Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 25-11-2017, imieniny Katarzyny, Erazma
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Pogoda nie ma znaczenia Pogoda nie ma znaczenia

Poligamia to nic złego

Elbląg, Poligamia to nic złego (fot. AD)
Rek

Spotkanie z Agnieszką Podolecką, autorką książki „Za głosem sangomy” upłynęło pod znakiem wykładu, przypominającego bardziej przewodnik po kulturze i obyczajach afrykańskich niż spotkanie literackie. W ubiegłym tygodniu w Bibliotece Elbląskiej podróżniczka opowiadała o kodzie zawartym w stroju, ale i nie tylko.

Asertywność w afrykańskim wydaniu
     
Jak wiadomo, żaden mężczyzna, niezależnie od kręgu kulturowego, w którym został wychowany – nie lubi słyszeć „nie”. Zuluski znalazły na to sposób. Kobiety wręczają bransoletkę chłopakowi, który się im podoba. Później potencjalny kandydat na męża z ojcem dziewczyny ustala „wykup”, żeby rodzina nie była „stratna”, gdyż kobieta w społeczeństwie postrzegana jest jako siła robocza – maszyna do wszystkiego. Dlatego cena musi być „wysoka” – standardowo wynosi 11 krów. Wysoka ze względu na to, że czasami ludzie żyją ze sobą latami, mają dzieci, ale dopiero po spłaceniu długu mogą wziąć ślub. W takim wypadku rozwód się nie opłaca, dlatego zastąpiono go wielożeństwem.
     U Zulusów znakiem rozpoznawalnym mężatki jest skórzany fartuszek od teściowej albo beret. W innych plemionach panuje zwyczaj noszenia obręczy na nogach, które stanowią zabezpieczenie przed ucieczką od męża. Obręcze usztywniają nogę od kostki do kolana, do tego stopnia, że kobiety nie mogą biegać.
     Jeżeli mężczyźnie znudzi się żona, to może „kupić” sobie następną. W taki oto sposób poligamia kwitnie, a mężczyźni mają nawet cztery żony. Na początku misjonarze potępiali tam wielożeństwo. Do czasu, gdy okazało się, że odbywa się to kosztem kobiet, które nie są w stanie przedłużyć doby, żeby podołać obowiązkom, jakie mężczyźni zrzucili na ich barki.
– Rola mężczyzny polega na tym, że pasie bydło. Wygląda to tak, że zwierzęta jedzą trawę, a mężczyźni rozmawiają o „ważnych sprawach”. W tym czasie kobiety budują chaty, chodzą po wodę, notorycznie są w ciąży, karmią piersią, uprawiają poletka i robią pamiątki dla turystów. Jedna kobieta nie byłaby w stanie podołać tym wszystkim obowiązkom. Dlatego mężczyźnie potrzebna są cztery żony. Wielożeństwo to zwyczaj, którego nie można zmieniać, bo w ten sposób wyrządziłoby się krzywdę kobietom – opowiada autorka „Za głosem sangomy”.
     Jak zauważyła Agnieszka Podolecka, afrykańskie kobiety są mniej wymagające i nie mają roszczeniowego podejścia do mężczyzn. Wychodzą z założenia, że „zadowolony będzie dla nich lepszy”. – To jest coś, o czym my w Europie zapominamy. One nie mają takiego stosunku jak my, że nam się należy, bo ja do licha przynoszę pensję, wychowuję dzieci i dlatego jadę na urlop do Egiptu – dodaje Podolecka.

 


     Afrykanin ma czas, Europejczyk – zegarek
     
– Europejczycy mają diamentowe zegarki, a Afrykanie mają czas. Wiecie, jakie to jest piękne uczucie, kiedy leży się pod palmą, podczas gdy tysiące kilometrów stąd ludzie wszędzie się spieszą. Najlepsze jest to poczucie, że świat się przecież nie zawali – rozmarzyła się podczas spotkania pisarka.
     Kategoria czasu jest szalenie ciekawą kwestią, gdyż teoretycznie wszyscy podlegamy tym samym prawom fizyki, co oznacza, że jesteśmy zależni od bezlitosnego czasu. Jednakże podczas rozmowy Europejczyka z Afrykaninem okaże się, że obaj będą mówili o zupełnie innych kategoriach.
     Jak wiadomo, „african time” rządzi się swoimi prawami. Jednak w konfrontacji z rzeczywistością w postaci europejskiego pracodawcy, siłą rzeczy dochodzi do konfliktów, zwłaszcza, kiedy pracownicy przychodzą do pracy z czterogodzinnym spóźnieniem i nie widzą w tym nic złego.
     To przypomina obrazek afrykańskiego autobusu, który nie ma rozkładu – odjeżdża dopiero wtedy, kiedy cały się zapełni, a ludzie czekają godzinami na odjazd. To jedna z niewielu rzeczy, których Europejczyk nie jest w stanie pojąć.
     
     Podziel się wrażeniami
     
– Spodziewałam się czegoś innego niż tylko opowiadania o slajdach, dlatego średnio oceniłabym to spotkanie – powiedziała najbardziej aktywna słuchaczka.
– To spotkanie okazało się, powiedzmy, przygodowo-turystyczne, zawierało ciekawostki z życia autorki, których właściwie nie potrzebowałem, przychodząc tutaj. Podejrzewam, że sporej ilości rzeczy, o których mówiła nie znajdę w tej książce – podsumował spotkanie jeden z uczestników.
     Każdy, kto przegapił to spotkanie, a chciałby dowiedzieć się czegoś więcej, zachęcam do wejścia na stronę www.podolecka.com, na której znajdziecie ciekawostki z podróży, galerie zdjęć, a także fragmenty książki „Za głosem sangomy”.
     

Agnieszka Jasionowska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama