Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 22-02-2018, imieniny Marty, Małgorzaty
 
Rek

UWAGA!

Zwyciężyła miłość

 
Elbląg, Zwyciężyła miłość Fot. AD
Rek

Wczoraj (17 stycznia) w Teatrze im. Aleksandra Sewruka elbląscy melomani wysłuchali historii o pięknej i trudnej miłości wielkiego pana Edwina i zwykłej szansonistki Sylwii. Miłość dwojga okazała się jednak silniejsza niż skostniałe konwenanse. Zobacz więcej zdjęć.

„Księżniczka Czardasza” to utwór o niemal stuletniej historii. Ten jeden z najbardziej znanych przebojów operetkowych ukazuje miłość sławnej śpiewaczki z Budapesztu i młodego księcia Edwina. Taki mezalians nie ma prawa bytu w wielkim arystokratycznym świecie, w którym królują konwenanse i etykieta.
     Wczorajsze (17 stycznia) brawurowe wykonanie „Księżniczki Czardasza” przez cenionych w Polsce artystów związanych ze śląską sceną operetkową było połączeniem wspaniałej gry aktorskiej i talentu wokalnego. Niezwykły sopran tytułowej księżniczki w połączeniu z lirycznym tenorem księcia Edwina poruszyły do głębi nie tylko wyrafinowanych melomanów lecz także tych, którzy do operetki odnoszą się z wielką dozą sceptycyzmu. Piękne wyznanie miłości poprzez porywający śpiew dwojga zakochanych uświadamia, że ponad przyjętymi przez świat normami ważniejsze jest uczucie.
     Nie zabrakło tu także mniej poważnych momentów, kiedy to jeden z bohaterów, Boni wyznaje: „z miłości jeszcze nikt nie umarł, inaczej byłbym pochowany ze dwadzieścia razy” albo gdy Feri doradza z przekąsem: „na sercowe rozterki dobre są mocne kropelki”.
     Zestawienie dobrego humoru z powagą prawdziwego uczucia to najlepsze połączenie dla poszukującego skrajnych emocji widza.
     Operetka odsłania także różne oblicza kobiety: zarówno tej szczerze miłującej i wrażliwej kochanki, jak i sprytnej, rozkosznej, przebiegłej i „nie biorącej miłości zbyt tragicznie” lolitki, która „za skórą diabła ma”.
„Księżniczka Czardasza” w wykonaniu śląskich artystów przy akompaniamencie Elbląskiej Orkiestry Kameralnej to niesamowite połączenie lekkości i humoru z powagą i wzruszeniem. A sama operetka? To dowód na to, że zwycięża miłość, która przeszedłszy niejedną próbę, zostaje ocalona. To także przekonanie o tym, że szczęście ludzkie jest ważniejsze niż przyjęte konwenanse.
     W rolę Sylwii wcieliła się Jolanta Kremer, czołowa solistka Gliwickiego Teatru Muzycznego. Edwina zagrał Oskar Jasiński nazywany „amantem klasy Jana Kiepury”. W pozostałych rolach zobaczyliśmy Arkadiusza Dołęgę (Boni), Jacka Woleńskiego (Feri) i Annę Leśniewską (Stasi).
     

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama