Niedziela 09-12-2018, imieniny Wiesława, Leokadii
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Z jednej strony, to miłe, z drugiej - zawsze się peszę

Elbląg, Z jednej strony, to miłe, z drugiej - zawsze się peszę (fot. rp)

Nigdy nie lubiła ról amantek, woli grać brzydkie kobiety po przejściach. Teresa Suchodolska-Wojciechowska uważa, że przed nią stoją teraz naprawdę interesujące role, wśród nich ta, o której myśli od kilku lat - Lady Makbet. Na stronie Aktualności wybieramy najpopularniejszego aktora Teatru im. Sewruka.

Piotr Derlukiewicz: Jaki był to dla Pani sezon?
     Teresa Suchodolska-Wojciechowska: Akurat ten sezon mam, powiedziałabym, taki uboższy, bo właściwie zagrałam tylko w „Czego nie widać”, tylko tę rolę.
     
     To była Pani decyzja - mieć uboższy sezon?
     Nie, to nie zależy ode mnie. W teatrze aktorzy przychodzą, odchodzą, zmieniają się obsady, czasami tak jest, że można przez parę lat grać dużo ról, a potem przychodzi taki jałowy sezon, jak my to nazywamy. Są jakieś małe epizody, czasami nawet jedna większa rola się nie trafia.
     
     Może dlatego, że w tym sezonie nie było klasyki w Teatrze im. Sewruka?
     Możliwe. Może też z tego powodu, że akurat w tym sezonie dużo młodych osób przyszło do zespołu i dyrektor chciał dać szansę młodym - żeby się sprawdzili, żeby ich pokazać publiczności. Jeśli grają ciągle ci sami aktorzy, widz może być trochę znudzony. Potrzeba młodej, świeżej krwi.
     
     Trudno gra się postaci nie całkiem ubrane?
     Mówi pan o „Czego nie widać”. Powiem panu tak. Gdybym miała wyjść tak na scenę w ubraniu prywatnym, to byłabym zażenowana, bardzo bym się wstydziła i chodziłabym chyba troszeczkę przygarbiona, bo to jest moje prywatne ubranie, bielizna. W momencie, kiedy dostaję kostium, traktuję to jako kostium. Wcześniej są próby, psychicznie przygotowujemy się do roli, jaka by ona nie była. Potem kostium jest już tylko dodatkowym elementem - psychicznie, emocjonalnie jesteśmy już na pewnym poziomie postaci i teraz ona jest ubrana w kostium. Może gdybym była naprawdę bardzo roznegliżowana, byłoby inaczej, trudniej. Ale w tym przypadku... czy ja wiem? To było takie trochę rozebrane i jednocześnie ubrane.
     
     Czy jest jakaś rola, którą szczególnie chciałaby Pani tutaj zagrać?
     Od paru lat mówię tak o Lady Makbet Szekspira. Ja wiem, że to może zagrać dużo młodsza osoba, ale wcześniej jakby nie byłam do tego psychicznie przygotowana. Teraz bardzo chętnie bym to zagrała. Ale chyba dyrektor się nie odważy na „Makbeta”.
     
     Czuje się już Pani elblążanką?
     Tak. Tak, jak najbardziej.
     
     Jest Pani rozpoznawana w kolejkach, na spacerze?
     I tak, i nie. Zdarzyło mi się wiele razy, że byłam rozpoznana. Ludzie wtedy do mnie podchodzą, gratulują po premierze, po spektaklu. Ale ponieważ bardzo często jeżdżę samochodem, to może nie ma zbyt wiele takich spotkań. Chociaż, szczerze mówiąc, ja tego nie lubię, nie lubię rozgłosu. Lubię to, co robię i chcę być w tym jak najlepsza. Pracuję nad tym. Natomiast w sytuacjach publicznych, gdy jestem rozpoznana, zawsze czuję się trochę stremowana. Z jednej strony, to jest miłe, powinnam się cieszyć, ale z drugiej strony zawsze wtedy się peszę.
     
     Czy nie kusi czasem Panią, by zająć się grupą młodych ludzi, zupełnych amatorów i zrobić przedstawienie?
     Prowadzę warsztaty teatralne już około dziesięciu lat. Kilka razy zetknęłam się z czymś takim, ale to były tylko przymiarki, jakiś mini spektakl. Czy ja wiem? Lubię z młodzieżą pracować, natomiast żeby w efekcie powstał spektakl jako całość? Chyba nie. Pracując nad jakimiś etiudami, wierszem, prozą, za każdym razem jest to coś nowego. A spektakl to jest coś takiego, nad czym się pracuje, wiele dni, tygodni powtarza. Ja nie lubię powtarzać.
     
     Kto jest uczestnikiem tych warsztatów?
     Dzieci i młodzież - szkoły, przedszkola. Ale wolę młodzież. Przychodzi jakaś klasa ze szkoły, spotykamy się raz, czasem dwa razy w miesiącu i na każdych zajęciach są jakieś nowe wyzwania, nowe zadania. I widać, jak oni się zmieniają. Na początku, szczególnie ci starsi, tacy, co to wszystkie rozumy pozjadali, mają takie nastawienie: „co ona mi tu będzie mówić?”. A potem zapominają o tym, już nie zwracają uwagi, że to aktor prowadzi zajęcia, tylko się bawią. Jest zabawa, entuzjazm, a potem nagle zapada cisza i coś powstaje. I to jest przyjemność.
     
     Najbliższe plany?
     Na razie tylko tyle, że jestem w „Szatanie z siódmej klasy”, przygotowujemy spektakl.
     
     Może to trochę niedelikatne pytanie, ale... Czy nie ma Pani takich myśli, że czas mija, że przychodzą młodzi, że oni są obsadzani?
     Nie, nie myślę tak. Teraz gram Mamę w „Szatanie...”, ale parą lat temu zagrałam w „Tajemniczym ogrodzie” Panią Madlock, która jest dużo starsza od Mamy. Ja jestem - tak mi się wydaje - rozsądną osobą, dlatego nie będą się pchała i udawała, że jestem młodą dziewczyną. Trudnym zadaniem było dla mnie na przykład to, co robiłam w „Pamiętnikach Adama i Ewy”. Tam kolega jest dużo młodszy, a gramy rówieśników. Ale tam reżyserowi chodziło o to, żeby pokazać, jak ta Ewa dojrzewa. Młodej dziewczynie byłoby trudno zagrać dojrzałą kobietę, choćby dlatego, że nie ma takich doświadczeń. Teraz będą miała inne role… Powiem panu tak. Kiedy grałam Zosię w „Panu Tadeuszu”, Klarę w „Zemście”, dla mnie zawsze to były takie postacie płyciutkie. Nie cierpiałam grania amantek: młoda, ładna dziewczyna, niech głośno i wyraźnie mówi i to wystarczy. Dla mnie zawsze to były płytkie postaci, ja takich nie lubiłam. Ja wolę zagrać brzydką kobietę, która ma problemy, kompleksy, ma jakieś inne wyzwania... Żeby mieć się od czego odbić. Dlatego uważam, że teraz mam większe możliwości. Niech młode grają młode, a dla mnie zostaną te nieco starsze. Ciekawsze.
     
     Pozostałe rozmowy:
      Leszek Czerwiński
      Anna Gryszkiewicz
      Mariusz Michalski
      Marcin Tomasik
      Tomasz Muszyński
      Krzysztof Bartoszewicz
      Jolanta Tadla
      Anna Suchowiecka
      Anna Iwasiuta
      Jerzy Przewłocki
PD
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • Bardzo podobają mi sięwywiady przeprowadzone z aktorami naszego teatru:) Pamiętam Panią z "Pamiętników. .. ", które bardzo miło wspominam:)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    ARO(2009-03-24)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Naszywki
Czapka z nadrukiem
Torba z nadrukiem elbląskiej Starówki
POLO z HAFTEM