Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 22-08-2017, imieniny Marii, Cezarego
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Powalone lipy w Zajączkowie Powalone lipy w Zajączkowie

Dylematy polskiego szkolnictwa

Elbląg, Dylematy polskiego szkolnictwa

Polskie szkolnictwo wyższe przeżywa obecnie swoisty dylemat, mianowicie z jednej strony uczelnie mają poczucie „misji cywilizacyjnej”, tego że ich celem jest wykonywanie zadań natury społecznej, kulturowej, z drugiej natomiast często traktują edukację jedynie jako grę rynkową (podaż - popyt).

Nie jest możliwe absolutne odrzucenie żadnego z tych punktów widzenia. Uczelnie wykonując zadania ogólnospołeczne działają przecież w jakimś otoczeniu (obecnie silnie rynkowym) i powinny wsłuchiwać się w jego potrzeby.
     W Polsce istnieje słaby związek między potrzebami dzisiejszego i jutrzejszego rynku pracy a ofertą szkół wyższych. Znaczna część absolwentów ma coraz większe problemy ze znalezieniem pracy zgodnej z ukończonym kierunkiem studiów. Na dużą skalę uczelnie kształcą na potrzeby rynku pracy, którego nie ma, marnując przy tym zapał i talenty młodych ludzi oraz - co równie ważne - nasze podatki.
     Ponad 164 tys. osób kształciło się w ubiegłym roku akademickim w grupie kierunków pedagogicznych i kształcenia nauczycieli. Tymczasem w 2006 roku w porównaniu do 1998 roku liczba dzieci i młodzieży będzie mniejsza o 1,6 mln osób tj. o 21 proc. Aż 260 tys. osób kształciło się w poprzednim roku akademickim na kierunku zarządzanie i marketing, natomiast absolwenci tego kierunku mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracy.
     Tylko ok. 51 tys. osób kształci się na kierunkach związanych z szeroko pojętą informatyką (są to: informatyka, informatyka i ekonometria). Tymczasem zapotrzebowanie na absolwentów tych kierunków jest manifestowane w Polsce, Unii Europejskiej i na całym świecie.
     Aż 56 proc. studentów kształci się w trybie innym niż studia dzienne. Nie byłby to problem, jeśli polskie uczelnie byłyby w stanie oferować studia w systemie „distance learning”, w którym wymagana jest znaczna aktywność studenta i możliwa również bardzo dobra kontrola postępów wyników w nauce.
     Jest jednak tak, że studia zaoczne to tylko 40 – 60 proc. wymiaru godzin studiów dziennych i niestety w większości uczelni student zaoczny traktowany jest jak student „drugiego garnituru”. Olbrzymia liczba osób w grupach wykładowych i ćwiczeniowych (często te drugie bardziej przypominają te pierwsze), mała częstotliwość spotkań z wykładowcami, małe, nie przystosowane do wykładów dla dużych grup sale – to tylko niektóre elementy wpływające na jakość kształcenia. A przecież jaki student, taki absolwent.
     Podkreślić jednak należy, że problemem nie są sami studenci zaoczni, którzy raczej są dobrodziejstwem dla struktury rynku pracy i często swoim poziomem i stopniem zaangażowania przewyższają studentów dziennych.

RN
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama