Piątek 22-06-2018, imieniny Pauliny, Tomasza
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Kanał z widokiem na ... "park" Kanał z widokiem na ... "park"

Staram się być szczęśliwym człowiekiem

 
Elbląg, Staram się być szczęśliwym człowiekiem Hubert Ostrowski (fot. Witold Sadowski)
Rek

Jest muzykiem do kwadratu albo jak kto woli do sześcianu, nie dość, że gra to jeszcze z  tego żyje. Lubi klasykę, ale i soul, jazz, funky, ostatnio miał "zajawkę" na Jamesa Browna, namiętnie słuchał BB Kinga. Kiedy słyszy Maksima Vengerova, również skrzypka, zastanawia się, jak to możliwe, że można aż tak grać. Poznajcie kolejnego muzyka Elbląskiej Orkiestry Kameralnej – Huberta Ostrowskiego.

Pochodzi z Pisza. O tym, że będzie grał zdecydowali rodzice, którzy zapisali go do szkoły muzycznej. Bardzo chciał tego tata, który prowadzi ognisko muzyczne i chór. Wsiadał więc w samochód, wsadzał do niego małego Huberta i woził na lekcje do Olsztyna. I tak co sobotę. To właśnie tam nieco już starszy Hubert mieszkał przez kilka kolejnych lat, to tam skończył gimnazjum oraz liceum, zarówno to muzyczne, jak i to "normalne". Później były studia w Gdańsku, a teraz praca w Elblągu, w Elbląskiej Orkiestrze Kameralnej.
     
     -Marta Wiloch: Czyli od zawsze były to skrzypce?
     - Hubert Ostrowski: Tak, chociaż rok temu podjąłem decyzję, że spróbuję swoich sił na altówce. Dostałem się na kolejne studia, właśnie jestem w trakcie ich kończenia. Dołożyłem sobie trochę pracy, bo wydawać by się mogło, że to podobne instrumenty, ale jest sporo różnic. Jest inny klucz i materiał, poza tym altówka ma inne brzmienie, a w orkiestrze jest również bardzo ważna. Przede mną ciężki okres, gramy dużo koncertów, więc ten dyplom pewnie trochę się przesunie, ale jak już wszystko dokończę to będę podwójnym magistrem. A co potem to zobaczymy.
     
     -Pochodzisz z Pisza, mieszkasz w Gdańsku, a pracujesz w Elblągu. Jak tu trafiłeś?
     - Studiowałem u Pana Pawła Kuklińskiego, który wiedział jak gram i na co mnie stać, w pewnym momencie zaczęły się tak zwane angaże. No i tak się to potoczyło, że pan Kukliński odeszedł, a ja zostałem. Później przyszedł pan Marek Moś, były przesłuchania po to, by wiedzieć kto jak gra. Dodatkowo moja dziewczyna – Ola - pochodzi z Elbląga, prowadzi altówki w orkiestrze, więc często tu bywam nie tylko zawodowo, ale i prywatnie.
     
     - Mój dobry kolega, Szymon Burnos, bardzo dobry pianista jazzowy, powiedział kiedyś, że żeby dobrze grać na pianinie wcale nie trzeba mieć długich palców, a nawet lepiej mieć krótkie, bo można szybko nimi przebierać. A jak jest z grą na skrzypcach? Ma to znaczenie, czy nie ma?
     - Oczywiście są jakieś książkowe wyznaczniki i mówi się, że na przykład piąty palec powinien być do połowy ostatniego paliczka czwartego palca, więc teoretycznie ja mam już za krótki, ale na skrzypcach grają wirtuozi, którzy mają bardzo różne dłonie i palce. Jeśli ktoś ma większą rękę łatwiej mu łapać większe odległości, z kolei w wyższych pozycjach te palce mogą mu się nie mieścić. Gdybyśmy spojrzeli na muzyków w orkiestrze to znajdziemy tyle różnych rąk, ile osób.
     
     - Czyli nie determinuje to tego, jak ktoś gra?
     - Nie, raczej ma to znaczenie w przypadku, kiedy jest się dzieckiem. Wtedy ten, który ręce ogląda mówi "O, te rączki będą dobre na skrzypce, a tamte na fortepian". Budowa ręki sporo ułatwia, ale to nie jest tak, że przez to ktoś nie może grać.
     
     - Praca muzyka nie jest taką standardową pracą. Więc jak to jest – wychodzisz na scenę i czujesz, że jesteś w pracy, myślisz sobie "o matko, jestem w robocie, muszę grać", czy jest to za każdym razem wczuwanie się w dany koncert, dużo emocji?
     - Nasz zawód jest bardzo specyficzny, grę zaczyna się najpóźniej w wieku siedmiu lat. Całe nasze życie wygląda inaczej, kiedy inne dzieci odrobią lekcje i mają wolne, my musimy ćwiczyć. Od początku musimy być nastawieni na to, czy chcemy na tych skrzypcach grać. Tak jak prawnik albo lekarz swój zawód może wybrać w liceum, tak dla nas to już zdecydowanie za późno. Wtedy pozostaje nam raczej hobbystyczne podejście do muzyki. Oczywiście jak wszędzie zdarzają się wyjątki, ale to dotyka wybitnych osobowości. Większość z nas bardzo lubi swoją pracę, każdy wychodzi i gra, bo jest to nasza pasja, a że przy okazji jest to praca...

  fot. Witold Sadowski fot. Witold Sadowski


     - To tylko pogratulować takiego połączenia...

     - Ale to nie jest tylko tak, że gramy koncerty, mamy próby i wolne. Oprócz tego każdy muzyk musi ćwiczyć w domu, nauczyć się swojej partii, czasami dostajemy je dwa dni przed koncertem, czasami tydzień, a czasami miesiąc przed. Trzeba się przygotować, a potem pracuje się z dyrygentem. Poza tym to też nie jest tak, że skoro skończyliśmy studia to już wszystko umiemy. Nie, nie. Warsztat trzeba cały czas doskonalić. Jeśli skrzypce odłoży się na dwa tygodnie, na przykład podczas urlopu na wakacjach, to trzeba się liczyć z tym, że palce są sztywne, a formę trzeba będzie odbudować. Rękę znów musi się przyzwyczaić. To nie jest tak, że pracujemy od godz. 9 do 13, przez 15 dni w tygodniu.
     
     - Czy muzyka poważna jest poważna?
     - To zależy. My gramy Mozarta i potrafimy się przy tym doskonale bawić, a razem z nami ci bardziej wytrawni słuchacze. Jest bardzo dużo utworów, które nawet przeciętnemu słuchaczowi nie wydają się nudne.
     
     - Skrzypce skrzypcami, ale przecież Ty jesteś żeglarzem!

     - To prawda. Dla mnie pływanie to coś pięknego, wsiada się na żaglówkę na tydzień, wyłącza telefon, nikt nie wie która jest godzina i jaki dzień tygodnia, piękna pogoda, przyroda...Jak tylko jestem w Piszu i są znajomi to zawsze staram się popływać. Lubię też jeździć na nartach, kiedyś jeździłem z rodzicami, teraz jest trochę trudniej, już nie mam ferii zimowych (śmiech). Lubię też narciarstwo biegowe, mam motocykl, lubię też biegać, ostatnio do tego wróciłem.
     
     - Co uważasz za swój największy sukces?
     - Staram się tak żyć, żeby być szczęśliwym człowiekiem i chyba na razie mi to wychodzi. Nie wyobrażam sobie życia bez innych ludzi, moich znajomych, rodziny. Wystarczy mi, że mam ich wokół, moją Olę i mógłbym mieszkać nawet na Alasce.
     


     Patronem medialnym EOK jest Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl
     
     

,
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Polar z haftem
POLO z HAFTEM
Ręcznik z haftem
T-shirt biały z Twoim nadrukiem DTG PROMOCJA