeby w tej udręce i bólu ciągle się rozwijać. Do końca.
     
     
     Obejrzyj fotoreportaż z 9. Elbląskich Nocy Teatru i Poezji

Rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama