Poniedziałek 25-06-2018, imieniny Wilhelma, Doroty
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Śpiewanie mnie wzrusza

 
Elbląg, Śpiewanie mnie wzrusza Stanisław Różański (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Stanisław Różański przez wiele lat uprawiał jogę i medytował. Dzięki temu stał się oazą spokoju. W pracy operuje koparką, a w Cantacie swoim pięknym głosem. Robi to już 15 lat!

Anna Kaniewska:- Przygodę z muzyką chóralną rozpoczął Pan w czwartej klasie szkoły podstawowej.
     Stanisław Różański: - Tak. Najpierw śpiewałem w chórze chłopięcym Pueri Cantores, który działał przy Katedrze Św. Mikołaja w Elblągu. Nie chciałem należeć do chóru! Rodzice mnie zmusili. Miałem problemy z mówieniem i śpiewanie miało wyeliminować moje jąkanie. W chórze panowały rządy twardej ręki (śmiech). Ksiądz pilnował dyscypliny. W przerwach pytał nas, jaką piosenkę chcemy zaśpiewać dla rozluźnienia. My chcieliśmy śpiewać „Widziałem Marynę raz we młynie" (śmiech), ale taki repertuar był nie do zaakceptowania. Należałem do tego chóru 4 lata.
     
     - A potem miał Pan przerwę od śpiewania?
     - Tak. Wtedy najważniejszy był dla mnie sport. Uprawiałem m.in kajakarstwo, żeglarstwo, łyżwiarstwo, narciarstwo, karate. Ćwiczyłem również jogę oraz medytowałem. To sprawiło, że stałem się innym człowiekiem. Na co dzień jestem operatorem koparki. Moi koledzy z pracy często mnie pytają: „Jak ty to robisz, że jesteś taki opanowany? My szybko się denerwujemy, musimy odreagować, poprzeklinać, a ty do wszystkiego podchodzisz ze stoickim spokojem”. Wtedy polecam im wspomnianą jogę i medytację (śmiech). Myślę, że chórzyści Cantaty również postrzegają mnie jako oazę spokoju.
     
     - Do Cantaty dołączył Pan w 1993 roku.

     - Dołączyłby wcześniej, ale przez dłuższy czas odwlekałem tę decyzję. Jestem w Cantacie od 1993 roku, ale miałam przerwę i przez pewien czas nie należałem do chóru. Uogólniając, śpiewam w Cantacie już 15 lat! Wraz z chórem zwiedziłem wiele krajów, m.in. Niemcy, Francję, Czechy, Litwę. Te wyjazdy wspominam najlepiej.
     
     - Tyle lat występuje Pan na scenie. Czy odczuwa Pan jeszcze stres przed każdym występem?

     - Niektórzy mówią, że są bardzo zestresowani. Ja podczas koncertu nie czuję stresu, tylko silne wzruszenie, które nierzadko sprawia, że chcę płakać.
     
     - Jak na Pana śpiewanie reagują najbliżsi? Czy na imprezach rodzinnych zabawia Pan towarzystwo swoim śpiewem?

     - Na imprezach rodzinnych wstydzę się śpiewać (śmiech). Chętnie śpiewam, gdy prowadzę samochód. Mimo, że mamy czerwiec, w moim aucie królują kolędy (śmiech). Moja rodzina bardzo mi kibicuje. Moje córki od dziecka przychodziły na koncerty Cantaty. Może to zainspirowało je, aby rozwijały się muzycznie, bo obie grają na flecie.
     
     

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym chóru Cantata

rozmawiała Anna Kaniewska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Krewetkarium
Artemia
ichtovit
Fretka