Niedziela 09-12-2018, imieniny Wiesława, Leokadii
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Zwolniłem, na własną prośbę

Elbląg, Zwolniłem, na własną prośbę (fot. rp)

Lesław Ostaszkiewicz w tym sezonie nie zagrał żadnej głównej roli. Chciał trochę odetchnąć - z różnych względów, także osobistych. Ma jednak tyle pomysłów na swoją dalszą pracę w elbląskim teatrze, że długo w tym „uspokojeniu” pewnie nie wytrwa. Na stronie Aktualności wybieramy najpopularniejszego aktora Teatru im. Sewruka.

Piotr Derlukiewicz: Ten rok miał Pan spokojniejszy, mniej premier, mniej głównych ról...
     Lesław Ostaszkiewicz: Na własną prośbę. Myślę, że najważniejsza tego przyczyna jest taka, że jestem tu, w elbląskim teatrze, już dziewiętnasty sezon. Aż się chwyciłem za głowę, latka lecą... To już 19 lat w tym mieście. Złapałem się na tym, że jestem troszkę zmęczony graniem dużych ról. To nie jest duże miasto, publiczność przychodzi do teatru raczej ta sama, cóż ja jej mogę nowego zaproponować? Naprawdę, zagrałem tu duże role, dużo dużych ról i mam poczucie, że mogłem się gdzieś powielić. A za nic nie chciałbym być nudny dla odbiorcy, dla widza... Do tego doszła jeszcze sytuacja osobista, mam małe dziecko, drugie, mam też starszą córkę. Postanowiłem też podreperować trochę swoje zdrowie - kłopoty to efekt wieloletniej pracy na scenie. Dlatego trochę zwolniłem... A poza tym - z całym szacunkiem - muszę powiedzieć, że jest komu grać w teatrze. Idą nowe pokolenia, choćby Tomek Muszyński, jest na kogo scedować. Był w tym teatrze taki moment, że byliśmy tylko Tadeusz Sokołowski i ja, ale teraz jest inaczej. Trzeba znaleźć sobie miejsce w szeregu, mnie nie przeszkadza to, że nie jestem na pierwszej linii...
     
     Ostatnio zagrał Pan świetny epizod w „Mein Kampf”. Po czymś takim trochę za Panem zatęskniłem.
     Takie epizody to też wyzwanie. Trudno jest wyjść na scenę na te trzy minuty i zainteresować widza. Łatwiej, gdy się ma dwie godziny - jak tu nie dam rady, to w innym fragmencie sztuki podciągnę. Trudniej jest zaistnieć w epizodzie tak, żeby zostało coś w pamięci widza. No, ale takie role też trzeba grać. Ja się ich wcale nie boję, nie wstydzę i nie czuję się upokorzony z tego względu.
     
     Jaki będzie kolejny etap w Pańskiej karierze aktorskiej, co Pana interesuje szczególnie?
     Byłbym usatysfakcjonowany, gdybym od czasu do czasu zagrał fajną rolę, w której widzowie czujący teatr, bardziej wyrobieni docenią pewne niuanse, choć być może większość widowni nawet ich nie dostrzeże. Jestem na takim etapie, że zagrałbym na przykład „Wariacje enigmatyczne” Erica-Emmanuela Schmitta. To dwuosobowa sztuka, rodzaj gry psychologicznej między dwoma mężczyznami, w której można pewne rzeczy pokazać.
     
     Żeby uciec rutynie?
     Gdy się gra i jest się często obsadzanym, robi się taka „fabryka”, szczególnie w małym mieście. Cóż ja mogę nowego pokazać w kolejnej bajeczce czy farsie? No, ale taki to jest zawód, widziały gały, co brały - jak mówi przysłowie. Dlatego staram się nie spaść poniżej pewnej półki, ale nie sposób w każdym spektaklu dać kreację czy jakąś wybitną rolę. Takie same problemy mają pewnie koledzy. Ważne, żeby nie spaść poniżej kreski.
     
     A reżyseria?
     Bardzo. To mnie bardzo pociąga. Dyrektor dał mi szansę spróbować jej z „Bajkami- samograjkami”. To się tak wydaje - bajeczki... Ale to nie jest takie proste - zrobić spektakl teatralny, gdzie są tylko wierszem napisane bajki - jedna, druga, trzecia...
     
     Myśli Pan teraz o wyreżyserowaniu czegoś „nie dla dzieci”?
     Bardzo chciałbym mieć taką szansę, zaproponowałem dyrektorowi parę tytułów... I czekam.
     
     Czy jest jakaś konkretna sztuka, którą bardzo chciałby Pan wyreżyserować w tym teatrze?
     Nie, nie mam jakiegoś sprecyzowanego tytułu, choć podałem oczywiście kilka tytułów dyrektorowi. Uważam, że jestem materiałem na niezłego reżysera. Nie mówię, że jestem reżyserem. Jestem materiałem, bo muszę coś zrobić, żeby coś udowodnić. Jako materiał na reżysera muszę się mierzyć ze wszystkimi tytułami. Nie mam jeszcze argumentów, żeby powiedzieć: ja chcę to zrobić... bo coś tam zrobiłem i teraz powinienem zrobić to. Chętnie na przykład zrobiłbym taki spektakl, jak „Mein Kampf”, z takiej półki literackiej. Chciałbym reżyserować porządną literaturę, a tytuł jest sprawą drugorzędną. Najważniejsza jest dobra literatura i jako przyszły reżyser muszę się z taką mierzyć.
     
     A zajęcia z amatorami - z dziećmi, młodzieżą? Interesuje to Pana?
     Z młodzieżą. Z ludźmi troszkę już ukształtowanymi... Żeby to nie były dzieci. Bo prowadziłem parę lat zajęcia z dziećmi z edukacji teatralnej i stwierdziłem, że jestem już na to lekko za stary. Kiedyś się nadawałem do tego, ale teraz te dzieci mnie irytowały. Choć mam swoje małe dzieci, ale co innego, mieć swoje pociechy, a co innego zajęcia z obcymi dziećmi. Ale z młodymi ludźmi, którzy coś „kumają”, którym można coś zasugerować i niech sami myślą i rozwijają te sugestie... Jasne, że tak.
     
     Wynika z tego, że mimo 20 lat na deskach elbląskiego teatru, wielkiego doświadczenia, Lesław Ostaszkiewicz nie powiedział elblążanom jeszcze wszystkiego. Wciąż widzi dla siebie możliwości rozwoju, tworzenia i niepopadania w rutynę... Bo wyjeżdżać Pan nie zamierza? Tak mocno identyfikuje się Pan z Elblągiem?
     Mam wrażenie, że mam prawo czuć się niezupełnie anonimowo w tym mieście, coś dla kultury tego miasta zrobiłem i pewnie kiedyś na Dębicy mnie pochowają. Tutaj założyłem rodzinę i ciężko by mi było w tej chwili ruszyć się do innego miasta. Często słyszę pytania, czemu nie zmieniam teatru i podobne. Gdybym był sam, to bym się nie zastanawiał, wziąłbym walizkę i wyjechał. Ale gdy ma się rodzinę i dwoje dzieci, to już nie jest taka prosta decyzja. Więc szukam sobie nowych wyzwań tu, w Elblągu. Mam nadzieję, że znajdę.
     
     Kiedyś często można było Pana spotkać poza teatrem, w miejscach publicznych: na Ogrodach „Polityki” w Bibliotece, na koncertach. Teraz zniknął Pan, dlaczego?
     Wszedłem głęboko w rodzinę... Strasznie mi tego brakowało przez te wszystkie lata, kiedy człowiek grał te duże role, wpadał na chwilę do domu i zaraz wypadał. Ale teraz, kiedy jest nas czwórka, dobrze mi w domu. Może to jest kwestia wieku? Ale to przejdzie, to taki moment... Facet jest facetem, zawsze go będzie gdzieś rwało.
     
     Ale gdzieś, poza teatrem i domem, można Pana obecnie spotkać?
     Na spacerach. Chodzimy z wózeczkiem dwie-trzy godziny, nie zważając na pogodę. Różne szlaki sobie obieramy - od Carrefoura po Grunwaldzką, po wyjazd na Warszawę. Nie jest tak, że idę do parku i tam sobie spaceruję. Chodzę ulicami Elbląga, staram się tymi bocznymi, z dala od ruchu samochodowego. Lubię chodzić na Stare Miasto... Pamiętam, gdy przyjechałem do Elbląga, byłem załamany, widząc to Stare Miasto, które było zrównane do poziomu trawnika. I gdy patrzę na nie teraz, to naprawdę uważam, że Elbląg jest zdecydowanie ładniejszym miastem od mojego rodzinnego Olsztyna. Tu nie ma centrum, prawda:? Na początku traktowałem to jak o wadę tego miasta, a teraz mi się to podoba. Wszędzie można znaleźć jakiś punkt, który może być traktowany jako mini centrum. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że lata prosperity Elbląga, w czasie, kiedy ja tu jestem, już raczej minęły. Bo był taki moment - ja go nazywam złotym - że ABB Zamech, Elbrewery kwitły, było dużo pieniędzy na kulturę, na sport. Teraz - nie wiem, może to kwestia ludzi, którzy wyjechali z tego miasta - jest taka jakby zapaść. Może to subiektywna ocena, ale nie przesłana mi ona tego, że na starówce jest fajnie. A jeszcze niech zazielenią się drzewka, to w ogóle będzie pięknie...
     
     Pozostałe rozmowy:
      Leszek Czerwiński
      Anna Gryszkiewicz
      Mariusz Michalski
      Marcin Tomasik
      Tomasz Muszyński
      Krzysztof Bartoszewicz
      Jolanta Tadla
      Anna Suchowiecka
      Anna Iwasiuta
      Jerzy Przewłocki
      Teresa Suchodolska-Wojciechowska
      Beata Przewłocka
      Irena Adamiak
      Marta Masłowska
      Maria Makowska-Franceson
      Tomasz Czajka
PD
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Serwis i oryginalne części Seat
Samochody używane HADM Gramatowski
Serwis i oryginalne części Audi
Wypożyczalnia aut HADM Gramatowski