Czwartek 15-11-2018, imieniny Alberta, Leopolda
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Wybory 2018

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Borowik Borowik

Ogień na scenie (recenzja)

 
Elbląg, Ogień na scenie  (recenzja) Krzysztof Lasoń, zespół Vołosi (fot. W.S.)
Rek

Jest taka teoria, ocierająca się trochę o legendę, że pastersko-koczowniczy lud Wołochów, przemieszczając się z Bałkanów wzdłuż łuku Karpat dotarł aż na Orawę i Morawy. Po drodze Wołosi ulegali lokalnym wpływom, asymilowali się z miejscową ludnością. Tak m.in. wykształciły się społeczności bieszczadzkich i beskidzkich górali – Bojkowie i Łemkowie, a może nawet i ci „spod samiuśkich Tater”.

Utwory zespołu Vołosi wykonane w Galerii EL w sobotni wieczór, to muzyczna ilustracja tej historii rozpisana na pięć smyczków z mocnym wsparciem Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. W ich rzewnych melodiach doszukać się można klimatu zagubionych wysoko w Karpatach pasterskich wiosek, tęsknotę za krytymi gontem, kurnymi chałupami i drewnianymi cerkiewkami o cebulastych kopułach. Chwilę potem muzycy przenoszą nas do mrocznej austerii w małym galicyjskim miasteczku, gdzie cygańska kapela ognistym czardaszem kruszy tynk na ścianach. Najczęściej jednak wracali do szaleńczych tańców wokół rozpalonej gdzieś na przełęczy góralskiej watry.
     Vołosi na trasie swojej muzycznej wędrówki po Karpatach czerpali pełnymi garściami z dorobku bałkańskich, rumuńskich, galicyjskich i tatrzańskich górali. Od czasu do czasu pozwalali sobie na mały, niewinny skok w bok. A to znienacka zabrzmiało tango, innym razem „Oda do radości” Beethovena. Zawsze jednak mieliśmy do czynienia z iście góralską żywiołowością. Na scenie nikt nie brał jeńców, solista kończył koncert z resztkami włosia na smyczku. Mimo że grane przez zespół utwory były technicznie wymagające, panowie przez cały czas sprawiali wrażenie jakby doskonale się bawili. Miło było patrzeć, jak ogromną przyjemność sprawia „vołoskim” muzykom granie dla publiczności, granie dla siebie.
     Powiedzieć, że elbląscy kameraliści nadążali za żywiołowymi Vołochami to za mało. W Galerii EL doszło do wybuchu wulkanu synergii. Widać było, że maestro Marek Moś był zafascynowany muzyką swoich gości i doskonale wczuł się w jej charakter, a jego podopieczni bez problemu podjęli niełatwe wyzwanie. W efekcie zaserwowano słuchaczom artystyczną ucztę na najwyższym poziomie. Wygląda na to, że nowy sezon rozpoczął się od trzęsienia ziemi. Czekamy na dalszy wzrost muzycznego napięcia.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Serwis i oryginalne części Seat
Autoryzowany Serwis Skoda Hadm Gramatowski.
Pomoc w przypadku szkody komunikacyjnej
Wypożyczalnia aut HADM Gramatowski