Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

Śmierć przyszła o północy

Dziewięcioletni Szymon ze strachu nie mógł się ruszyć. Jego rodzice nie spali, ale mimo to także nie uciekli z płonącego domu. Cała trójka zginęła w pożarze, jaki wybuchł w nocy z czwartku na piątek w trzykondygnacyjnym budynku w Pieniężnie. Pisze o tym „Dziennik Elbląski”.

Noc z czwartku na piątek mieszkańcy bloku przy ul. Sadowej 13 w Pieniężnie będą pamiętać do końca życia. Około godz. 23 na parterze budynku wybuchł pożar. Gryzący dym szybko rozprzestrzenił się na wyższe dwie kondygnacje. Część przerażonych mieszkańców zdołała uciec, reszta w panice oczekiwała na pomoc w oknach.
     Niestety, małżeństwu Ewie i Piotrowi i ich 9-letniemu synkowi Szymonowi nie udało się uciec z poddasza. Zaczadzili się. W bloku mieszkały 33 rodziny tj. około 130 osób.
     
     Przyszła po nich śmierć
     - Obudził mnie przeraźliwy krzyk dobiegający z korytarza. Było około 23. Poczułem dym - opowiada zrozpaczony 16-letni Mateusz, brat Szymona. - Obudziłem ojca i czwórkę rodzeństwa. Dym był już bardzo uciążliwy. Wziąłem na ręce 5-letnią Klaudię i wybiegłem, a za mną bracia 12-letni Łukasz i 14-letni Patryk. Szymon był tak przerażony, że nie mógł się ruszyć i nie chciał z nami iść. Myślałem, że pójdzie z rodzicami. Nie wiem, dlaczego zostali. Rodziców i Szymona wynieśli strażacy.
     - Razem z innymi strażakami reanimowaliśmy całą trójkę do czasu przyjazdu karetki - relacjonuje mł. kpt. Ireneusz Ścibiorek z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Braniewie. - Chłopczyka i jego mamę wentylowaliśmy około 10 minut. Ja z kolegą zajmowałem się chłopczykiem i wydawało mi się, że dawał oznaki życia. Niestety, lekarz po przyjeździe stwierdził zgon.
     
     Dym odciął drogę
     Ogień pojawił się w mieszkaniu państwa Wołoszyn. - Poczułem dym. Wstałem zobaczyć, co się dzieje i zauważyłem, że pali się instalacja elektryczna w przedpokoju - mówi Marek Wołoszyn. - Krzyknąłem do rodziców, by uciekali. Udało mi się jeszcze wyjść drzwiami i zawiadomić sąsiadów z parteru. W tym czasie w mieszkaniu, tuż po moim wyjściu zawalił się sufit. Rodzice, mimo niemłodego wieku, zdecydowali się na ucieczkę przez okno. Mama poparzyła sobie rękę, a ojca z zatruciem dwutlenkiem węgla odwieziono do szpitala.
     Jak nas poinformował nas Andrzej Piotrowski, ordynator oddziału wewnętrznego braniewskiego szpitala, mężczyznę wypuszczono już do domu.
     Mimo dużego zadymienia większości mieszkańców udało się wydostać z budynku.
     - Nie mogłam zasnąć, moje córki też. Czułyśmy jakiś dziwny niepokój - mówi Jadwiga Hunder, lokatorka 1-go piętra. - Parę minut po godz. 23 usłyszałyśmy krzyki. Do drzwi zaczęła dobijać się sąsiadka i to ona nas powiadomiła, że się pali i trzeba uciekać. Wyszłyśmy na korytarz, ale było tak czarno od dymu, że szłyśmy praktycznie po omacku.
     25 osób czad uwięził na poddaszu. Ludzie otwierali okna, niektórzy nawet je wybijali by zaczerpnąć świeżego powietrza i wezwać pomoc.
     Strażacy na miejsce przyjechali o godz. 23.30. Jako pierwsze dotarło OSP Pieniężno. - Ogień nie był duży. W mieszkaniu, w którym powstał, widoczne były bardziej „przebłyski” niż żywe płomienie - mówi Tadeusz Michalak z OSP. - Część ludzi ewakuowaliśmy przy pomocy drabiny, a część, szczególnie tych z parteru, po prostu łapaliśmy.
     20 minut później przyjechało OSP Płoskinia oraz trzy jednostki z Braniewa. Braniewscy strażacy zajęli się głównie ewakuacją mieszkańców z wyższych kondygnacji. Dysponując podnośnikiem hydraulicznym mieli możliwość dotarcia do lokatorów z poddasza.
     
     Pogoda utrudniała
     Nie bez problemów przebiegała akcja ratunkowa. - Największe utrudnienia spowodowane były pogodą i zadymieniem - mówi jeden ze strażaków. - Woda zamarzała. Do tego oblodzenie hamulców utrudniało ustawienie podnośnika.
     Mieszkańcy narzekali na strażaków, że działali zbyt chaotycznie. Natomiast strażacy na lokatorów. - Swymi krzykami i krytykami więcej przeszkadzali niż pomagali, zamiast poinformować nas rzeczowo, gdzie jeszcze są ludzie - mówi strażak. - Ratownicy musieli chodzić od drzwi do drzwi, często je wyważając i sprawdzać każde pomieszczenie.
     Akcję ratowniczo-gaśniczą zakończono przed godz. 5. Straty oszacowano na 30 tys. zł.
     
     Pomoc dla mieszkańców
     Część mieszkańców umieszczono w internacie Zespołu Szkół Ekonomicznych. - Burmistrz stanął na wysokości zadania. W internacie była ciepła herbata i przygotowana pościel. Był podstawiony busik, który rozwoził lokatorów - mówi Teresa Dudkiewicz. - Większość ludzi skorzystała z pomocy rodzin.
     Jak zapewniał wczoraj Ryszard Kudła, burmistrz Pieniężna, do wieczora miały być wymienione okna i mieszkańcy mieli wrócić do domów. - Pogorzelcom zaproponowaliśmy mieszkanie zastępcze, jednak na razie przebywają u rodziny - mówi burmistrz.
     Osierocone rodzeństwo jest pod opieką babci. - Udzielimy im finansowego wsparcia - zapewnia burmistrz Kudła. - Kto ostatecznie zajmie się opieką nad dziećmi, rozstrzygniemy w późniejszym czasie.
     
     To było zwarcie?
     - Najprawdopodobniej przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej - mówi kom. Anna Kos, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Braniewie.
     Problemy z instalacją pojawiały się już wcześniej i były zgłaszane do Wspólnoty Mieszkaniowej. - Elektryk już w zeszłym roku mówił, że instalację trzeba wymienić - mówi Jarosław Skiba ze Wspólnoty. - Jednak nie mógł na to znaleźć czasu.
     Są też przypuszczenia, że w instalacji elektrycznej były dokonywane nielegalne przeróbki. - W mieszkaniu, gdzie pojawił się ogień, policjanci zabezpieczyli korki, które były przerobione, w ten sposób by je nie wybijało - dowiedzieliśmy się od jednego ze strażaków.
     Właściciel jednak zaprzecza, że majstrował przy instalacji lub korkach.
     
     
     

Aleksandra Padyjasek
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama