Środa 21-11-2018, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Listopadowe maliny Listopadowe maliny

To była ciężka robota, ale i zabawa

 
Elbląg, To była ciężka robota, ale i zabawa Marcin Sosnowski ma sentyment do rzeźby autorstwa swojego ojca, Kajetana (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

- Robotnicy zaangażowali się w pracę zupełnie inną niż produkcja śrub okrętowych, a artyści mieli rzadką w tamtych czasach możliwość dysponowania środkami, więc mogli puścić wodze wyobraźni i zrealizować rzeczy, które w innym miejscu byłyby niemożliwe. To, co powstało wówczas i zostało do dziś w Elblągu jest czymś nadzwyczajnym – o Biennale Form Przestrzennych z roku 1965 mówi Marcin Sosnowski, aktor i reżyser teatralny, syn Kajetana Sosnowskiego, którego rzeźba stoi przy al. Tysiąclecia.

W przewodniku po formach przestrzennych Jarosław Denisiuk tak opisuje, jak doszło do organizacji I Biennale: „Koncepcja biennale narodziła się pomiędzy środowiskiem elbląskich działaczy, artystami i inżynierami skupionymi wokół Galerii EL a artystami zgrupowanymi w Klubie Krzywego Koła: Marianem Boguszem, Kajetanem Sosnowskim i współpracującymi z nimi Henrykiem Stażewskim i Stefanem Gierowskim. Aktywna rola Bogusza, stapiająca środowisko ówczesnej awangardy, a także szerokie kontakty towarzyskie każą widzieć w nim realnego współtwórcę ideowego programu Biennale. Zapleczem, jakie wnosił Elbląg, były nie tylko doskonałe kontakty z administracją lokalną; wszak Gerard Kwiatkowski był wówczas członkiem Rad Narodowych, ale też z Zakładami Mechanicznymi ZAMECH, skąd wywodzili się członkowie-założyciele Galerii EL i Klubu Inteligencji Twórczej Czerwona Oberża. Decydująca dla zorganizowania I Biennale Form Przestrzennych stała się możliwość oparcia działań artystycznych o mecenat, pomoc techniczną i materiałową ZAMECHU”.
     
     - Był Pan dzieckiem, gdy ojciec, Kajetan Sosnowski, przyjechał do Elbląga, by z innymi artystami tworzyć sztukę w przestrzeni miejskiej.
     Marcin Sosnowski, aktor i reżyser teatralny: - Pamiętam, że ojciec wtedy bardzo dużo czasu spędzał w Elblągu. On i cała grupa artystów, którzy zajmowali się sztuką nowoczesną. Trzeba przypomnieć, że byliśmy wtedy po okresie socrealizmu i ta sztuka była trudna i kontrowersyjna dla komunistycznych decydentów, którzy przekazywali środki albo ich nie przekazywali na to, by ona się rozwijała. W Elblągu Gerard Kwiatkowski przekonał tych ludzi, by dali „zielone światło” na tego typu inicjatywę. W innej sytuacji można by było robić sobie w pracowni rzeczy niewystawialne i niesprzedawalne. A tu się udało. Powstała Galeria EL, ale i duże znaczenie miała współpraca z wielkim wówczas Zamechem, który oddał do dyspozycji artystów swoje siły produkcyjne, by uliczną, przestrzenną sztukę wyprodukować.
     Z tego, co pamiętam, robotnicy zaangażowali się w tę robotę, zupełnie inną niż produkcja śrub okrętowych. Z kolei artyści mieli rzadką w tamtych czasach możliwość dysponowania środkami więc mogli puścić wodze wyobraźni i zrealizować rzeczy, które w innym miejscu byłyby niemożliwe. To, co powstało wówczas i zostało do dziś w Elblągu jest czymś nadzwyczajnym. Miasto powinno być dumne, że te rzeźby stoją, że są w dobrym stanie, że Galeria EL istnieje i jest w ważnym miejscu na mapie galerii w Polsce. I, że był taki ktoś, jak Gerard Kwiatkowski. Fantastyczny, ciepły facet, który miał siłę przekonywania i namówił komunistów na danie „zielonego światła” artystom.
     
     - A różnie to w tamtych czasach bywało...
     - Kiedyś ojciec miał wystawę z Romanem Opałką. Sam wystawiał swoje pierwsze szyte obrazy, a Opałka pierwsze obrazy numeryczne. Opałka - teraz światowej sławy nazwisko. Było to w Galerii Boguckich, mieszczącej się na tyłach Teatru Wielkiego w Warszawie. Wystawę zdjęto jako niezrozumiałą. I było to już po biennale w Elblągu.
     
     - Pozostają jednak i fajne wspomnienia z tamtych szarych czasów.
     - To są takie momenty, podkreślam momenty PRL-owskie, które wspomina się z nostalgią i rozrzewnieniem. Ustrój był okropny, ale mieliśmy Studio 2, Kabaret Starszych Panów. Czasy się zmieniły, publiczność jest inna i te realizacje teraz nie miałyby prawa bytu. Ale wspominam je jako pozytywne, które pokazały, że ten cholerny socjalizm może mieć pogodną twarz. Z drugiej strony zdejmowali wystawy, ojca wywalili z miesięcznika „Poezja”, gdzie zajmował się stroną plastyczną. Z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej zamieścił bowiem awangardę radziecką i cały nakład poszedł na przemiał, a ojciec wylądował na bruku.
     
     - Jednak, paradoksalnie, im gorzej, im bardziej szaro na zewnątrz, tym dla artystów lepiej.
     - Coś jest na rzeczy. Czy dla artystów lepiej to jest dyskusyjne, bo dochodzi aspekt ekonomiczny. Natomiast efekt ich pracy artystycznej jest lepszy. Trudności powodują, że trzeba zmusić się do większej aktywności i zaangażowania.
     
     - Czy za czasów Biennale, gdy Kajetan Sosnowski pracował w Elblągu, również i Pan tu bywał?

     - Bywaliśmy przejazdem, bo Zamech, poza tym, że gościł artystów, fundował nam wczasy (śmiech). Rodziny więc też miały z tego wydarzenia frajdę. Oni tu w Elblągu pracowali, a my kąpaliśmy się w morzu w Krynicy Morskiej. Było super. Oni (artyści) zasuwali i prowadzili życie, które trzeba było oddzielić od rodzinnego. Zajmowali się sztuką w sposób absolutnie poważny, ale mieli też z tego dużo zabawy (śmiech). To było wspaniałe doświadczenie dla wszystkich.
     
     - Jest Pan aktorem i reżyserem. Czy to, że Pana ojciec był artystą wpłynęło na wybór takiej drogi życiowej?
     - Pewnie tak, przecież nie mogę tego wykreślić z życiorysu. Moja mama była z kolei krytykiem literackim więc u nas w domu były i obrazy, i książki, co sprawiło, że byłem trochę bardziej obeznany w literaturze i sztuce niż moi rówieśnicy. Dwójka mojego rodzeństwa to matematycy, ale ojciec zajmował się sztuką geometryczną i w związku z tym matematyka była jedną z dziedzin, którą się pasjonował. No i muzyka. Był melomanem, sam w młodości grał na wiolonczeli, a związki matematyki z muzyką są oczywiste.
     
     - Ma Pan sentyment do rzeźby ojca, która stoi w Elblągu przy al. Tysiąclecia?

     - Oczywiście, bo mam sentyment do ojca. Pamiętam, że były z tymi rzeźbami kłopoty. Szeregowy odbiorca sztuki nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, ile szkiców, makiet musi powstać zanim finalne dzieło ujrzy światło dzienne. Ich (artystów) podejścia były wielokrotne, próby nieudane. To była ciężka robota, oprócz tej fantastycznej atmosfery, którą mieli dzięki Gerardowi i opiece Zamechu oraz miasta.
     Fajne jest to, jak widzę te formy zaopiekowane, podmalowane. To jest wizytówka miasta. Gdy przyjechałem na jubileusz 50-lecia I Biennale Form Przestrzennych było miło. Spotkałem ludzi, którzy dużo lepiej ode mnie pamiętają tamte czasy, bo to były czasy ich młodości. Od Jerzego Wojewskiego dostałem fotografię samochodu mojego ojca – to był sportowy kabriolet z 1934 r. - na której widać też naszego psa. Nie miałem takiego zdjęcia w swoich zbiorach.
     
     
     * Marcin Sosnowski (ur. 26 lipca 1952 w Warszawie) – polski reżyser, aktor teatralny, filmowy i dubbingowy. W 1970 r. ukończył PWST w Krakowie. Rok później, laureat nagrody Złotego Ekranu w kategorii: program rozrywkowy za „Spotkania z Balladą”. W Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu wyreżyserował spektakl muzyczny "Nie wszystko czerwone - Wysocki, Okudżawa". Premiera odbyła się we wrześniu 2016 r.
     
     *Kajetan Sosnowski (ur. w 1913- 1987) - polski artysta malarz. Znany przede wszystkim ze swoich prac malarskich tworzonych w okresie działalności Grupy 55. Uprawiał także rysunek i - choć rzadko - rzeźbę. Aktywnie działał w Galerii Krzywe Koło aż do jej przekształcenia w Galerię Współczesną. W Elblągu był jednym z inicjatorów biennale form przestrzennych. Kompozycja tego autora stoi przy al. Tysiąclecia. Pierwotnie składała się z trzech sześciennych elementów. Do dziś zachował się tylko jeden. Artysta w kompozycji przestrzennej wyznaczył ramą konstrukcję sześcianu, wewnątrz zaś umieścił przycięte odpowiednio blachy, które sugerują istnienie wewnątrz kształtu kuli.

rozmawiała Agata Janik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Obraz na płótnie
Fototapety przestrzenne
Fototapety dziecięce
Fototapety dziecięce