Wtorek 13-11-2018, imieniny Benedykta, Stanisława, Arkadego
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Wybory 2018

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Dary lasu 1 Dary lasu 1

Rok, który zmienił tak wiele

 
Elbląg, Rok, który zmienił tak wiele Od lewej: Mirosław Pęczak, Jerzy Jarniewicz, Piotr Szarota, Waldemar Kuligowski, Bartek Chaciński (fot. MS)
Rek

- Tym się rok 1967 różni od 1966 czy 1968, że możemy tu uchwycić moment, kiedy grający muzykę popularną, muzykę rozrywkową młodzi ludzi uświadomili sobie, że to, co robią jest sztuką – mówił Bartek Chaciński, dziennikarz, publicysta, szef działu kultury w tygodniku "Polityka". To on, wraz z innymi gośćmi 14. Letnich Ogrodów Polityki, nakreślał, czym właściwie był 1967 r. i jakie przyniósł skutki.

- Kultura obraca się wokół dwóch osi. Jedna zmierza ku porządkowi i regułom, a druga je "rozwala". Kontrkultura uwidacznia tę drugą tendencję – przypominał Mirosław Pęczak, który poprowadził panel dyskusyjny "Kontrkultury, rebelia, młodzież – pół wieku po sierż. Pieprzu" trzeciego dnia (2 czerwca) 14. Letnich Ogrodów Polityki.
     Jego uczestnicy opowiadali zebranym w Bibliotece Elbląskiej, dlaczego to właśnie 1967 r. był momentem przełomowym, granicą, cezurą. Jak mówiono: "to właśnie wtedy pierwsze pokolenie urodzone po wojnie uważało, że świat można zmienić za pomocą sztuki i miłości. Rok później takiego przekonania już nie było".
     - Jeżeli pada pytanie "Skąd ta rebelia?", "Przeciwko czemu ten bunt?", to można powiedzieć, że przeciwko wiktoriańskiej i pruderyjnej obyczajowości, gdzie "seks" jest słowem brzydkim i niewymawialnym. A z drugiej strony mamy absurdalną sytuację polityczną, która dotykała młodych i na którą młodzi nie wyrażali zgody – mówił Jerzy Jarniewicz, poeta, eseista, krytyk literacki, tłumacz, profesor nauk humanistycznych.
     Szczególną rolę grała również wojna w Wietnamie.
     - Dotykała ona każdego, młodego mężczyznę od 18 roku życia. I jeśli nie miał pieniędzy na to, by wykupić u znajomego lekarza zaświadczenia, że jest psychicznie chory, jeśli nie miał pieniędzy, by wyemigrować do Kanady, to czekała go podróż do Wietnamu. Przeciwko wojnie, która w oczach dużej części społeczeństwa amerykańskiego była wojną absurdalną, niezrozumiałą, a także taką, którą można było bezpośrednio śledzić w mass mediach, rodził się protest. A jednocześnie obecny był tu kolejny konflikt, który dopadał młodych ludzi: do 1966 r. w 17 stanach małżeństwa międzyrasowe były przestępstwem – wyjaśniał Jerzy Jarniewicz. - Kontrkultura w Ameryce zrodziła się z tego sprzeciwu wobec wykluczeniu. Studenci na początku lat 60. jeździli na południe Stanów Zjednoczonych, przekonywali Afroamerykanów, żeby rejestrowali się na listy wyborcze i nie bali się brać udziału w wyborach. Żeby korzystali z formalnie przyznanych praw. Ci studenci płacili za to życiem, popełniano masowe mordy.
     Waldemar Kuligowski, antropolog kultury z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, zwracał uwagę na fakt, że kontrkultura była zjawiskiem dotyczącym również i nas.
     - Działa się nie tylko w centrum, w Londynie, Paryżu, San Francisco, w Waszyngtonie, ale i w Warszawie, Pradze, Bukareszcie. To część naszej historii, ale mającej inne korzenie – opowiadał Waldemar Kuligowski. - Chciałbym przypomnieć jedno wydarzenie, które właściwie rzadko wiązane jest z kontrkulturą, a chyba niesłusznie. W Berlinie, czyli w stolicy NRD, w 1973 r. odbył się X Światowy Zjazd Młodzieży. I tak, jak był on ważnym wydarzeniem, gdy odbywał się Warszawie, tak samo był niezwykle ważnym wydarzeniem dla młodzieży NRD-owskiej. Nieliczne teksty, które się z tamtego czasu zachowały, mówią, że był to stan wyjątkowy. Nagle do zamkniętego, małego, zideologizowanego kraju przyjeżdża kilkadziesiąt tysięcy ludzi z całego świata. I co oni przywożą? Płyty i muzykę. Jest taki bardzo malowniczy opis, jak w samym centrum Berlina, pod wieżą telewizyjną, stoją niemieccy studenci i śpiewają piosenki Lennona oraz McCartneya, są wniebowzięci, a Służba Bezpieczeństwa nic nie może zrobić, bo to oficjalne święto i są reporterzy z zagranicy.
     Ten rok to również spore "zamieszanie" w kulturze.
     - Londyn w 1967 r. był tym magicznym miejscem, które ściągnęło ludzi z całego świata, również ze Stanów. To właśnie tam przyleciał Jimi Hendrix, żeby nagrać swoje pierwsze płyty. Pojawiali się tam ludzie z wielu miejsc, Antonioni zrobił tam "Powiększenie", Zeffirelli zaczął kręcić filmy, np. "Romeo i Julię", Kubrick – kolejny z tego "amerykańskiego desantu" – kończył "Odyseję kosmiczną" – mówił Piotr Szarota, psycholog, autor książki "Londyn 1967". - Działo się bardzo dużo, najwięcej w muzyce. To z jej powodu te lata 60. są najbardziej pamiętane, bo być może okazała się ona najmniej podatna na upływ czasu. Dla mnie ten rok '67 jest absolutnie fantastyczny.

  Fot. Michał Skroboszewski Fot. Michał Skroboszewski

- Tym się rok 1967 różnie od 1966 czy 1968, że możemy tu uchwycić moment, kiedy grający muzykę popularną, muzykę rozrywkową młodzi ludzi uświadomili sobie, że to, co robią jest sztuką. Jeśli spojrzymy na same okładki, na te dwa dzieła pop-artu – brytyjskie [płyta „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band” autorstwa Beatles'ów- red.] i amerykańskie [słynna biała okładka z żółtym bananem autorstwa Andy'ego Warhola, która ilustrowała debiutancki album The Velvet Underground - red.], to zobaczymy, że ci "grajkowie" rockandrollowi zaczynają wykorzystywać osiągnięcia sztuki awangardowej. I to też na tych dwóch płytach słychać. Dlatego są one takie ważne – mówił Bartek Chaciński, dziennikarz i publicysta, szef działu kultury w tygodniku "Polityka". - Velvet Underground jest zespołem wychowanym poprzez osobę Johna Cale'a, taką grupą, która chce "rozsadzać" świat muzyki. Skupioną wokół La Monte Younga, guru, a jednocześnie uznanego kompozytora, jednego z prekursorów minimalizmu. To on chce by jego utwory trwały wiecznie, żeby były one rozciągnięte w nieskończoność. Trochę dzięki niemu, trochę dzięki Tony'emu Conradowi, który był współzałożycielem grup poprzedzających The Velvet Underground, ta muzyka grupy jest dziwna. Ludzie jej nie kupują w pierwszym wydaniu, ona się nie sprzedaje. Jeśli natomiast mówimy o Sierżancie Pieprzu sytuacja jest inna. Beatlesi w sposób świadomy chcą korzystać z osiągnięć awangardy. Jak opisywał Mirek Pęczak na łamach "Polityki" robili to już na poprzedniej płycie. Wykonywali eksperymenty z taśmą, puszczali dźwięki od tyłu. Na tej płycie jest tego znacznie więcej. Jedną z ważniejszych osób, w którą są zapatrzeni jest obecny na tej okładce Karlheinz Stockhausen, czyli jedna z najwybitniejszych postaci awangardy muzycznej. Ta płyta [„Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band” - red.] jest ułożona w konsekwentny sposób, próbuje opisywać historię, może się to nie do końca udaje, ale taka próba została podjęta. Paul McCartney był ogarnięty największą obsesją, jeśli chodzi o Stockhausena, a John Lennon dopiero się poznaje z Yoko Ono i za chwilę zafascynuje się muzyką awangardową.
     Jak podkreślał Bartek Chaciński ten rok to również moment, w którym tworzy się kultura alternatywna.
     - Inne pojęcie, ale opisujące stosunek do pieniądza – mówił dziennikarz.
     Jak dodał „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band” wydobyła myśl wolnościową wśród swojego pokolenia i znakomicie się sprzedała. A jednocześnie doczekała się również krytyków i parodystów. Najbardziej znanym był Frank Zappa, który obśmiał Beatlesów na płycie "We're Only in It for the Money". 
     - W ten sposób zaczął się inny spór w obrębie tego pokolenia, który prowadził do podziału na tych, którzy będą przebijać się, walczyć, uznawać kategorie rynkowe i na tych, którzy będą je kontestować. I tworzyć drugi obieg, obieg kultury alternatywnej, wyśmiewać tych drugich – wyjaśniał Bartek Chaciński. - I to trwa w kulturze popularnej do dziś.
     


     Patronem medialnym 14. Ogrodów Polityki jest Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl
mw
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Torba z nadrukiem elbląskiej Starówki
Naszywki
Ręcznik z haftem
Naszywka HERB ELBLĄGA