Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 23-02-2018, imieniny Polikarpa, Romy
 
Rek

UWAGA!

Progressive Touchdown part I

Elbląg, Progressive Touchdown part I
Rek

Gitarowymi dźwiękami rozbrzmiały w miniony piątek (10 czerwca) gotyckie mury Galerii EL. Za odpowiednią dawkę nieszablonowych dźwięków odpowiadały elbląskie zespoły Spotless Mind i Insigne oraz toruński Crystal Lake. To pierwsze muzyczne przedsięwzięcie, które wspólnie zrealizowali undergroundowcy z ekipy Depression Town Crew oraz Stowarzyszenie Elbląg Europa – w ramach projektu Staromiejska Strefa Muzyczna. Cieszy, że zarówno organizacje pozarządowe, jak i władze miasta, angażują się w ożywienie elbląskiej starówki. Zobacz zdjęcia.

Trochę po godzinie 19 na scenie pojawili się muzycy Insigne. Zespół ten, znany mi do tej pory z nagrań studyjnych i występu w Radiu Pik, niewielu widziało na żywo. Stąd też była to znakomita sposobność, aby skonfrontować się z ich muzycznym dorobkiem. Rozpoczęli moim faworytem – „Gallery Retrospective part I”. Ten klawiszowy wstęp jest zwyczajnie znakomity, zapada w pamięć za pierwszym podejściem. Zaraz po nim wchodzi świetna melodyjna solówka i muzyka zaczyna się bujać. Utwory Insigne są pokręcone, mroczne, niekiedy wprowadzają niepokojącą, duszną atmosferę, innym razem atakują agresywnym riffem. W każdej chwili coś się dzieje. Uwagę zwraca frontman – Łukasz Pawluk – dość nietypowo, jak na tę rolę, odpowiadający za wokal i klawisze. A klawisze właśnie są jedną z najmocniejszych stron tej ekipy. Poza wspomnianym wyżej w czasie ich występu usłyszeliśmy m.in. „Circular Eclipse”, „Deep Water”, „Gallery Retrospective part II” czy najnowszy kawałek „I Will Be Your Shadow”. Długo musiałem czekać, aby zobaczyć Insigne na żywo, ale opłacało się, jest w tym zespole bardzo duży potencjał i bardzo jestem ciekaw, jak on się rozwinie w przyszłości.
     Występu Spotless Mind również wyczekiwałem z niecierpliwością. Po długiej przerwie w graniu na żywo – spowodowanej zmianami na posadzie wokalisty i szlifowaniem materiału – w końcu była okazja, aby zobaczyć, co z tego wynikło. Zaczęło się od dziwnych, elektronicznych dźwięków, potem klawiszowy pasaż, do którego dołącza gitara Muzyka. I jesteśmy w domu, piękny wstęp w iście progresywnym kanonie. No i w końcu pojawia się Ona – nowy nabytek – Maja Lidzińska w roli wokalistki. Dla tych, którzy znali wcześniejsze oblicze Spotlessów, zmiana jest oczywista. Zapewne jedni będą mówić, że Oskar był lepszy, a inni z radością przyjmą Maję. Ja należę zdecydowanie do tej drugiej grupy. W nowej odsłonie muzyka zespołu odżyła, wydostała się spod duszącej dominacji Oskarowych eksperymentów wokalnych. Stałą się dzięki temu bardziej spójna i przystępna. W końcu można się skupić zarówno na warstwie wokalnej, jak i muzycznej, które wreszcie tworzą niegryzącą się ze sobą całość. Maja ma kawał ciekawego głosu, a atutem zarówno jej, jak i zespołu, będzie pewna unikatowość – niezwykle rzadkim bowiem zjawiskiem w takiej muzyce jest damski wokal. Poza swoimi utworami (m.in. „Different Breed” czy „Wasteland”) zagrali na koniec cover Rush – „Tom Sawyer”. Sporless Mind podobnie jak Insigne ma potencjał, który może zaowocować, a im więcej będą grać na żywo, im więcej będą mieli ogrania, tym – przy takich chęciach – szybciej coś osiągną.
     Jako ostatni tego wieczoru zaprezentował się toruński Crystal Lake. Zespół w trackie przeobrażeń (zmiana nazwy na Logic Mess) tym razem bez wokalisty. Mimo absencji gardłowego muzyka torunian obroniła się sama. Przemyślane utwory, urozmaicone częstymi zmianami tempa i nastrojów, nie pozwalały się nudzić. Widać i słychać było duże ogranie i zgranie muzyków. Między utworami mogliśmy usłyszeć mówione (puszczone z płyty/samplera) wstawki, których celem było wprowadzenie w nastrój i przekaz kolejnych kawałków i które – wydaje mi się – dobrze współgrają ze zmienioną nazwą zespołu. Urozmaiceniem występu Crystal Lake były wizualizacje. Czy były one czymś szczególnym – tego bym nie powiedział. Były to zwyczajnie fragmenty jakichś hollywoodzkich produkcji, które nawet tam jakoś współgrały z muzyką, ale jednak można było pokusić się o stworzenie we współpracy z jakimś Vj’em czegoś autorskiego. No i trzeba oddać chłopakom, że zabrzmieli zdecydowanie najlepiej z występujących przed nami zespołów.
     To był wieczór, który warto było poświęcić na zjawienie się w Galerii EL. Żaden zespół nie zawiódł, a elbląskie grupy miały okazję przekonać malkontentów, że coś tam się jednak u nas gra i nawet ma to ręce i nogi. Choć lokalna mentalność jest taka, że i tak będzie źle, cokolwiek się nie dzieje. Cóż poradzić? Zwyczajnie, nie zwracać na to uwagi, szukać wartościowych dźwięków i zjawiać się na coraz częstszych koncertach, aby organizatorzy i zespoły utwierdzili się w przekonaniu, że warto.

Tomasz Sulich
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama