Wtorek 20-11-2018, imieniny Anatola, Sędzimira
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Muzyczny trans

 
Elbląg, Muzyczny trans (fot. Anna Dembińska)
Rek

Trans – to jedyne słowo, które w pełni może opisać to, co działo się podczas godzinnego koncertu HV/NOON w elbląskim klubie Mjazzga. Koncertu świetnego, ale... za krótkiego. Zobacz zdjęcia.

Na scenie stanęli: Noon, który miał duży wpływ na kształtowanie polskiej sceny muzyki elektronicznej i HV (Hatti Vatii) – wszechstronny producent bardzo ceniony w środowisku muzycznym za album ‘’Worship Nothing’’, najlepszą polską płytę elektroniczną roku 2014. 
     Słuchając HV/NOON, otrzymaliśmy przestrzenny live act, który wzbogacony został o perkusistę, co dodało nieco dynamizmu do wolno rozwijających się aranżacji. HV/NOON zaprezentowali instrumentalne wersję utworów z poprzedniej płyty jak i przedstawili jeden, nie publikowany jeszcze utwór. Koncert był jednym z tych stanowczo za krótkich, bo trwał niespełna godzinę i niepoprzedzony był żadnymi supportami, które mogłyby rozgrzać słuchaczy przed głównym występem.
     Mimo brzmieniowych różnic między HV a NOON’em, było słychać chemię i emocjonalne podobieństwo dźwięków, które wychodziły spod ich palców. Zdaję sobie sprawę, że przygotowanie live actu jest bardzo czasochłonne i wymaga poświęcenia, jednak występ artysty, który prezentuje materiał ze swojej płyty, trwający mniej niż godzinę, jest co najmniej niesatysfakcjonujący. Panowie co prawda zaprezentowali materiał bardzo dopracowany i bogaty w muzyczne smaczki, jednak słuchacze mogli odczuwać niedosyt.
     Gęstego klimatu występowi dodawały światła, które z resztą są rozpoznawalnym elementem koncertów w klubie Mjazzga. Podsumować ten koncert można krótko - świetny materiał, gorzej z jego dawkowaniem.
Arkadiusz Mazur
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Kuchnia inna niż inne
Kuchnia nowoczesna II
RTV + SZAFA
Kuchnia klasyczna