Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 18-11-2017, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Żuczek Żuczek

Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci

We wtorek (6 listopada) w „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst, którego bohaterem jest były elblążanin, Tomek. Teraz mieszka w Warszawie i jest nieszczęśliwy, bo spłata kredytu hipotecznego na zakup mieszkania przekracza jego możliwości finansowe. Ale w Elblągu nieszczęśliwy był jeszcze bardziej. W tekście Elbląg jawi się jako niezbyt ciekawe miejsce.

„Tomek ma dobrą posadę w PR dużej firmy, 35 lat i pętlę na szyi. Rok temu zaciągnął 400 tys. zł kredytu na mieszkanie. Na 35 lat - czyli do 70. roku życia. Prawdopodobieństwo, że dożyje spłaty, nie jest bardzo duże.
     - Kredyt wisi mi nad głową jak miecz. Muszę się sprężać, żeby zarabiać na comiesięczne raty. Ale i tak nigdy tego kredytu nie spłacę, bo przy takim tempie nie dożyję 70. roku życia - opowiada Tomek.”
     Cały tekst jest o kłopotach bohatera wynikających z zaciągniętego kredytu, Elbląg jest „bohaterem” drugoplanowym. I raczej „czarnym charakterem”. Tak oto Tomek opisuje nasze miasto:
     „Trzy lata temu przyjechałem do Warszawy z Elbląga. Tam już się tak dusiłem, że potrafiłem jechać z żoną na kawę do Gdańska, byle się wyrwać. Przez pierwszy rok byłem tu sam, w służbowym mieszkaniu, zarabiałem tak mało, że żyłem z oszczędności. Ale mi wtedy nie zależało na pieniądzach, tylko żeby się wyrwać z Elbląga. Co tydzień, dwa jeździłem do żony na weekend.”
     […]
     „Musiałem zmienić pracę. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy wracamy do Elbląga, czy kupujemy mieszkanie w Warszawie. Tu nie ma życia prywatnego. Po całym tygodniu jestem tak wypompowany, że nie mam ochoty nikogo widzieć. Na sąsiedniej ulicy mieszkają nasi znajomi z Elbląga, ale spotykamy się z nimi u mojego kolegi w Elblągu. Tu nie ma na to czasu. Tu wszyscy chcą się naścigać, nazarabiać, a nie żyć.
     Ale z drugiej strony wracać do tej chujni w Elblągu? Do tych układów, do tego włażenia wszystkim w dupę, żeby cokolwiek załatwić.”
     Swą obecną sytuacje Tomek opisuje następująco:
     „Razem z żoną zarabiamy netto 7 tys. Dużo? Od tego musisz odjąć 2 tys. raty kredytu i stałe opłaty - między 1,5 a 2 tys. Zostaje na życie 3-3,5 tys. I tak będzie do śmierci, a nawet dłużej. Córka odziedziczy zadłużone jeszcze mieszkanie. Martwię się, że nie mam jak tych spłat przyspieszyć. Wszystko jest u nas w domu wyliczone jak w maszynie. Kręci się. Ale co się stanie, jak w tryby tej maszyny wpadnie kamyczek? Żona straci pracę, ja stracę pracę, skoczy kurs franka, zdrożeje ropa? To jest niepokój setek tysięcy ludzi. […] Jak byłem mały, to śniła mi się wojna światowa. A teraz komornik.”
     
     Cały, bardzo interesujący tekst, znajdziesz na stronach internetowych gazetawyborcza.pl .

oprac. PD
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • trzeba wyjechać do Angii
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2007-11-07)
  • Co za Baran. .. nie było stać na mieszkanie za 400 tysiecy to trzeba było kupic i tańsze i mniejsze!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2007-11-07)
  • Tomek - Jelonek
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2007-11-07)
  • Sam chcial, wybor nalezal do niego. Ja osobiscie wole mieszkac w Elblagu niz w Warszawie, tutaj mam do pracy 5 minut, pracuje 8 godzin, spedzam czas z rodzina, nie w pracy caly bozy dzien, lub kilka godzin w korkach. Do znajomych mam 10 minut piechota, na starowke podobnie. Nie musze splacac kredytu, bo go nie zaciagnelam. jest ok! A Tomek niech splaca skoro podjal sie tego-powodzenia!!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2007-11-07)
  • No to jest indywidualny wybór, czy lepiej żyć w "--ujni", ale dość spokojnie, czy fundować sobie rzeźnię w stolicy; 7 tyś netto w Wa-wie na całą rodzinę to jest minimum socjalne, znam wiele osób z E-ga i okolicy które zarabiają tam więcej i nie mają rodziny na głowie, więc ich migracja jest zrozumiała. Sytuacja jest taka, że większości młodych nie stać nawet na kredyt na mieszkanie w "-ujni". Pan Tomek chyba źle się czuje z kredytem i odreagowuje to na swoim miejscu urodzenia, to dość niestosowne tak mówić, ale cóż my jestesmy Ci gorsi, z mażeniami o własnym kącie w "chujni" musimy być zabawni dla ludzi sukcesu z Wa-wy.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2007-11-07)
  • To teraz go do sadu za znieslawienie Elbląga
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2007-11-07)
  • Koles jest nienormalny wydaje na pizze 450 zl i sie dziwi ze na zycie mu nie starcza.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    sebekk(2007-11-07)
  • Nieruchomosci podrozaly. Niech sprzeda za dwa razy tye, splaci kredyt i wroci do Elblaga. Jak by mi zostawalo 4 tys na zycie, to bym tanczyl ze szczescia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    problem(2007-11-07)
  • Smutne. Ale tak żyje wielu Polaków. Warto pamiętać w tym kontekście zdanie guru Balcerowicza "Polacy wciąż zarabiaja zbyt wiele. .. "
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Ostatni_Moheranin(2007-11-07)
  • debile są wśród nas 4tysięcy to ja z mężem nie oglądamy nawet przed spłatą kredytu opłatami miesięcznymi i tzw na życie No ale my nie jeździmy do Gdańska na kawę Elblag to faktycznie dziura ale trzeba żyć na miarę włąsnych możliwości a nie na pokaz średniorozgarnięty Tomku!!!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    :)))))))(2007-11-07)
  • Prawda w oczy kole!!! Elbląg to chu. .. i długo ten stan rzeczy się nie zmieni. Starówka to chu. .. , centra handlowe to chu. .. , brak parkingów to chu. .. Wymieniać dalej??
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    fan pani grażynki(2007-11-07)
  • To relacja typowego, młodego nieudacznika, który łyknął wielkomiejskiego bakcyla i uwierzył w to, że na tym polega sens życia i osobistego szczęścia. On zachowuje się jak wyrośnięty gimnazjalista, któremu rodzice kupili nowoczesny komputer i zachłystnąwszy się nim, wysiaduje przed nim aż do godzin porannych. Moi przodkowie od ponad stu lat (a może więcej) zamieszkiwali i zamieszkują w Warszawie. Ja na szczęście urodziłam się na "ziemiach poniemieckich". Każdorazowy wyjazd z Elbląga do Warszawy jest dla mnie i moich najbliższych wielką udręką. Nie ma chyba w Europie tak brzydkiej, chaotycznej i tak niezorganizowanej stolicy. Mówią, że tylko Mińsk - stolica Białorusi jest brzydsza od Warszawy. (cd. poniżej).
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Semper Elbląg(2007-11-07)
Reklama