Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Nie wszystko na sprzedaż

"Prezydent Elbląga nie zgadza się z pojawiającymi się w mieście opiniami, jakoby samorząd prowadził wyprzedaż gminnego majątku, by ratować dochody budżetu. Twierdzi, że transakcje są przemyślane, a gruntów czy lokali nie sprzedaje się tylko po to, aby zarobić, ale by coś konkretnego na danym terenie powstało" - czytamy w "Głosie Elbląga".

"Prezydent Słonina mówi, że zaniepokoiło go ostatnio pytanie jednego ze znajomych, który zastanawiał się, z czego miasto będzie czerpało dochody, kiedy wyprzeda cały należący doń majątek...
     - Nie ulega wątpliwości, że sprzedaż mienia jest prowadzona - mówi prezydent Słonina. - W przypadku lokali mieszkalnych ubolewamy nawet nad tym, że sprzedaż idzie opornie. Z ok. 16 tys. mieszkań komunalnych tylko 25 proc. znajduje się w prywatnych rękach. Sprzedajemy też działki pod budownictwo jedno- i wielomieszkaniowe, te ostatnie na warunkach preferencyjnych. Oferujemy tereny pod działalność usługową i produkcyjną, w przypadku tej ostatniej inwestorzy mogą liczyć na ulgi. Jestem przekonany, że miasto może się rozwijać tylko wtedy, gdy będą w nim prowadzone inwestycje - twierdzi prezydent. - Przyznaję, że naszym błędem była sprzedaż gruntów na własność, bo tracimy w takim przypadku wpływ na poczynania inwestora.
     (...) Są w mieście tereny, które miasto chciałoby sprzedać, ale oferowana cena jest mało atrakcyjna. Takim przykładem jest grunt ze zrujnowaną budową bazy komunikacji miejskiej przy ul. Łęczyckiej. Inwestorzy chcieli zapłacić za teren od 200 do 300 tys. złotych, co zdaniem władz miasta byłoby transakcją nieopłacalną".

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • Moi mili czytelnicy. W "gruntach" siedzę przynajmniej od połowy lat siedemdziesiątych. Sądzę, że przez te lata liznąłem trochę wiedzy w tej dziedzinie (nadal się tym zajmuję). Z artrykułu, którego jestem adwersarzem wynika totalna niemoc sprawcza w dziedzinie nieruchomości. Niestety to i inne rzeczy trzeba robić z jajem - bez promocji (dobrej ) nie da sprzedać dobrego czy złego towaru, po drugie tylko idiota będzie inwestował w grunt, którego nie jest właścicielem, chyba, że jest to przedsięwźięcie wysoce intratne i np. prowadzone razem z agendami samorządu miejskiego (żadki przypadek inwestycji). Wynika z tego niewątpliwy wniosek, że nasze władze samorządowe liczą tylko na cud a nie na swoją inwencję - to się nie może udać. Niutulony w walce z tumaństwem - Aborygen Miejscowy - Wojciech Pawlak
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Wojciech Pawlak - Aborygen Mie(2001-05-17)
Reklama