Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 04-12-2016, imieniny Barbary, Jana
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Mój teatr familijny

Elbląg, Mój teatr familijny Cezary Domagała

Rozmowa z Cezarym Domagałą, reżyserem spektaklu "O dwóch takich, co ukradli księżyc", którego premiera odbędzie się w najbliższy piątek w Teatrze Dramatycznym.

Muzyka w najnowszym elbląskim spektaklu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" na podstawie opowieści Kornela Makuszyńskiego ma podobno wiele nawiązań do muzyki żydowskiej...
     Akcenty żydowskie pojawiają się w każdej muzyce, którą od 1993 roku pisze dla mnie Tomasz Bajerski. Są one także dlatego, że ta muzyka jest bardzo nośna; niemal w każdym naszym przedstawieniu nawiązuje do najbardziej znanych jej wątków - m.in. ze "Skrzypka na dachu". Nie boję się i nie wstydzę używania cytatów. Najważniejsze jest to, co pozostanie w głowie widza po wyjściu ze spektaklu.
     
     Co jeszcze oprócz muzyki powinno zostać w głowie po obejrzeniu "O dwóch takich, co ukradli księżyc"?
     Staram się robić takie przedstawienia, które wywołują emocje, to zawsze podkreślam podczas pracy z aktorami. Często także angażuję dzieci, bo to co dzieje się na scenie staje się dzięki temu prawdziwsze. To nieprawda, co mówią reżyserzy; że robiąc przedstawienie dla dzieci trzeba się bardziej starać. Najczęściej okazuje się, że oni próbują wyobrazić sobie, z czego będzie się śmiało dziecko lub co je zaciekawi. Ja robię spektakl, czytam teksty z perspektywy osoby dorosłej, a w domu mam dwóch krytyków - mojego syna i córkę. Staram się robić spektakle dla dorosłych, które chętnie obejrzą dzieci. One lubią, jeśli się je poważnie traktuje. Dla mnie wykładnikiem wartości przedstawienia jest to, że dziecko czy dorosły mówi swoim znajomym, przyjaciołom: musisz to zobaczyć. Zawsze pamiętam o dorosłych i w tym spektaklu także tak będzie. Moja ulubiona sekwencja - w Psiej Górce - ma polityczne podteksty.
     
     Dlaczego wybrał pan do adaptacji ten tekst?
     Ze względu na moje dzieci i na to, jak zmienił się teatr. Kiedy w Polsce zaczął się tzw. system wolnorynkowy, który tak mocno, może najmocniej dotknął teatr, rozpoczęła się dyskusja pod hasłem "co grać?" Uważam, że można i ambitnie i - jednocześnie - komercyjnie, dlatego sięgam po znane teksty, które dają szansę zrobienia dobrego spektaklu. Stąd mój teatr "familijny", taki, który oglądają i rodzice i dzieci. W tym przedstawieniu są 24 napisane przeze mnie piosenki, które - co nie jest w teatrze regułą - ściśle związane są z akcją i są jakimś moim komentarzem do tekstu Makuszyńskiego. Język, który wydaje się dziś trochę archaiczny, pozostawiłem, bo pasuje do bliskiemu fantasy klimatu spektaklu. Jest tu stylizacja na średniowiecze, jest też trochę XVIII wieku; ale żadnego historyzmu. Jestem zwolennikiem spektakli, które utrzymują nastrój dzieła literackiego. Nie sądzę, żeby widz chciał oglądać Szekspira granego w dżinsach czy garniturach, bo to, co jest w tekście, powinno dotrzeć w takiej formie, w jakiej zostało to napisane. Formę trzeba respektować, bo jej doznanie jest rodzajem edukacji, współczesny ma być sposób gry. Teatr powinien pokazywać rzeczy nastrojowe i piękne, by widz wyszedł z teatru w innym nastroju do tej, często okrutnej rzeczywistości. Tekst Makuszyńskiego mówi np. o tym, że zapomina się o uczuciach. Matczyna miłość do dziecka, która jest w stanie pokonać wszelkie zło jest jedną z najważniejszych wartości.
     
     Środowisko teatralne jest poruszone zapowiedziami ministra kultury o tym, że trzeba zmian w systemie funkcjonowania teatrów. Mowa jest m.in. o likwidacji części scen. Co pan o tym sądzi?
     Żeby wypowiadać się na jakikolwiek temat, trzeba go bardzo dobrze poznać. Łatwo jest coś zlikwidować, trudniej odtworzyć. Wiedzą o tym np. dyrektorzy teatrów, którym na skompletowanie dobrego zespołu potrzeba około 4 lat. Mówi się, że wystarczą sceny impresaryjne, ale nie mówi się skąd będą ludzie, którzy będą musieli je obsłużyć. Jest też pytanie, kogo chce oglądać publiczność? Teatr Kwadrat? Muszę też powiedzieć, że na tzw. prowincji dzieje się wiele dobrego, są dobre zespoły. W Warszawie są nazwiska. Zespołów jednak nie ma…
     
     Zobacz także: "O dwóch takich…"

rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama