Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 11-12-2016, imieniny Damazego, Daniela
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Anioły w krainie śmierci

Obserwuję je od kilku tygodni. Ciche, białe anioły. Czasem smutne, zdarza się, że bywają złe, są też dni, kiedy tryskają radością. Pomagają odejść. Ze śmiercią są na ty, widzą ją codziennie. Przychodzi w dzień i w nocy, nagle i niespodziewanie, albo dobrze zapowiedziana. Zdarza się, że daje czas na przygotowanie, ale częściej bywa okrutna i zabiera tych, którzy chcą zostać tu jeszcze dzień, jeszcze dwa...

Pielęgniarki z elbląskiego hospicjum. Muszą być cierpliwe, dobre, uśmiechnięte, współczujące i bardzo silne. Niektóre lubią rozmawiać o swojej pracy, inne wolą nic nie mówić. Skrupulatnie wykonują swoje obowiązki, życzliwe dla pacjentów i ich rodzin. Praca to ich życie. Co wynoszą z hospicjum do domu? Cierpliwość, zrozumienie dla cierpienia, radość i ból, z którym trzeba nauczyć się żyć. Są miłe dla wszystkich. Widzę, jak Ania z anielską cierpliwością rozmawia z umierającym Wiktorem. Nie wiem, czy on ją słyszy, jest półprzytomny, wszelkie czynności wykonuje odruchowo. Ania prosi, żeby zjadł chociaż kilka łyżek zupy. Płyn cieknie po czystej piżamie mężczyzny, ale pielęgniarka próbuje dalej. Potem zakłada kroplówkę, nie przestając mówić, z jej ust płyną kojące słowa. Jej ruchy są pełne łagodności, podziwiam ją. Kiedy pracuje z chorymi czuję, że jest ponad wszystko. Ponad cierpienie i śmierć. Potrafi dać umierającym ciepło i spokój, to czego najbardziej potrzebują.
     
     Monika jest wesołą, sympatyczną kobietą. Pulchna, opalona, jej oczy błyszczą radością. Przy chorych jest taka sama. Zawsze uśmiechnięta, nigdy nie widziałam jej zniechęconej, czy smutnej. Przy tym jest niezwykle profesjonalna, pewna tego co robi. Potrafi rozmawiać z każdym, nawet najbardziej marudnym pacjentem. Bo nie wszyscy chorzy w hospicjum, to cisi, spokojni i bierni umierający. Zdarzają się złośliwi, nieprzyjaźni, niesympatyczni - jak w życiu. Niektórzy, chociaż trudno ich nie lubić, są marudni i ciągle coś im się nie podoba. Na przykład pan Czesiek, który umarł niedawno, zupełnie niespodziewanie. Chociaż był bardzo sympatycznym człowiekiem, potrafiłby Anioła wyprowadzić z równowagi. Nieraz kierowniczka hospicjum prosiła, błagała, groziła, używała wszelkich argumentów, żeby Czesław przestał palić w sali. Przestawał, potem znów zaczynał. Nie pomagały groźby, że będzie płacić za zniszczone papierosami podłogi, nic nie działały upominania, że może się to skończyć pożarem. Tylko pielęgniarki miały na niego wpływ. Chociaż często denerwował się na nie i nie podobało mu się iż musi podporządkować się ich woli, to robił wszystko, o co prosiły. Czuł, że tym niesamowitym kobietom trudno odmówić.
     
     Pani Ania, to niewidoma staruszka, która czasem zachowuje się bardzo irracjonalnie, ale często zaskakuje bystrością umysłu, potrafi być też uparta i zrzędząca. Jednak tylko pielęgniarkom pozwala się nakarmić, odprowadzić do łóżka, albo uczesać włosy. Szczególnie te włosy, które tak kochała w młodości... Tylko niektóre siostry mają prawo ich dotknąć. Wielu jest takich pacjentów, którzy łagodnieją dzięki siostrom. Wpływ tych dziewczyn jest wręcz magiczny. Wiedzą doskonale jak podejść do pacjenta. Każdy chory traktowany jest przez nie indywidualnie, każdy może czuć się wybranym. Nikogo nie zaniedbują, wiedzą doskonale, że każda chwila chorych może być ostatnią.
     
     Niektóre dni bywają wyjątkowo ciężkie. Kiedy prawie wszyscy chorzy czują się wyjątkowo źle, nie ma czasu na odpoczynek. Co chwilę ktoś woła siostry, potrzebuje pomocy. Najgorsze są nocne dyżury, w nocy śmierć przychodzi najczęściej. Być przy umieraniu, to nie takie proste. Zdarza się, że chorzy odchodzą po cichu, bezszelestnie, tak, że pielęgniarki zauważają to dopiero nad ranem, jednak czasami trzeba być przy nich do końca. Na szczęście, w takich chwilach przy pacjentach często czuwają ich bliscy, co bardzo pomaga nie tylko samemu odchodzącemu, ale i personelowi, który wie, że ostatnie chwile chory człowiek spędzi w gronie tych, których kochał.
     
     Pielęgniarki nie lubią mówić o swojej pracy, chcą być skuteczne i pomocne, to dla nich najważniejsze, nie chcą chwalić tym, co robią, to dla nich praca. Ale czy jak każda inna? Chyba nie... Niektóre są w hospicjum, bo chciały pracować właśnie tam, inne, bo nie dostały pracy w szpitalu, czy poradni. Jednak wszystkie, które zostały muszą być bardzo silne. Nie wolno im przywiązywać się do pacjentów, nie powinny lubić kogoś bardziej, innego mniej, chociaż to bardzo trudne. Muszą umieć uśmiechać się nawet wtedy, kiedy do oczu cisną się łzy, być cierpliwe i wyrozumiałe. To one są najczęściej przy pacjentach, im chorzy opowiadają o swoim życiu, im się żalą i chcą powierzyć im swoje najgłębsze tajemnice... Nie umiem nie podziwiać tych kobiet, chociaż one same skromnie twierdzą, że ich praca to nic wielkiego...
     
     Wychodzę z hospicjum pełna wiary, że w budynku, który opuszczam są ludzie, którzy w swoim cierpieniu i bólu dostali od losu szansę. Mogą spędzić ostatnie dni w życiu, tak przecież ważne, wśród ciepła, dobroci i spokoju. Mogą chociaż na chwilę zapomnieć o cierpieniu i uśmiechnąć się. Być może po raz ostatni w życiu...
     
     
     *Imiona bohaterek reportażu zostały zmienione

Aleksandra Zumkowska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Rzadko zdrza się na "łamach" Portelu taki dobry tekst. Ciekawa jestem nazwiska autora... Na początku roku umarł mój ojciec, nie leżał w hospicjum ale często korzystałam z porad pracujących tam sióstr i lekarzy. Rzeczywiście wyjątkowi ludzie. Bardzo skromni. Podpisuję się pod tym co napisał autor/autorka a przede wszytkim pod tym w jaki sposób opisano "anioły" pracujące w hospicjum.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    jot(2004-09-08)
  • Bardzo dziękuję w imieniu swoim i ludzi, o których piszę. pozdrawiam,
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Aleksandra Zumkowska(2004-09-08)
  • Szkoda, że Tych Aniołów nie można spotkać w każdym szpitalu, hospicjum, klinikach itp.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Wieniawa(2004-09-08)
  • Dlaczego Bóg, podobno tak dobry i miłościwy odbiera nam bliskich??? I to tak często w brutalny i okrutny sposób??? Dlaczego zabiera bliskich w momentach, gdy wierzymy że już nasze wspólne życie wychodzi na prostą??? Jeszcze nie przegrałem walki o bliską mi osobę, już drugą, którą próbuje mi odebrać, nie poddam się, chociaż już mi brakuje sił... Wiem że muszę być silny, być wsparciem i przykładem wiary w szczęśliwe zakończenie... Będę silny, do końca lub do początku... Znajdę siłę na to by pokonać, wszystkich i wszystko... Drugiej bliskiej osoby mi już nie zabierzesz... NIE ZABIERZESZ!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    jasny_(2004-09-08)
  • Podziwiam pracę tych kobiet, jestem za to ogromnie wdzięczny... Ale mam też nadzieję że nigdy nie spotkamy się przy jednym łóżku...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    jasny_(2004-09-08)
  • Wielki szacunek dla tych kobiet ktora musza patrzec na cieprienie innych dzien po dniu...moim zdaniem gdybym tak z tydzien posiedziala w jakims hospicjum po tygodniu musieli by mnie oddac do izolatki.Jednym slowem te kobiety sa silne psychicznie,zaciskaja zeby i dodaja otuchy pomilo ze gdzies tam cos boli w srodku...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Aga24(2004-09-08)
  • Co byście nie napisali na ten temat- a więc bunt przed śmiercią, podziw dla osób towarzyszących śmierci,a nawet złorzeczenie Stwórcy z powodu wyroków przedwczesnej śmierci - wszystko to będzie normalne, mieszczące się w odwiecznym temacie sensu życia. Natomiast odnośnie do cierpliwości i anielskiej posługi względem osób zbliżających się do kresu życia, to z autopsji wiem, iż tego trzeba się uczyć. No może troszeczkę tzw.powołania też trzeba mieć. Ale przede wszystkim cierpliwe wczuwanie się w sytuację chorego. Myślę, że osoby o wysokim stopniu empatii tak właśnie postępują jak kobiety zwane w artykule - aniołami. Najdobitniejszym przykładem prostej, szczerej empatii jest płaczące dziecko, które często "zaraża" swoim płaczem inne dziecko.Na pytanie - dlaczego płaczesz - odpowiada -bo ona też płacze. Podobnie jest z wczuwaniem się w ból, cierpienie, rozpacz innej osoby, i tego można się nauczyć korzystając m.in. z pomocy wyobraźni. Też schylam głowę i wyrażam wielki szacunek dla personelu hospicjum, a jednocześnie rozumiem skromność tych Pań i normalność w ich zachowaniu. Aha- bym zapomniał - pozdrawiam serdecznie wszystkich milusińskich na tym naszym portalu.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    egzegeta(2004-09-09)
  • Sądziłem że nie będę mógł patrzeć na ludzi którzy umierają, że to mnie przybije, zniechęci do i tak już "ciężkiego" życia. Uciekałem jak najdalej..nie chciałem się "zarażać". Dziś jestem z wyjątkową, wspaniałą kobietą, wolontariuszką, która przybliżyła mnie do takich ludzi.. pokazała mi że obok jest ktoś kto pragnie żyć z całego serca mimo iż wie że to może być jego ostatni dzień.. Zdałem sobie sprawę że to ja wegetuję w świecie złudnych problemów, śmiesznych zmartwień.. że żyję jakąś wyimaginowaną przyszłością która tak naprawdę nie istnieje. To od takich ludzi nauczyłem się że życie jest tutaj, obok mnie, że nawet go nie zauważam i że czasami też warto dać siebie innym bo to najpiękniejsze uczucie. Dzięki Aniołku bo wolontariusze to też takie mniejsze anioły.. Kocham Cię za to.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Niuń(2004-09-11)
Reklama