Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 23-11-2017, imieniny Klemensa, Adeli
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Ogień na scenie (recenzja)

 
Elbląg, Ogień na scenie  (recenzja) Krzysztof Lasoń, zespół Vołosi (fot. W.S.)
Rek

Jest taka teoria, ocierająca się trochę o legendę, że pastersko-koczowniczy lud Wołochów, przemieszczając się z Bałkanów wzdłuż łuku Karpat dotarł aż na Orawę i Morawy. Po drodze Wołosi ulegali lokalnym wpływom, asymilowali się z miejscową ludnością. Tak m.in. wykształciły się społeczności bieszczadzkich i beskidzkich górali – Bojkowie i Łemkowie, a może nawet i ci „spod samiuśkich Tater”.

Utwory zespołu Vołosi wykonane w Galerii EL w sobotni wieczór, to muzyczna ilustracja tej historii rozpisana na pięć smyczków z mocnym wsparciem Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. W ich rzewnych melodiach doszukać się można klimatu zagubionych wysoko w Karpatach pasterskich wiosek, tęsknotę za krytymi gontem, kurnymi chałupami i drewnianymi cerkiewkami o cebulastych kopułach. Chwilę potem muzycy przenoszą nas do mrocznej austerii w małym galicyjskim miasteczku, gdzie cygańska kapela ognistym czardaszem kruszy tynk na ścianach. Najczęściej jednak wracali do szaleńczych tańców wokół rozpalonej gdzieś na przełęczy góralskiej watry.
     Vołosi na trasie swojej muzycznej wędrówki po Karpatach czerpali pełnymi garściami z dorobku bałkańskich, rumuńskich, galicyjskich i tatrzańskich górali. Od czasu do czasu pozwalali sobie na mały, niewinny skok w bok. A to znienacka zabrzmiało tango, innym razem „Oda do radości” Beethovena. Zawsze jednak mieliśmy do czynienia z iście góralską żywiołowością. Na scenie nikt nie brał jeńców, solista kończył koncert z resztkami włosia na smyczku. Mimo że grane przez zespół utwory były technicznie wymagające, panowie przez cały czas sprawiali wrażenie jakby doskonale się bawili. Miło było patrzeć, jak ogromną przyjemność sprawia „vołoskim” muzykom granie dla publiczności, granie dla siebie.
     Powiedzieć, że elbląscy kameraliści nadążali za żywiołowymi Vołochami to za mało. W Galerii EL doszło do wybuchu wulkanu synergii. Widać było, że maestro Marek Moś był zafascynowany muzyką swoich gości i doskonale wczuł się w jej charakter, a jego podopieczni bez problemu podjęli niełatwe wyzwanie. W efekcie zaserwowano słuchaczom artystyczną ucztę na najwyższym poziomie. Wygląda na to, że nowy sezon rozpoczął się od trzęsienia ziemi. Czekamy na dalszy wzrost muzycznego napięcia.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama