Piątek 16-11-2018, imieniny Małgorzaty, Gertrudy
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Sztuka poruszyła ulice

Elbląg, Sztuka poruszyła ulice Tworzenie obrazów na murach było sporym wyzwaniem organizacyjnym.

Kilkudziesięciu artystów, dziesiątki litrów farby, dwóch potencjalnie kucających narkomanów, jedna interwencja policji – trudno jest zamknąć trzy dni elbląskiego Street Artu w liczbach. Specyficzną cechą sztuki tworzonej na ulicy jest to, że już w trakcie powstawania dzieła następuje interakcja z widzem. Spójrzmy na imprezę, która odbyła się w dniach 1–3 maja, oczami uczestnika wydarzeń – Adama Kożuchowskiego.

Za nami druga edycja Street Artu w Elblągu. Przez trzy dni pięćdziesięcioro czworo uczestników imprezy – artystów, organizatorów i uczniów Liceum Plastycznego w Gronowie Górnym – ingerowało w miejską przestrzeń farbami, sprayem, cementem i własnym ciałem. Drugi raz to chyba jeszcze nie tradycja, ale z pewnością krok w stronę oswojenia miasta ze sztuką ulicy, która chciałaby towarzyszyć swoim odbiorcom na co dzień, a nie tylko od święta i po wykupieniu biletu, czego większość ludzi nie robi albo wcale, albo robi bardzo rzadko.
     Wielkie miasta do street artu zdążyły się już przyzwyczaić. Do Elbląga ściągnęli go Aleksandra Matulewicz z LP w Gronowie Górnym i Wojtek Koykos trochę dlatego, że sami się sztuką zajmują, a trochę z podszytego zazdrością wobec metropolii lokalnego patriotyzmu: żeby było tak, jak w Warszawie, Łodzi albo Gdańsku. Street art jest spontaniczny, tani i nie wymaga ani wielkich nazwisk, ani oswojonej z artystyczną modą publiczności. Może tylko trochę tolerancji i ciekawości świata. Poza tym podobna impreza w wielkim mieście mogłaby objąć kilka ulic albo jedną dzielnicę, natomiast ta zorganizowana przez Matulewicz i Koykosa pod patronatem Centrum Spotkań Europejskich Światowid rozlała się praktycznie na cały Elbląg.
     Pod Katedrą Filip Gawiliński i jego uczniowie z LP w Gronowie wystawili żywe obrazy: „Damę z łasiczką”, „Lekcję anatomii dr. Tulpa” i „Portret małżonków Arnolfinich”. W parku Mickiewicza powstało kilkanaście murali i niewielka rzeźba pomysłu Wojtka Linkiewicza z LP w Gronowie, wykonana pod kierunkiem Zbigniewa Chrostka. W centrum na ścianach kamienic malowali Adam X z grupy Masmix i Krzysztof Wróblewski. Skwer przed pomnikiem ofiar Grudnia 70’ pokryły chodnikowe iluzje uczennic Dominiki Lewickiej i Romy Jaruszewskiej. Podążając trasą gry miejskiej, zorganizowanej przez Dagmarę Janik i Martę Karaś, można było zwiedzić pół miasta.
     Wszystkie te miejsca Ola Matulewicz w trakcie trzech dni imprezy objechała busem kierowanym przez stoickiego pana Stasia kilkadziesiąt razy. Trzeba było porozwozić na miejsce artystów oraz sprzęt do malowania, rysowania, rzeźbienia i happeningów, a potem jeszcze zabierać twórców na obiad, a czasem też na siusiu. Oczywiście artyści okazali się najbardziej oporni: chaotyczni, zapominalscy i niepunktualni. Nic dziwnego, że Matulewicz narzeka na chaos – w końcu jest tu szefem – ale też natychmiast zastrzega, że w gruncie rzeczy najbardziej lubi właśnie obserwować proces twórczy, organizować pracę artystów.
     Twórczy bałagan obserwowali też przechodnie, stali lokatorzy parkowych ławeczek, właściciele piesków i młodzi rodzice. Różnie z tym bywało: naturalnie najbardziej podobało się dzieciom, które bez żenady prosiły o pożyczenie farb i sprayów, żeby obok pracowicie tworzonych przez trzy dni murali w pięć minut domalować kilka liter lub ludzika.
     Na wygląd polskich miast, zwłaszcza tych mniejszych, narzekają wszyscy. Na zaniedbanie, na brud, szarzyznę i odpadający tynk. Na to, że przykro na nie patrzeć i smutno po nich chodzić. Street art ożywia tę przestrzeń i wypełnia ją czymś innym, choć czasem prowokującym. Ten aspekt z pewnością trafia do przekonania wielu mieszkańców, choć dla niektórych sztuka na chodniku to wciąż po prostu bohomazy – także dla tych, którzy natknęli się na malujących na murach w trakcie tegorocznego Street Artu w Elblągu. Czasem bywa nawet niebezpiecznie: przeciw jednej z opiekunek uczennic LO w Gronowie, które skwer przed pomnikiem ofiar Grudnia 70’ pokrywały kolorową „chodnikową iluzją” zbulwersowany przechodzień wezwał policję. Natomiast pan przyglądający się z ławki pracy uczniów Zbigniewa Chrostka nad rzeźbą w parku Mickiewicza po kilku godzinach przestraszył się, że w miejscu, gdzie rzeźba powstawała zbierają się okoliczni narkomani i teraz będą się mogli za nią chować. Nauczyciel bał się raczej, że uczniowie po prostu nie poradzą sobie z pracą, w końcu on sam, artysta z wieloletnim stażem, miał problemy z proporcjami składników do zaprawy murarskiej. Ale poradzili sobie i powstało dzieło, za którym od biedy mogą kucnąć sobie ze dwie chude osoby.
     Póki co, kolorowe ryby na skwerze przed pomnikiem ocalały, i to mimo interwencji policji. Ale już z pozostałościami po zeszłorocznej edycji Street Artu bywa różnie. Karolina Siwilewicz narzeka, że po jej muralu z poprzedniego roku nie zostało prawie nic: trochę odpadło wraz z tynkiem, a trochę zamalowali graficiarze. Zresztą już po pierwszym dniu tegorocznego malowania w parku Mickiewicza okoliczni kibice żalili się, że artyści zamalowali kilka ich haseł i obiecywali zemstę.
     Adam X, który pokrywał ścianę kamienicy w centrum swoją „Marchewką z groszkiem” tak długo, aż skończyła mu się zielona farba (wbrew pozorom – to ta od groszku), widzi też inne niebezpieczeństwo. Przybrało ono postać ojca bawiącego się nieopodal pracującego artysty kilkulatka, który na pytanie synka „A co ten pan maluje?” odparł pewnym tonem: „Nic nie maluje. Zamalowywuje graffiti”. Adam X wolałby, żeby street art nie kojarzył się ludziom z akcją porządkowania zanidebanej przestrzeni, tylko ze sztuką, która z porządkiem i czystością niewiele ma wspólnego. Jego zdaniem street art powinien pozostać brudny i spontaniczny, a nie dekoracyjny.
     Niewątpliwie, w wielu miastach street art przeszedł taką właśnie ewolucję: od artystycznej partyzantki miejskiej do mniej lub bardziej lukratywnych, reprezentacyjnych, wielkoformatowych i dekoracyjnych dzieł na zamówienie samorządów i instytucji. Jaki będzie w Elblągu, to zależy od kolejnych edycji.
Adam Kożuchowski
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Podpis elektroniczny zestaw na 1 rok (bez czytnika)
Czytnik kart kryptograficznych Mini
Domena funkcyjna .com.pl
Czytnik kart kryptograficznych