Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 24-02-2018, imieniny Bogusza, Macieja
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Studniówki

Wiadomości

Na osiedlu

Społeczeństwo

Gospodarka

Sport

Kultura

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Zalew Wiślany nocą Zalew Wiślany nocą

Po premierze Czarnoksiężnika

Elbląg, Po premierze Czarnoksiężnika fot. nadesłane

Mijają dwa tygodnie od premiery spektaklu „Czarnoksiężnik z krainy Oz”. Jednym z wybranych poprzez casting tancerzy jest Paweł Jacewicz, sportowiec Elbląskiego Klubu Tańca „Jantar”. Mimo napiętego grafiku znalazł czas, by odpowiedzieć na kilka pytań.

Opinie po premierze są bardzo pozytywne. Najtrudniejsze za czy dopiero przed wami?
     
Chyba najtrudniejsze za nami, bo premiera dla każdego artysty jest wyjątkowym wyzwaniem i pierwszym sprawdzeniem wyników całej pracy. Wszystko jest nowe i nie ma jeszcze stałych nawyków, więc wiele może się przytrafić. Tym bardziej, że jest większy stres, a oczekiwania wszystkich widzów są wysokie. Czarnoksiężnik jest wymagającym spektaklem, dlatego trudu przy jego realizacji nie unikniemy. Trzeba wciąż być w formie, chociaż z każdym kolejnym spektaklem będzie przybywało pewności siebie we wszystkich wykonywanych choreografiach.
     
     Zaskoczyło was coś podczas premiery?
     
Na pewno zaskoczeniem była reakcja naszych najmłodszych widzów. Nie spodziewałem się, że np. podczas sceny „wroniastej”, aż tak się przestraszą lub podczas sceny „makowe pole” najciekawsze będą bańki mydlane, które pękając wywołają okrzyki i rozczarowanie u dzieci.
     
     Jakie było twoje samopoczucie przed pierwszym występem?
     
Samopoczucie było bardzo dobre. Nie opuszczał mnie dobry humor i pozytywne nastawienie. Chociaż do samego momentu premiery było czym się stresować, bo tym razem na scenie czekało dużo wyzwań, nie tylko tanecznych, ale zręcznościowych, które musiały wyjść w 100 procentach, jak np. podpinanie i odpinanie kogoś do lotów, oczywiście niewidzialne dla wszystkich.
     
     Przyznaj się - porównywałeś Czarnoksiężnika ze Skrzypkiem?
     
Sam byłem bardzo ciekawy przystępując do realizacji tego spektaklu, jak będzie w porównaniu ze Skrzypkiem. Na tym etapie już mogę powiedzieć, że jest zupełnie inaczej. Inny reżyser, choreograf, a przede wszystkim tematyka. Czarnoksiężnik – to bajka nastawiona na odbiór młodszych widzów. Atmosfera podczas prób jest inna. Często trzeba zagrać (ruch, kostium, śpiew) postacie fantastyczne lub zwierzęta. Choreografie są dynamiczne, jest wiele efektownych skoków, lotów. Właściwie nie ma miejsca na scenie, żeby mnie tam nie było. Jedyną wspólną rzeczą jest radość z tańczenia, grania i bycia na scenie. Nawet podczas prób, które nie zawsze są tak kolorowe, jak się może wydawać przy realizacji bajki.
     
     Wiem, że próby trwały do samej premiery.
     
Oczywiście. Tydzień przedpremierowy jest zazwyczaj najcięższy, tak było i tym razem. Do prób dochodziły kostiumy, ulepszenia choreograficzne, a więc kolejne zmiany do zapamiętania i wyćwiczenia. Podczas wcześniejszych prób, teatr był miejscem dziennych treningów później zmienił się w dom. Spędzałem tam większość czasu.
     
     Doświadczyliście „krytycznego momentu” podczas przygotowań?
     
Był taki okres, że każdy z nas tancerzy miał „coś”: a to zbite kolana, zwichniętą rękę, naciągnięte ścięgno, ale szybko się regenerowaliśmy i nie odpuszczaliśmy prób. Najcięższe były te pierwsze, kiedy trzeba było przyzwyczaić się do niecodziennego wysiłku. Później było już dobrze - codzienność. O zmianach choreografii już trochę mówiłem, było ich dużo, ale nie wynikają one z tego, że ich nie umieliśmy, czy nie wychodziły. Po prostu w głowach rodziły się nowe, lepsze pomysły i rozwiązania danych scen, więc nie mieliśmy na co czekać i zmienialiśmy.
     
     Jak godzisz studia i treningi?
     
Kiedy zaczęły się próby, na uczelni zacząłem być gościem. Pojawiałem się tam, by zaliczać zaległe i przyszłe kolokwia. Dzięki pomocy przyjaciół z grupy byłem na bieżąco z materiałem i uczyłem się w przerwach pomiędzy próbami lub w przypadku sesji nawet na próbach, kiedy nie było moich scen. Właściwie mogę powiedzieć, że pogodziłem studia i treningi, sesję mam już zaliczoną. Jestem bardzo szczęśliwy, że wszystko ułożyło się zgodnie z wcześniej założonym planem. Czuje się spełniony i dziękuje Temu z góry, że mi pomaga w spełnianiu marzeń i wypełnianiu codziennych obowiązków.
     
     A czego tym razem tobie życzyć?
     
Przede wszystkim uśmiechów u dzieci oglądających spektakl, braku kontuzji i kolejnych spektakli. Ostatnio życzenia się spełniły, dlatego teraz też jestem dobrej myśli.
     
     Na pewno się spełnią. Dziękuję za rozmowę.

Paulina Kowal, CSE Światowid
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama