Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 17-12-2017, imieniny Łazarza, Floriana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Boom !!! Boom !!!

Muzyka niesłusznie zapomniana

 
Elbląg, Muzyka niesłusznie zapomniana Wojciech Rodek i Marcin Zdunik (fot. AD)
Rek

Dzisiejszy koncert Elbląskiej Orkiestry Kameralnej to okazja do wysłuchania prawykonań utworów Johanna Benjamina Grossa. Solistą będzie wiolonczelista Marcin Zdunik, a dyrygentem Wojciech Rodek. Co dla tak młodych artystów oznacza kontakt z zakurzonymi nutami nieznanego przecież kompozytora?

Wojciech Rodek, dyrygent:
     
Czasem rzeczywiście zdarza sie, że trzeba wykonać utwór faktycznie zapomniany. Zastanawiałem się czy ten utwór jest wart tego, żeby go grać. Czasem jest tak, że utwory gra się tylko dlatego, że jest ku temu specjalna okazja. Ale na szczęście w tym przypadku jest inaczej. To jest znakomity utwór. Byłem bardzo usatysfakcjonowany. Partia orkiestry - niezwykle trudna, wirtuozowska, rzadko zdarza się tak trudny utwór. Przed solistą dziś niezwykle trudne zadanie. Natomiast muzyka sprawia wielką przyjemność i pozostawia ogromne wrażenie. Jest trudna dla orkiestry, na szczęści orkiestra w Elblągu jest bardzo dobrą orkiestrą, czuć znakomita rękę koncertmistrza. Ponieważ orkiestry kameralne pracujące bez dyrygenta brzmią inaczej, one są bardziej odpowiedzialne, każdy z muzyków czuje się odpowiedzialny za to co się dzieje. Są zaangażowane instrumenty dęte, wszyscy bardzo intensywnie pracują, żeby ten utwór przedstawić w jak najlepszym świetle. Bo to też jest niezwykłe zadanie po raz pierwszy grając utwór , stworzyć jak najlepsze wrażenie. Na szczęście utwór jest tak dobry, że znakomicie spełnia te zadanie.
     
     Marcin Zdunik, wiolonczelista:
     Moje doświadczenia z Grossem, na razie bardzo ubogie, są jak najbardziej pozytywne. A jest to dla mnie o tyle zaskoczenie, że w ostatnim czasie miałem wielekroć okazję grać, właściwie na nowo powoływać do życia zapomnianą muzykę właśnie dziewiętnastowieczną różnego pochodzenia , także polską. Z przykrością wielokrotnie musiałem przyznawać, że jest to muzyka słusznie zapomniana. Czas jest jednak sprawiedliwym sędzią, który rzeczom niesprawdzonym , nieprzekonującym karze po prosu schować się do szuflady. Natomiast z Grossem jest zupełnie inaczej. Trudno mi jest w tej chwili powiedzieć dlaczego ta muzyka została do tego stopnia gdzieś tam ukryta i niewykonywana. Natomiast co mnie w tej muzyce poruszyło – na pewno bardzo osobliwy styl. Są tam pewne elementy stylu brillant - Gross jest w końcu równolatkiem Chopina. Natomiast tu ten styl brillant, jak również echa klasycyzmu wiedeńskiego i „sturm und drang”, rdzennego niemieckiego romantyzmu schumannowskiego są uzupełniane w bardzo oryginale pomysły i to fakturalne, melodyczne, jak i zwroty kadencyjne, zupełnie zaskakujące. Jest to muzyka na pewno jedyna w swoim rodzaju. Nie znam niczego, co by mi to przypomniało. A to już jest pewna wartość. To taka szczera oryginalność. Tę muzykę gra się bardzo dobrze, choć trudność utworu jest niezaprzeczalna i widać, że kompozytor był znakomitym wiolonczelistą. Nie w tym sztampowości. Są to elementy wirtuozerii zupełnie inne od egzystujących w tamtych czasach, przykład wirtuozerii instrumentalnej, czy wiolonczelowej, czy skrzypcowej, tak jak u Wieniawskiego. U Wieniawskiego są pewne wzorce, popisy, jakieś efekty konkretne , które się powielają. Natomiast u Grossa są rzeczy, które mnie kompletnie zaskoczyły, których nigdy bym się nie spodziewał w koncercie wiolonczelowym o charakterze wirtuozowskim.
     Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na przepiękną drugą część. W moich oczach pojawiło się zdziwienie, że utwór faktycznie zapomniany może być tak piękny. To środkowe ogniwo na pewno jest dla mnie efektem centralnym tego utworu i najgłębszym w sensie emocjonalnym.
     Powiem może jeszcze o samym procesie wykonywania utworów zapomnianych , czy nawet prawykonywania. Bo to jest rzecz w obecnej sytuacji, kiedy muzyka nowa, zwana muzyką współczesną jakkolwiek byśmy tego nie sklasyfikowali, stanęła na pewnym zakręcie. Wiadomo, że toczy się proces poszukiwania jakiejś furtki dla sztuki , która byłaby w optymalnym stopniu komunikatywna, jednocześnie ambitna i - co najbardziej dla mnie nieszczęsne i zabójcze - oryginalna, nowa. I to powoduje, że muzyka współczesna szuka różnych kierunków, obserwujemy dzisiaj polistylistyczność, ale rzadko kiedy możemy usłyszeć kompozycje naprawdę dobre. Jest to pewien rodzaj zastoju, nie wiadomo w którą stronę to idzie. I w takiej sytuacji na wagę złota są okoliczności, w których staje muzyk otrzymując do ręki utwór napisany w stylistyce, która dawno nie obowiązuje, (tak jak w przypadku Grossa, który święcił triumfy w pierwszej połowie XIX wieku), ale jednocześnie utwór nigdy nie zagrany. W związku z tym to, co jest najpiękniejsze w prawykonaniu, czyli świadomość powoływania materii muzycznej do życia, jest niemal taka sama jakbyśmy wykonywali dzisiaj utwór napisany dla nas dwa tygodnie temu. Dokonuje się pierwszy raz konkretyzacja dzieła muzycznego, czyli coś co powoduje, że utwór z papieru przenosi się w faktyczną wartość estetyczną. Utwór na papierze nic nie znaczy. Utwór dokonuje swojego istnienia dopiero w momencie jego wykonania i bardzo się cieszę, że w tej pierwszej konkretyzacji będę mógł brać udział. Jest to dla mnie duży zaszczyt i duża przyjemność.

 


     O tym jak kompozycja Grossa trafiła na warsztat EOK, opowiada Paweł Kukliński, dyrektor artystyczny i koncertmistrz EOK:
     - Idea zrodziła się po długich rozmowach z panią Aliną Ratkowską, która jest dyrektorem festiwalu muzyki dawnej w Gdańsku. Któregoś razu zapytała mnie czy nie chcielibyśmy wykonać utworu elbląskiego kompozytora. Trochę się zawstydziłem, bo szczerze mówiąc niewiele wiedziałem o istnieniu tak znakomitego Grossa. Od razu zaciekawiłem się tą sprawą. Poprosiłem o płytę z jego utworami. Na początku bardzo nieufnie podchodząc do tego, co to za kompozytor, bo skoro zapomniany, to pewnie kiepski. Ale płyta była obiecująca i zdecydowaliśmy się poprosić pana Folckerta Lüken-Isbernera o materiały nutowe. Byłoby to niemożliwe do wykonania gdyby nie ciężka i mozolna praca naszego pierwszego wiolonczelisty Marcina Mruczka, który w chwilach wolnych siadał do komputera i te wszystkie głosy orkiestrowe - a jest ich trochę, bo to kompozycja przewidziana na duży skład – wpisał w partyturę. Dzięki temu możemy ten utwór dzisiaj wykonać. Być może przyczyną tego zapomnienia niektórych utworów jest brak partytury właśnie.
     Zarówno Bożena Sielewicz, dyrektorka orkiestry, jak i Paweł Kuliński nie wykluczają, że Koncert wiolonczelowy op. 38 Johanna Benjamina Grossa Elbląska Orkiestra Kameralna będzie wysławiała na całym świecie.
     - Jest szansa wykonać ten koncert w jeszcze innej szerokości geograficznej - zaznacza Kukliński. - Jeśli przyjmie się on salach koncertowych, to będziemy mieli tę przyjemność widnieć jako pierwsza orkiestra, która mogła tę kompozycję powołać do życia. I to jest niesamowite wyróżnienie.
     

OK
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama