Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 11-12-2016, imieniny Damazego, Daniela
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Antyspołeczny element

Solidarność chce napiętnować posłów i senatorów, którzy - zdaniem jej członków - źle wywiązują się z powinności wobec społeczeństwa.

Chodzi o parlamentarzystów, którzy 15 kwietnia miast przyjąć przygotowany przez „S” obywatelski projekt ustawy o zasiłkach przedemerytalnych, zatwierdzili propozycję rządu Leszka Millera. W walkę o przywrócenie zasiłków związek zaangażowała się po tym, jak na początku 2002 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu. Ustawa znacznie ograniczyła zakres i wysokość przyznawanych świadczeń oraz liczbę uprawnionych.
     Osobom, które świadczenia pobierają, ograniczono też możliwość dodatkowego zarobkowania. "Za starzy do pracy, za młodzi na śmierć czekają na Twoją pomoc. W Polsce nie ma ludzi niepotrzebnych" - takimi hasłami związek przez wiele miesięcy zachęcał do poparcia zmiany krytykowanych przepisów.
     
     Obywatele mówią: "Nie!"
     - Rynek jest, jaki jest - wiadomo - mówią osoby, które pobierają zasiłek. - Pracy nie mogą znaleźć młodzi, a my, choć mamy duże zawodowe doświadczenie, jesteśmy ostatni w kolejce do zatrudnienia. Gdyby nie świadczenia przedemerytalne, czekałby nas zasiłek dla bezrobotnych, ale tylko przez rok, a co później?
     Pod obywatelskim projektem ustawy przywracającej zasiłki zebrano ponad 650 tysięcy podpisów, jednak Sejm i Senat projektem się nie zajęły, a w kwietniu przyjęły rządową ustawę o promocji zatrudnienia, która m.in. znacznie ograniczyła liczbę uprawnionych do pomocy przedemerytalnej i wysokość finansowej pomocy. Związkowcy postanowili więc wystawić parlamentarzystów pod publiczny pręgierz.
     
     Napiętnowani
     W całym kraju pojawiają się już plakaty i ulotki z nazwiskami posłów i senatorów, którzy 15 kwietnia zagłosowali przeciwko obywatelskiemu projektowi ustawy o zasiłkach przedemerytalnych. Jak można na nich przeczytać, w województwie warmińsko - mazurskim obywatelską inicjatywę zignorowało w sumie 18 posłów i senatorów.
     - Proponowaliśmy powrót do korzystniejszych zasad finansowania pomocy dla osób, które tuż przed emeryturą tracą pracę - wyjaśnia przewodniczący elbląskiej "S", Mirosław Kozłowski. - Pozwoliłyby one na stworzenie nowych miejsc pracy dla ich następców. Niestety, parlamentarzyści walczą dziś o swoje interesy. Apeluję więc, żeby przy oddawaniu głosów na osoby, które wybrały projekt rządowy, i ugrupowania, które reprezentują, nie głosować.
     
     Zła wola?
     Na liście "napiętnowanych" znalazł się m.in. elbląski poseł i wiceprzewodniczący Unii Pracy, Jerzy Müller. Poseł twierdzi, że to, co o zasiłkach mówi „S”, to dezinformacja.
     - Kiedy projekt obywatelski trafił do parlamentu, pracowaliśmy już nad przedstawioną przez rząd zupełnie nową – podkreśla poseł - koncepcją zwalczania bezrobocia, która uchylała zapisy kwestionowanej przez Solidarność ustawy. To był jeden z podstawowych powodów, dla których ten projekt nie trafił do głosowanie na forum obu izb.
     Jak usłyszeliśmy, kolejnym powodem był fakt, iż w kasie państwa na wypłaty przedemerytalnych świadczeń w starej postaci nie było pieniędzy.
     - Inna sprawa, że w 2002 roku tego rodzaju pomoc otrzymywało ponad 500 tysięcy osób - mówi poseł. - Często były to osoby, którym do nabycia praw emerytalnych brakowało kilkunastu lat. Pozostawanie przez taki okres poza aktywnym rynkiem pracy mogło powodować tylko jedno zjawisko: ci ludzie raz na zawsze wypadali z rynku i nie mieli motywacji, aby nań wracać.
     
     Aktywizacja urzędów
     Jerzy Müller przekonuje, że ustawa o promocji zatrudnienia daje najstarszym i zagrożonym wykluczeniem pracownikom większe szanse.
     - Nowe przepisy zdecydowanie bardziej niż poprzednio zobowiązują urzędy pracy i inne instytucje rynku pracy do opiekowania się, przygotowywania takich osób do podjęcia pracy, ale też do tworzenia innych niż dotąd form zatrudnienia - uważa poseł. - Przyjęta kilka tygodni temu ustawa czyni związanych z urzędami pracy pracowników, pracownikami aktywnymi.
     Wiceprzewodniczący Unii Pracy ma jednoznaczną ocenę plakatowej i ulotkowej akcji "S":
     
     Gra o głosy
     - To przejaw bardzo perfidnej gry politycznej, która ma za zadanie wyeliminowanie konkurentów w nadchodzących wyborach parlamentarnych – twierdzi poseł i przypomina, że zapisy ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora mówią, iż zadaniem członków parlamentu jest tworzenie dobrego prawa. - Ustawa jednoznacznie mówi, że parlamentarzysta nie może być wiązany naciskami jakiejś grupy społecznej czy organizacji, które będą chciały wywierać presję, choćby przez tego rodzaju propagandowe akcje. Wszędzie, gdzie widzę potrzebę interwencji, gdzie łamane jest prawo, interweniuję, jeśli natomiast ktoś spodziewa się, że poseł coś powinien dla niego załatwić, to jest nieporozumienie.
     
     Lepszy spokój
     O tym, że stawianie pod publicznym pręgierzem nie jest dobrym sposobem na debatę o najważniejszych sprawach, jest też przekonany socjolog i politolog, Marcin Szywała.
     - Posłowie reprezentują przede wszystkim siebie samych, nie mają żadnych instrukcji wyborczych i głosują zgodnie ze swymi poglądami – mówi Szywała. - Wyborcom przysługuje prawo wglądu w ich decyzje, ale żadne akcje "piętnujące" nie powinny mieć miejsca. Weryfikacja odbywa się w czasie wyborów.
     Szywała dodaje, że akcje, jaką prowadzi "S", byłyby niepotrzebne, gdyby sami wyborcy na co dzień interesowali się tym, co dzieje się w Sejmie.
     
     Kij ma dwa końce
     Większość Polaków deklaruje ostatnio, że z polityką i politykami nie chce mieć nic wspólnego, jak mówi powiedzenie: „Być może nie interesujesz się polityką, ale ona interesuje się tobą”. Jak się wydaje, o tym, że od polityki odwracać się nie należy, przekonali się - m.in. na przykładzie zasiłków - sami działacze Solidarności.
     Dlatego już niedługo, w połowie czerwca w Gdańsku odbędzie się debata związkowców o tym, w jaki sposób do polityki powrócić - mówi się np. o tym, by wejść w sojusz z Prawem i Sprawiedliwością...

Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • dlaczego biuro poselskie Posła Platformy Obywatelskiej Stanisłwa Gorczycy wysyła w kopertach służbowych druki reklamowo-handlowe Polskiej Oficyny Wydawniczej OKO z Elbląga.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    tato(2004-06-09)
  • POLITYK=oszust,złodziej.Przykro mi ale lepszych cech nie mogę sie dopatrzeć.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2004-06-09)
  • O sejmie mozna mówić duzo złego ale szlag mnie trafia jak patrzę na pustą sale na obradach.To istny skandal co oni sobie wyobrażają zostali wybrani opłacani są przez nas i to nieźle a jeszcze nie maja tyle poczucia obowiązku zeby uczestniczyć w obradach . Siedznie na sali powinno być zawsze obowiazkowe tak jak przychodzenie do pracy nie przyjdziesz to cie wywalą. Czas im to uświadomić Jko obywatelka (młoda) nie zyczę sobie utrzymywać tych pasożytów, Pasibrzuchów i łapówkarzy. Juz w podstawowej szkole nie wolno chodzić na wagary a co dopiero w sejmie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zbulwersowana(2004-06-17)
Reklama