Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 23-04-2018, imieniny Wojciecha, Jerzego
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Samozapłon czy brak wyobraźni? Samozapłon czy brak wyobraźni?

Po sezonie

Po każdym sezonie badań Starego Miasta archeolodzy mają przed sobą żmudny i niezbyt efektowny etap prac - dokumentację. Każda rzecz znaleziona w wykopie czy element architektoniczny są opisywane, znakowane i nanoszone na mapę terenu. A zabytki - nim trafią na wystawy - muszą przejść proces konserwacji.

Mimo że dla przeciętnego obserwatora to wyjątkowo nudne zajęcie, archeolodzy i rysownicy twierdzą, że jest wprost przeciwnie.
     - To, co odkrywamy latem w wykopach, pokazuje nam nowe oblicze - mówią. - Na spokojnie można wszystko obejrzeć. Można „ pokombinować”, do czego ta rzecz służyła, kto mógł być jej właścicielem, skąd np. luksusowe naczynie z południa Europy trafiło do kuchni elbląskiego kupca, kto przywiózł do nas gałkę muszkatułową z odległego kontynentu? To praca niemalże detektywistyczna, czasem bez rozstrzygnięcia zagadki. Do dziś przecież nie wiadomo, do kogo należał rudy warkocz znaleziony w latrynie. Albo - to z ostatnich tygodni - skąd pochodzi misternie wyrzeźbiona główka odkopana w pobliżu katedry. Albo - komu i do czego służył bęben windy towarowej, kiedy w tamtym czasie nie było w Elblągu murowanych budynków, a jedynie drewniana zabudowa? Do dziś nad wieloma zagadkami pracują specjaliści z wąskich dziedzin. Problem pojawia się wtedy, kiedy znalezisko jest jedyne w swoim rodzaju, niepodobne do tych już znanych. A takich na Starówce odkryto naprawdę wiele.
     Ciekawa jest też droga poszczególnych zabytków z wykopu na muzealną półkę. Np. przedmioty z drewna najpierw są myte, potem moczone w wodzie. Chodzi o to, by zabezpieczyć je przed wyschnięciem, bo to oznaczałoby ich zniszczenie.
     Podobnie jest z innymi znaleziskami pochodzenia organicznego, które po wyschnięciu rozpadłyby się na pył. Zatem do czasu konserwacji muszą być w wodzie. Potem są wywożone do Gdańska, gdzie w Muzeum Morskim jest znakomita pracownia konserwacji drewna: - Małe przedmioty są zamrażane, po to, by wydobyć z nich gromadzoną tam przez setki lat wodę. Zastępuje się ją środkami konserwującymi - tłumaczy archeolog Mirosław Marcinkowski. - Trwa to nawet rok, zależy to od wielkości i wartości zabytku.
     Duże drewniane skarby trafiają do Tczewa, bo z nimi sprawa jest bardziej skomplikowana i wymaga więcej czasu. W specjalnych tunelach drewno jest poddawane żmudnym zabiegom, w czasie których nasącza się je odpowiednimi chemikaliami. Czasem trzeba na to nawet dwóch lat.
     Wiele prac konserwatorskich wykonywanych jest także w elbląskim muzeum. Skórę - buty, paski, torebki - moczy się w środkach grzybobójczych, potem w glicerynie. Po wysuszeniu można pokazywać je światu.
     Najwięcej zabawy jest jednak z ceramiką i szkłem. Tylko w tym roku archeolodzy wykopali 15 tysięcy fragmentów mis, talerzy, filiżanek i nie wiadomo czego jeszcze. Każdy jest najpierw myty, katalogowany, a potem? - A potem jak z dziecięcymi puzzlami - śmieje się Grażyna Nawrolska. - Dopasowujemy, sklejamy i cieszymy się, jeśli wyjdzie coś całego. Lub prawie całego. Bardzo tę pracę wszyscy lubimy i każdy z nas zasiada do klejenia, jeśli tylko czas na to pozwala.
     Ale to nie wszystko. Zarówno Grażyna Nawrolska jak i Mirosław Marcinkowski zajmują się jeszcze pracą naukową. Piszą, jeżdżą na sympozja, mają odczyty i wykłady. I tak przez całą jesień i zimę, aż do wiosny. Bo przecież, jak zrobi się ciepło, trzeba wyjść w teren i rozpocząć nowy sezon badań.
     

Mira Stankiewicz - Telewizja Elbląska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Okulary przeciwsłoneczne GENNY
OKULARY PRZECIWSŁONECZNE,
Okulary korekcyjne CHRISTIAN LACROIX
Okulary korekcyjne EVA MINGE