Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

Piękno i chwile zapomnienia

Elbląg, Piękno i chwile zapomnienia (fot. Daniel Orłowski)

W niedzielę 25 czerwca, w ramach Dni Elbląga, odbył się koncert kultowej już grupy Hey. Zespół na scenie na starówce zaprezentował materiał z najnowszego albumu „Echosystem”. Zobacz fotoreportaż.

„Piękno chcę dać ludziom, piękno i chwile zapomnienia” - gdy w 1992 r. Piotr Banach skierował te słowa do mało komu znanej Kasi Nosowskiej, nie najmłodszej już rodzimej scenie rockowej narodziło się nowe, cudowne dziecko. Proces dojrzewania przeszło ono wcześnie, bo już za sprawą pierwszej w dorobku grupy, wydanej w lutym 1993 r. płyty „Fire”. Z każdym kolejnym krążkiem, począwszy od „Ho”, kult grupy się umacniał, a grono zwolenników rosło. Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że ta szczecińska projekcja talentu, unikalnej formy aranżacyjnej oraz ekstatycznej liryki była dla naszej sceny świeżym podmuchem, pewnego rodzaju pomostem łączącym dzieje muzyczne zachodu i Polski. W Stanach ruszyło Seattle, u nas ruszył Hey. I nie chodzi tutaj o podobieństwa czy różnice w nutach, ale nową erę, zamykające zimnowojenne, polityczne ascetyzmy, a skupiającą się bardziej na człowieku - jego wnętrzu i pozycji wobec otaczającej rzeczywistości. 14 lat pracy - osiem płyt studyjnych, ale także dwie płyty: „Live” z 1994 r., „Koncertowy” z 2003 r., kaseta VHS - wspomnienia z trasy koncertowej płyty „Fire” oraz DVD z Przystanku Woodstock 2005. Ten rozległy staf koncertowy świadczyć może tylko o jednym - Hey jest zespołem scenicznym, a każde przedstawienie w ich wykonaniu doceniane przez wiernych. I tak też było w Elblągu.
     Kaśka wraz ze swoja świtą zainstalowała się na scenie kilka minut po godz. 20.30. Duża część utworów, która została zaprezentowana publiczności tego wieczoru, pochodzi z najnowszego krążka grupy - „Echosystem”. Mieliśmy więc „To tu”, „A ty?” czy zdecydowanie mocny i bujający „Luli Lali”. Nie zabrakło oczywiście elementów przekrojowych, znanych wszystkim kawałków: „Cisza, ja i czas”, „Teksański” czy „4 pory”. Oprócz tego mieliśmy także trzy bisy, w tym ciekawy, akustyczny akcent - wykonanie przez Kasię i jej barda delikatnej wersji „Ho” i „Ja sowa”. Na sam koniec koncertu grupa zaprezentowała „…Nadzieję”, „Zazdrość” oraz najkrótszy utwór w ich dorobku - „Chyba”.
     Hey po roku ponownie pokazał elbląskiej publiczności, jaką siłą przekazu dysponuje. Ludzie bawili się dobrze, artyści podeszli do swojej roboty z pełnym zaangażowaniem. Jednak nie należy pomijać kilku istotnych rzeczy, takich jak chociażby nagłośnienie. Hey rozpoczął koncert mocnym akcentem i przez większą część występu starał się nie zwalniać. Duża dynamika i moc najnowszej płyty nie została jednak odzwierciedlona na koncercie, przez co bardzo zwinne kompozycje, jak chociażby „Luli Lali”, nie oddawały odpowiedniej siły. Panowie realizatorzy oraz organizatorzy balu powinni zdawać sobie sprawę z tego, że przesterowana gitara potrzebuję odpowiedniej mocy, dobrze podbitej stopy i podkreślającej linii basu. Nawet tak silny głos, którym dysponuje Kasia, momentami zanikał i legł na polu walki z rozśpiewanym tłumem.
     Druga sprawa dotyczy samej organizacji koncertu. Rockowe Live-act to dla wielu niesamowite przeżycie, atmosfera, i chwile, na które czeka się czasami bardzo długo. Niedzielny wieczór wyglądał następująco: cisza - Hey - cisza. Ludzie się zgromadzili, wystąpił bardzo dobry zespół, następnie zniknął w toni backstage’u i koniec na tym. Organizatorzy powinni pomyśleć o pewnej ciągłości tego typu imprez, o tym, że ludzie, którzy przychodzą na taki koncert, przychodzą po to, aby w pełni oddać się temu, co będzie ich dotyczyć bezpośrednio - muzyce, tekstom, atmosferze i znajomym, a nie świętowaniu obchodów dnia miasta. Taka jest prawda. Jeżeli już występuje taki zespół jak Hey, organizatorzy powinni pomyśleć o tym, żeby tą imprezę wydłużyć lub zacząć wcześniej - zapewnić suport - dwa, trzy zespoły, które swoim występem rozgrzałyby publiczność, zapewniły ciągłość imprezy, stymulująca zmysły, towarzyszącą tego typu koncertom otoczkę oraz atmosferę oczekiwania na to, co się wydarzy na końcu. Nie wyobrażam sobie, żeby np. Hetfield ze swoją watahą przyjechali, weszli, zagrali, zeszli, poszli. Cisza- półtorej godziny z Metallicą - cisza. Na takie koncerty czeka się długo, więc ludzie powinni otrzymać maximum. Przez dwa dni miasto otrzymało na tacy kilkunastogodzinny popis możliwości zespołów folkowych i żeglarskich, rozumiem. Ale jest też ta młoda część publiczności, która niekoniecznie taką muzykę wielbi.
     Po koncercie Hey czułem niedosyt, gdyż znakomita atmosfera i dobre samopoczucie zgromadzonych ludzi mogłyby być stworzone jeszcze przed występem Hey, dzięki kilku lokalnym kapelom, które przy okazji miałyby szanse pokazać się szerszej grupie publiczności. Wyobraźmy sobie, jaka byłaby więc wtedy atmosfera po gigu Hey. Rewelacja.
     Koncert był jednak udany, a to za sprawą samego scenicznego przedstawienia tej zasłużonej formacji. Mam nadzieję, że zobaczymy Kasię i chłopców ponownie w naszym mieście i to całkiem niedługo.
     

Orzeu
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama