Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 20-01-2018, imieniny Fabiana, Sebastiana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Tu już nie wejdziesz... Tu już nie wejdziesz...

Vader - Wojna Błyskawiczna 2006

Elbląg, Vader - Wojna Błyskawiczna 2006

17 września rozpoczęła się europejska trasa koncertowa kultowej już formacji metalowej Vader, sygnowana nazwą Blitzkrieg IV. Jej pierwsza, polska część, obejmująca 11 występów, wsparta została przez weteranów elbląskiej sceny alternatywnej - Traumę, oraz podwarszawską Vesanię i tczewski Azarath. My mogliśmy uczestniczyć w jednym z tych koncertów, który odbył się pod koniec września w gdyńskim klubie Ucho.

Blitzkrieg to termin oznaczający doktrynę militarną, której fundamenty wyłożył w sztabie armii jego cesarskiej mości, jeszcze przed 1914 rokiem, niemiecki generał Alfred Von Schlieffen. Działania zbrojne prowadzone w jej myśl polegać miały na zmasowanych, szybkich i zdecydowanych ruchach wojsk, mających na celu dwustronne okrążenie, a następnie wyeliminowanie sił wroga. Kolejny etap ewolucji tej myśli przedstawił w wydanej w 1937 roku książce pt. „Achtung- Panzer!”, niemiecki generał i teoretyk wojskowości Heinz Guderian. Opierając się na doświadczeniach minionej wojny oraz technologii sprzyjającej rozwojowi mobilnych jednostek pancernych i nowoczesnego lotnictwa, przyczynił się do sformułowania teorii „Wojny Błyskawicznej”, a tym samym do początkowych sukcesów militarnych III Rzeszy w latach 1939-1941.
     Współcześnie, w erze post-mordernizmu, w której nieobce są człowiekowi negatywne, mollowe emocje lat przeszłych oraz lęk przed zideologizowaną, polityczną formą napędu życia społeczno-politycznego, w stołecznym mieście Warmii i Mazur - Olsztynie, dokładnie w roku 1983, miały miejsce narodziny nowej machiny wojennej, myśli i formy prowadzenia kampanii, dalekich od wymierzania siłą ram bytu w postaci linii geograficznych określających granice. Karabin zamieniła na sześciostrunowe monstra, huk dział na nuty, a siłę i dynamikę zagonów pancernych na znakomity materiał, który od lat wzbudza szacunek i uznanie, uśmiercając, ale drogą niesamowitej przyjemności. Zrodziła siłę, która podbiła serca w wielu najbardziej odległych zakątkach świata. Zrodziła dźwięki, które w „kraju kwitnącej wiśni” zatarły polską muzyczną przestrzeń dzielącą Chopina i współczesność. Jej imię to Vader.
     Tegoroczna kampania Vader, oznaczona kryptonimem Blitzkrieg IV, została podzielona na kilka części i odbywa się przy współudziale zarówno polskich, jak i zagranicznych jednostek. Od 17 do 27 września miała miejsce jej polska część, którą na scenie wspierały rodzime zespoły - Vesania, Azarath, Trauma. Kolejna część ofensywy rozpoczęła się 28 września w Berlinie, otwierając europejskie tournee obejmujące takie kraje jak Niemcy, Belgia, Francja, Szwajcaria, Hiszpania, Portugalia, Włochy, Austria, Holandia, Wielka Brytania, Szkocja, Irlandia, Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Czechy, Węgry, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Grecja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Serbia. Myślę więc, że nazwa Blitzkrieg nie jest tu użyta przypadkiem. Do tego jeszcze wrócę.
     Osobiście miałem okazję uczestniczyć w jednej z tych batalii, która odbyła się w klubie Ucho, na obrzeżach miasta Gdynia. Zespołem, który wystrzelił salwę jako pierwszy po moim przyjeździe (który nastąpił trochę późno, przez co ominęło mnie spotkanie z Vesanią), był tczewski Azarath. Kwartet, który zasila swoją techniką pochodzący z Behemoth, Witchmaster oraz Damnation - bębniarz Inferno, grający niegdyś w Yattering bałałajarz Trufel oraz gitarzysta Damnation Bart, wsparty dodatkowo basem oraz działającym na pierwszej linii wokalem Bruna, wystawił tego wieczoru najcięższe haubice, które wywołały powszechne „decapitatio” na podscenicznym targu. Bardzo zgrabny dobór słów przez frontmana grupy, który w tej bardziej łagodnej formie układał wyrażenie: „moi kochani, to nie są rekolekcje. Bawcie się i radujcie...”, zachęciły dużą część publiczności do aktów tanecznych, charakterystycznych dla tego rodzaju muzykowania. Nienaganna technika gry, pulsujące, szybkie tempa oraz bardzo dobry, przypominający momentami przeklęty cwał głosu Bentona z Deicide w wykonaniu Bruna, w zupełności mnie przekonał i utwierdził w przekonaniu, że jest to zdecydowanie najbardziej bluźnierczy i bezwzględny akcent tego dnia. Formacja zaprezentowała nam utwory z krążków „Demon Seed”, Infernal Blasting” oraz najnowszego materiału „Impious Evil”, którego wszystkim zwolennikom solidnych, Death-metalowych, zbratanych z black metalową diabelską powłoką uderzeń, serdecznie polecam.
     Zaraz po Azarath swoją falangę ustawiła elbląska Trauma. Widok plakatów informujących o trasie, oraz szamocącego się gdzieś pod nazwą naczelnego wodza objazdówki (Vader), małego logo elbląskich wieszczy Death-metalu, zdecydowanie mnie zadowolił, ale jednocześnie nasunął jeden zastanawiający wątek. Otóż Trauma to zespół, który powstał w naszym kraju pod koniec lat 80. i zbiegiem lat, materializując swoją pracę i twórczość w postaci dziewięciu zarejestrowanych materiałów, przecierał szlaki, zasługując się znacznie naszej scenie, zapewniając jej progresywność. Trauma grała u boku wielu dobrych składów, takich jak Morbid Angel, Tiamat, Dies Irae, Vader, Monstrosity czy Krabathor. Jednak użyte w tym przypadku stwierdzenie „u boku” jest tu bardzo mocno zaakcentowane, i szczerze dziwi mnie, że logo zespołu, dysponującego tak zaawansowaną techniką, bardzo dobrymi muzykami, bardzo indywidualnym warsztatem, nie jest rozpisywane na przestrzeni geograficznej plakatów koncertowych taką samą wielkością czcionki jak chociażby Vader. Znakomity zespół zostaje, jak w przypadku tejże trasy, wsparty drugim znakomitym zespołem, który powinien zdecydowanie sam kończyć koncerty swoich tras koncertowych, a supporty ograniczać do przyjezdnych zza granicy masowych spędów na stadionach, jak chociażby tych z udziałem przykładnych ojców abstynencji - Metalliki. Trauma powinna mieć taki sam wielki bukiet uznania jak Vader, ale, niestety, jest inaczej, zawsze zostaje w tle. I ciężko mi powiedzieć, czym to może być spowodowane. Może brak wśród Traumiarzy jakiegoś silnego środka, stałego ideologicznego akcentu, który tworzyłby frontman, jak w przypadku Petera (Vader) czy Nergala (Behemoth). Masowy zachwyt w dużej mierze wynikać może więc z kultu jednostki, magii autorytetu, silnej dyktatury słowa. Niemniej jednak koncert Traumy na Blitzkrieg IV był bardzo udany i podkreślił stanowisko tego zespołu jako jednej z najważniejszych pozycji muzyki metalowej w naszym kraju. Po raz pierwszy od czasu odejścia Chudego w czerwcu tego roku mogliśmy zobaczyć nowego wokalistę składu - Roberta Jarymowicza. Na pierwszy rzut oka jego sylwetka oraz zachowanie w trakcie scenicznego aktu narzuca na myśl maniery Krzysia z Cannibal Corpse, a wokal natężony i silny, wydaje się być bardziej napełniony „dołami” niż głos Chudego. Wizualnie Trauma prezentuje się bardzo dobrze, przypominając nam dobre czasy Obituary, Suffocation czy wspomnianego Cannibal Corpse. Muzycy przekonują swoją postawą, ruchami i mimiką, zarówno dynamiką, jak i powagą. Widać, że nie jest to kajtkujący zespół, a raczej obraz tego, co w Death-metalu najlepsze - precyzji i siły wypływającej z każdego dźwięku. Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną, to nie ma sensu szukać tutaj porównań i podobieństw. Jest to po prostu Trauma i trzeba się przyzwyczaić, że za każdym razem dostawać będziemy łomot od hybrydy Trash-metalowej agresji i Death-metalowego zagęszczenia dźwięków. Trauma zaprezentowała utwory przeważnie pochodzące z najnowszych płyt, począwszy od „Suffocation in Slumber”. Warto dodać, że szeregi elblążan zasilił przeuroczy Dino - znany chociażby z takich składów jak Devilyn czy Spinal Cord. Jedyne zastrzeżenie można mieć tutaj do nagłośnienia, ale o tym później. „5” do dziennika.
     Po Traumie na scenę wkroczył Vader, a z nim oczekiwanie na pierwszy wydany strzał. Rozkaz do wymarszu wydał instrumentalny „Between Day and Night”, po którym rozpoczął się atak za pośrednictwem „Shadow Fear”. Obydwa utwory pochodzą z najnowszej płyty zespołu, zatytułowanej „Impressions in Blood”, wydanej w naszym kraju za pośrednictwem Mystic Art. „Shadows Fear” znakomicie ukazuje charakter płyty, która, natchniona świeżym powiewem, zabiera nas na wycieczkę w czasy przeszłe, do tego, czym Vader dysponuje najlepiej - prędkością i bardzo celną, indywidualną aranżacją. Ta płyta ma zacięcie „de Profundis” czy „Litany”, dodatkowo jednak przepełnia ją mistyczna, wręcz demoniczna wartość, której brakowało na ostatnich płytach. Mamy więc tu wyważone, ciekawe partie instrumentalne, i charakterystyczną dla warsztatu Petera, znajdującą oparcie w szybkiej klepie żyletę. Być może produkcja ta jest próbą odzyskania sporej części wiernych, którzy nieco rozczarowali się ostatnią płytą „The Beast” i zaczęli tracić nadzieję, że po 2001 roku, czyli po wydaniu „Reign Forever World”, zespół będzie potrafił czymś zaskoczyć. I w tym momencie Peter z ekipą mile nas zaskakują, dając nam w ręce i uszy dobry materiał, w pełni odzwierciedlający charakter zespołu, w którym wielu przed laty znalazło swoje inspiracje, udostępniło barwnym posterom miejsce na ścianach, a torsom t-shirty z nadrukowanym logiem. Stały się one symbolem polskiej sceny metalowej lat 90. Opisując jednak twórczość i dzieje współczesne olsztyńskiej bestii, należałoby rozgraniczyć pewne rzeczy.
     Mówiąc dokładniej - nowa produkcja Vader „Impressions in Blood”, w erze takich zespołów jak Dillinger Escape Plan, Internal Suffering, Killswitch Engage czy Soilwork, może wypadać rzeczywiście blado. Ale zwróćmy w tym miejscu uwagę na najnowszy materiał grupy Player - „Christ Illusion”. Nowy materiał tej grupy niczym szczególnym nie zaskakuje i w czasach gorączki, pogoni za modą przestrajania gry oraz dołączania do nazw stylistycznych przyrostka „Core”, psychodelią, powalającymi tempami, wyrafinowaną techniką, apolitycznym i emocjonalnym uświadomieniem, rzeczywiście prezentować może się marnie. Jednak jest muzyka i jest Slayer.
     I tak samo jest w przypadku drużyny Petera. Jest muzyka i jest Vader, którego twórczość oraz świeże wypieki oceniać powinno się tylko w obrębie jego dokonań. Takie jest moje zdanie. Vader otworzył polskie granice i dał światu nutę polskiego Death-metalu. Każdy zaczynający w latach 90. przygodę z muzyką metalową pamięta doskonale nazwy „Ultimate Incantation”, „Sothis” czy „de Profundis”. W czasach, kiedy wciąż łączyły się mroczne ścieżki Doom i Black-metalu, a polskiej scenie brakowało świeżości, takiej, którą udostępniła światu chociażby sama Kalifornia, Vader rozpoczął swoje wykłady, wyznaczając pewien kierunek i charakter polskiego D-metalu.
     W trakcie koncertu odbywającego się w ramach trasy Blitzkrieg IV, Vader zagrał wiele utworów pochodzących z nowego krążka, jak chociażby promujący go teledyskiem utwór „Hallelujah” (God is Dead). Długi występ przypomniał nam także takie utwory jak „Sothis”, „Carnal” czy „ Wings”, zagrane bardzo poprawnie i energicznie.
     Pod koniec koncertu nastąpiła krótka przerwa spowodowana problemami technicznymi, po której jednak zespół wrócił na scenę, by dokończyć dzieła zniszczenia. Należy jeszcze wspomnieć, że miejsce, w którym odbywała się batalia, zostało po brzegi wypełnione ludźmi, a całemu zajściu towarzyszyła doskonała atmosfera. Jedyne wątpliwości mogę mieć w tym miejscu do nagłośnienia, które nie oddawało pełni selektywności i odpowiedniej potęgi wychodzącej z instrumentów obecnych kapel. Dźwięk był zbyt cichy i tylko podcinał filary stropu, który zdecydowanie powinien się zawalić na głowy przybyłych pod sceną turystów.
     Blitzkrieg IV - potężna ofensywa jednostek polskich na własnej ziemi, została zakończona. Jej nazwa nie wynika w żadnym wypadku z nieprzyzwoitości politycznej i ideologicznej głównego jej prowodyra - Petera, a tylko z jego zainteresowań historią konfliktów zbrojnych. Terminy takie jak Das Reich, Bastogne, Panzerwaffe czy Linia Zygfryda nie są mu obce, a towarzysząca im ciekawość spowodowana może być u lidera, autora tekstów i kompozytora muzyki Vader - Piotra Wiwczarka, świadomością o ich sile wpływu na bieg wydarzeń i zmianę dziejów czy naszego myślenia. Historia militarystyki, a szczególnie ta z lat 1939-1945, ma duże odbicie w twórczości tego zespołu (chociażby utwór „Cold Demons”).
     Kampanię Petera łączy z tamtą doktryną przede wszystkim prędkość i siła oraz udział na pierwszej linii doborowych jednostek. Pozostało tylko życzyć, aby dalsza, europejska część trasy Blitzkrieg IV, doprowadziła do znacznych podbojów zagranicznych landów.
     Chciałbym w tym miejscu serdecznie pozdrowić znajomych z Azarath, Vader i Traumy oraz podziękować muzykom Traumy - Misterowi, Dino, Małemu, Firanie i Robertowi za umożliwienie zebrania materiałów do tej pracy.

Orzeu
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama